Pora roku:

Pora roku: Początek Zimy.
Jeśli śnieg utrzymuje się dłużej niż kilka dni, możemy zacząć mówić o początku zimy. Temperatura powietrza jest coraz niższa, należy uważać na poranne przymrozki. Cienka warstwa śniegu przyjemnie skrzypi na każdym kroku lecz aura nie zachęca do wyjścia – cały czas jest pochmurnie i pada, czy to deszcz czy to śnieg. Życie w lesie zamarło na czas zimy – jedynie kilka gatunków zwierząt, nie udających się w cieplejsze rejony, zostały wśród gołych drzew, żyjąc jak gdyby nigdy nic. Nawet niektóre niebezpieczne stworzenia, nawet te z Djevelskogu, ograniczyły swoją aktywność, co nie znaczy, że należy tracić czujność. Nie zaleca się wycieczki w wysokie góry, nawet skrzydlatym wilkom, ze względu na ryzyko zejścia lawiny i silne, północne fronty powietrza niosące masę zimnego powietrza.

Menu pionowe i populacja (na samym dole)

Informacje
Oficjalna data otwarcia: 08.03.2021

POPULACJA: 9
W tym NPC: 3

Wadery (♀): 5
Basiory (♂): 4
Szczenięta: 0

LICZBA ZMARŁYCH WILKÓW: 0
LICZBA PAR: 0

Następne postarzenie: 21-23.02.22
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Akos. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Akos. Pokaż wszystkie posty

sobota, 8 stycznia 2022

Brak komentarzy

Od Akosa cd. Scarlett "Tajemnicza Wojna"

Patrzyłem z góry na czerwono–białą waderę. Nie ufałem jej, ale trzeba przyznać, że ma cięty język. Chodziła z gracją w niewielkiej, czystej sadzawce, cały czas obserwując moje ruchy. Była czujna oraz bardzo nieufna, cały czas analizując każdy mój oddech czy ruch. Przypomniała mi pewną wilczycę, która należy do mojego klanu. Lekko się uśmiechnąłem pod nosem. Miałem nadzieję, że umknie to czujnej uwadze wadery, która nadal była zanurzona po szyje w wodzie. 
– Czemu się śmiejesz? – zapytała, wpatrując się we mnie. Jej ogon delikatnie sunął tuż pod powierzchnią wody, o czym świadczyły subtelne ruchy jeziora. 
– Nie śmieje, a uśmiecham – sprostowałem. – Przypominasz mi kogoś… 
– Kogo? – zapytała, nieco zaciekawiona. 
– Może ją spotkasz… – odparłem tajemniczo. Spojrzałem na niebo. Niedługo nastanie dzień i warte przejmie moja siostra. Przymknąłem lekko oczy i skontaktowałem się z siostrą, szybko streszczając jej przebieg dzisiejszej nocy. Isobel jak zwykle wykorzystała moment na dogryzienie mi, używając moment, gdy zaatakowała mnie ta wilczyca i… 
Otworzyłem oczy, zrywając połączenie z Iso i natychmiast zauważyłem zniknięcie przybysza. 
Zakląłem pod nosem, po czym zacząłem poszukiwać jakichkolwiek śladów. Jest! Znalazłem zapach obcego wilka kilka metrów ode mnie. Trop prowadził mnie w stronę lasu i tam więc się udałem. Gęsty leśny busz nie pomagał mi w odnalezieniu nieznajomej, a jej wręcz przeciwnie – mogła ukryć się dosłownie wszędzie. Usłyszałem nagle jakiś szelest po swojej prawej. Położyłem uszy i przylęgłem do ziemi, skradając się do potencjalnego celu. Szelest powtórzył się, co utwierdziło mnie w przekonaniu, że to dobry moment na atak. Rzuciłem się na krzak, lecz zamiast poszukiwanej wadery znalazłam dużego, szarego zająca, który szybko czmychnął pomiędzy moimi nogami. 
Usłyszałem znajomy chichot i już wiedziałem, że moja siostra będzie miała ze mnie ubaw przez najbliższe kilka dni. Burknąłem powitanie do Isobel, która nadal miała ze mnie ubaw. 
– Jakbym nie zobaczyła na własne oczy, to bym nie uwierzyła… – pisnęła Iso między atakami śmiechu. Zauważyłem nawet, że uroniła łezkę. 
– Miło, że poprawiłem ci humor na dzień dobry – odparłem nieco oschle. Byłem zły na siebie, że dałem się zrobić jak naiwny szczeniak, oraz na siostrę, która zamiast pomóc mi szukać tej czerwono–białej wadery, stała na środku lasu i głośno się śmiała, dając jej znać gdzie się znajdujemy. 
– Nawet nie wiesz jak bardzo… – Na szczęście atak śmiechu powoli mijał i przeszła do konkretów. – Ty weź dolną partie lasu, ja będę jej szukać z powietrza. 
Kiwnąłem głową. Jako że już nastał wschód słońca, teraz moja siostra posiadała zdolność do lewitacji, podczas gdy ja musiałem chodzić twardo po ziemi dopóki nie nastanie noc. Iso wzbiła się w powietrze a ja zacząłem węszyć za intruzem. Z jednej strony wydawało się, że mówi prawdę, iż nie jest szpiegiem, lecz nie mogłem jej zaufać. Muszę bronić swoje wilki… – pomyślałem, na nowo łapiąc jej woń. 
Wtedy stało się coś niespodziewanego… 



Scar? Podpalisz las, ujawnisz się czy znalazłaś dar dla Akosa? :3

czwartek, 30 grudnia 2021

Brak komentarzy

Od Scarlett cd. Akosa "Tajemnicza wojna"

Źle oceniłam sytuację, ale nie było już odwrotu. Mogłam jedynie uciekać. Kto by się spodziewał, że akurat wtedy pomyliłam drogi i skręciłam w ślepy zaułek. Nie byłam w stanie pokonać skalnej ściany. Czułam krew pulsującą w żyłach, kolejny raz gorąco zalało moje ciało.
- Co tutaj robisz? Dlaczego mnie zaatakowałeś?! - warknął basior, przybierając przy tym postawę do ataku. - Jesteś jego szpiegiem, czy zabójcą?
Zaczął zmniejszać dystans między nami, a ja przytuliłam ciało do skały, chcąc się choć trochę ochłodzić.
- Odezwij się albo cię zabiję! - krzyknął, pokazując kły.
Serce waliło mi w piersi, a w głowie niemiłosiernie huczało.
- Ja... Nie jestem niczyim szpiegiem - wydyszałam spuszczając łeb ku ziemi. - Kierowałam się na południe...
- To dlaczego mnie zaatakowałaś? - zapytał spokojniejszym głosem. - Co tutaj robisz, hę?
- Chodzę. Po prostu chodzę. Przemierzałam tę drogę setki razy, nie zagrażam nikomu. Zresztą do tej pory nikogo nie spotkałam. Żadnego wilka - sprostowałam. - Mogę po prostu odejść? - westchnęłam.
- Nie, nie ufam ci w żadnym stopniu. Z resztą nie wyglądasz najlepiej. Twoja skóra promieniuje dziwnym światłem. Wyglądasz, jakbyś miała za chwilę...
- Spłonąć - wydyszałam za niego. - Błagam, pozwól mi iść do wody.
Nie byłam w stanie już ustać o własnych siłach. Osunęłam się na ziemię, a głowę oparłam na rogach. W powietrzu unosił się zapach przypalonej skóry.
- Nie jestem pewien, czy dasz radę dotrzeć do najbliższej rzeki. 
- Dam, po prostu mnie puść - rzekłam błagalnym tonem.
Basior przez dłuższą chwilę stał i po prostu się we mnie wpatrywał. Bił się z myślami, nie byłam zaskoczona. Nie przypominałam posturą typowej wadery. Miałam długie łapy, dobrze umięśnione ciało i przerastałam o dobre kilkanaście centymetrów pozostałe samice. 
- Biegnij, jestem tuż za tobą.
Nie wstałam od razu. Powoli rozprostowałam łapy i wyplułam krew zalegającą w moim pysku. Otrzepałam się i popatrzyłam wymownie na rosłego samca.
- Nie będę uciekać - powiedziałam.
- I tak nie masz szans - prychnął.
Ominęłam go chwiejnym krokiem i zaczęłam biec ile sił w łapach. Rozgrzane ciało działało na najwyższych obrotach, głowa mi pękałam, ale wciąż byłam świadoma tego, co się dzieje. Byłam wystraszona, jak nigdy wcześniej. Nie tylko tym, że spotkałam innego wilka, ale również stanem własnego zdrowia. Tak nie powinno być. Nic nie zrobiłam. 
Nie wiem, ile czasu spędziłam w wodzie, ale basior bez chwili wytchnienia stał na brzegu i świdrował mnie spojrzeniem. Zaczęło świtać, gdy postanowiłam opuścić wodę. Teraz mogłam mu się bardziej przyjrzeć. Miał piękną, wielobarwną sierść oraz złote oczy. Nader spokojne, choć może tylko mi się wydawało. Poczułam się nieswojo.
- Masz zamiar mnie teraz więzić, czy może zabić - bardziej stwierdziłam, niż zapytałam.
- Jeszcze nie wiem. Jak myślisz, na którą z tych rzeczy bardziej zasługujesz?
- Na żadną - parsknęłam - za wtargnięcie masz prawo co najwyżej złoić mi skórę.



Akos?

sobota, 4 grudnia 2021

Brak komentarzy

Od Akosa "Tajemnicza Wojna"

Patrzyłem, jak Słońce powoli opada, barwiąc niebo na ciepłe kolory. Isobel stała obok mnie, mając nieco zamglone oczy. Obniżała ona tarczę słoneczną, kierując ją poniżej linii horyzontu. Księżyc natomiast sam powoli wznosił się ku górze, bez mojej interwencji, tak więc towarzyszyłem swojej siostrze, czuwając. Ostatnio sytuacja na arenie międzywatahowej jest dosyć napięta, zwłaszcza jeśli chodzi o nasz stosunek z pewną watahą. Mieliśmy dobre stosunki z nimi oraz z wieloma innymi wilczymi sforami. Jednak odkąd władzę przejął młody basior o dosyć… kontrowersyjnym i agresywnym podejściu do prowadzenia swojej watahy, wszystko się zmieniło. Z tego co słyszałem ma niewielką armię poszłusznych mu wilków, które pomagają mu rządzić żelazną łapą – tłumią protesty i zabijają tych, którzy postanawiają zabić nowego przywódcę, spiskują czy nawet planują ucieczkę. Znam te fakty od innych przywódców, którzy również martwią się o swoje stada. Na tą chwilę nie mamy żadnych szpiegów w klanie, więc muszę albo wysyłać wybrane wilki, albo samemu się udać na przeszpiegi lub słuchać co mówią inni i starać się im uwierzyć. Jakoś nie ufałem wieściom z trzeciej łapy, lecz w tym przypadku nie miałem innego wyjścia.
Westchnąłem, myśląc kogo dać na patrol przy granicach. Isobel bardzo mi pomaga, podobnie jak Antilia czy Yrsa. Duet Yareena oraz Pandory również bardzo pomagali, na tyle ile byli w stanie. Rogata wadera zachowała zimną krew i stworzyła gruby, ziemisty mur a jej kuzyn tornado, które skutecznie odstraszyło intruzów. Dusjer też zaoferował swoją pomoc, często pomagając naszej jedynej uzdrowicielce lub samotnie przemierzając i badając wybrzeże. Czułem w kościach, że dzisiejsza noc coś przyniesie, dlatego postanowiłem sam udać się na dzisiejszy patrol.
– Co ci jest? – zapytała Isobel zmartwionym wzrokiem. Pomagała mi na spotkaniach, przede wszystkim uwodząc innych basiorów i wadery, po czym wyciągała od nich nowe, nieujawnione wiadomości, które rzucały nowe światło na naszą sytuację.
– Nic… po prostu… – Było tyle rzeczy, które mi doskwierały, że nie wiedziałem od czego zacząć. – Jestem zmęczony… – skwitowałem.
Isobel zmierzyła mnie z góry na dół swoim spojrzeniem. Po chwili prychnęła.
– Nie jesteś zmęczony. – Dramatyczna pauza, żeby mnie dobić. – Coś ukrywasz…
Teraz to ja wysłałem jej swoje spojrzenie. Isobel, pomimo że włada żywiołem dnia, często jest jeszcze chłodniejsza niż najzimniejsza zimowa noc. Znam jednak swoją siostrę.
– A co ja mogę ukrywać? – zapytałem. Ona natomiast patrzyła w dal, gdzie przed chwilą wielka gwiazda ukryła swe oblicze za górami.
– Każdy coś ukrywa… – skwitowała. – Teraz twoja kolej na patrol?
Przytaknąłem.
– Będę na północy – powiedziałem na pożegnanie i zeskoczyłem ze skarpy, po czym zacząłem biec w wyznaczonym przez siebie kierunku. Moja siostra odprowadziła mnie wzrokiem, modląc się w duchu do boga Fenrira, by ten miał mnie w swojej opiece.

Dziwnie się czułem, siedząc na drzewie, ale tam mam lepszy widok na okolicę. Niedaleko szumiał strumyk pod cienką warstwą lodu a zimny wiatr szarpał nagimi gałęziami. Zmieniłem barwę swojej sierści na ciemniejszą, chcąc pozostać niezauważony i rozpocząłem długie czuwanie przy północno-zachodniej granicy. Przez pewną chwilę myślałem, że zasnę, ale nagle usłyszałem trzask gałęzi, który postawił mnie na nogi. Niemal natychmiast znalazłam źródło dźwięku.
To tylko łania… – pomyślałem, pozwalając sobie na chwilę nieuwagi.
To był błąd.
Ktoś zaatakował od tyłu, rzucając się na mnie. Wyczułem jakiś ruch, jednak nim zdążyłem się odwrócić, wróg wisiał na moim grzbiecie. Straciłem równowagę i spadłem z wysokiej gałęzi, wraz z moim oprawcą. Szybko się otrząsneliśmy i zaczęliśmy się szamotać, gryząc lub będąc ugryziony. W pewnym momencie miałem małą przewagę, którą wykorzystałem i rzuciłem przeciwnikiem o pień starego drzewa.
– Kim jesteś?! – zagrzmiałem władczym tonem. Nieznajomy zastygł w bezruchu, pewnie analizując swoją sytuację, po czym wystrzelił przed siebie. Ruszyłem za nim w pościg. Mnie tak łatwo się nie pozbędziesz…
Biegł trwał dość krótko, ponieważ przeciwnik sam zapędził się w kozi róg – trafił do skalistej zatoczki otoczonej wysokimi skałami, które nie sposób było przejść, chyba, że ma się skrzydła… Nie widziałem aby ich miał, ale co do tego nie byłem pewien. Jak i również płci tego osobnika…
– Co tutaj robisz? Dlaczego mnie zaatakowałeś?! – zapytałem, głośno warcząc. – Jesteś jego szpiegiem czy zabójcą? – Podeszłem, zmniejszając dystans między nami. Czekałem na jego ruch.

Nieznajomy?

poniedziałek, 15 listopada 2021

Brak komentarzy

Od Akosa i Yrsy "Na łasce bogów" (RP)

Wadera zgodziła się na przenocowanie basiora. Jednak nie doczekała się jego powrotu z jelenimi skórami, bo w końcu po prostu znużona zasnęła. 
Wszędzie wokół słychać było rozchodzące się echem szepty. 
Było ich tak wiele, że nie sposób było je zrozumieć. Każdy mówił coś innego i w innym tempie. Przemierzała czarną otaczająca nicość, podłoże po którym stąpała przypominało płytką wodę i stawiając po nim kroki wydawało taplające dźwięki, ale też było czarne jak smoła. W oddali widziała coś leżącego na ciemnym podłożu. Gdy zbliżyła się, by przyjrzeć się temu, przestraszyła się i odskoczyła. Było to ciało martwej wilczycy, leżało w kałuży własnej krwi, z jej boku wystawały zaostrzone kije, dziurawiące jej ciało. Nagle znikąd pojawiły się inne wilki i stwory zwane ludźmi, rozgorzała walka. Większość czworonożnych braci ginęła, nie mieli szans, ale walczyli do ostatku sił. Gdy tak się temu przyglądała, w pewnym momencie poczuła, że coś chwyta ją za łapę. To ta wilczyca, nagle ożyła. Popatrzyła w jej oczy i z żalem zapytała ,,Dlaczego nas nie ochroniłeś?’’.
Po wypowiedzeniu tych słów wszystko się rozmyło, zatopiło w czarnej wodzie. Obudziła się jak zwykle z krzykiem, rzucając we wszystkie strony.

– Yrsa! – zawołałem do czarno-białej wadery, szamotającej się we śnie. Leżała z zaciśniętymi powiekami, krzycząc niezrozumiałe dla mnie słowa. Podszedłem do niej, chcąc ocucić ją z tego koszmaru, lecz wtedy z jej łap wystrzeliła lodowa igła, która niebezpiecznie szybko zbliżyła się w kierunku mojego ciała, rosnąc w ogromny sopel na surowej skale. Tuż przed moim gardłem przezroczysty, lodowy szpikulec zatrzymał się a wilczyca się nieco uspokoiła, po czym zaczęła powoli otwierać oczy.

Wciąż jeszcze przez chwilę rzucała się przez sen i krzyczała, a gdy otworzyła oczy, były nieobecne, bez źrenic. Potrzebowała chwili by się uspokoić i zyskać świadomość. W końcu jej wzrok wrócił do normalności, nie był już pusty. Widok który zastała po przebudzeniu tylko bardziej ją zszokował, sople lodu od razu pękły i rozkruszyły się na proch. 
- P-Przepraszam! - wydusiła, patrząc na basiora zmieszanym, przepraszającym wzrokiem, pochyliła uszy i skuliła się.

Gdy lód rozkruszył się, mogłem w końcu przełknąć ślinę. Odsunąłem się ostrożnie, nie chcąc, aby wadera nie zauważyła tego. Była lekko roztrzęsiona a jej wzrok błądził. Okiem zwykłego wilka wyglądała na opętaną, lecz ja nie czułem wobec niej takiego odczucia. Odnosiłem wrażenie, że teraz obawia się własnej mocy, zwłaszcza, że żywioł Lodu jest nieokiełznany i lekko kapryśny. Yrsa miała siłę zawładnąć nad nim, lecz, w takich momentach jak te, żywioł przejął kontrolę nad nią, najpewniej chcąc ją chronić. 
– Wszystko w porządku? – zapytałem cicho i spokojnie, powoli zbliżając się w kierunku wadery. Jej ciało nadal lekko drżało. Spojrzała na mnie jak przerażony szczeniak na widok ludzi idących w jego stronę, niosąc żelazną broń, by go zgładzić. 
– NIE ZBLIŻAJ SIĘ DO MNIE! – krzyknęła, po czym szybko wybiegła z mojej jaskini wprost przed siebie. Nie myśląc wiele, pobiegłem za nią.

Będąc nadal w szoku wybiegła z jaskini gdy tylko zaczął się zbliżać. Czuła się w winna, że znów nie zapanowała nad swoim żywiołem, tylko wziął nad nią kontrolę i do tego mogła zrobić komuś krzywdę. Było ciemno, na niebie nie było księżyca ani gwiazd. Biegła na oślep niewiele myśląc, czuła tylko zimną glebę pod jej łapami, ocierające się o wilgną trawę. Dopiero zatrzymał ją głęboki dół, do którego prawie wpadła ześlizgując się, ale szybko zaczęła wdrapywać się na górę.

Nastała noc, więc mogłem wznieść się w powietrze, szukając Yrsy. Martwiłem się o nią, zwłaszcza, że ostatnio dużo się działo w lesie, w którym zniknęła. Ostatnio nawiedziły go wiwerny, które wyrządziły sporo szkód - zabiły one żyjącą tam zwierzynę oraz zniszczyły teren. Na szczęście były to młode osobniki, które szybko odleciały. Wróciłem do rzeczywistości, kierując się na wschód. Leciałem nad koronami drzew, lecz nigdzie nie widziałem znajomej, smukłej sylwetki. Nagle coś zauważyłem i zniżyłem lot, lądując niedaleko dużego dołu, które wypaliły gady. Yrsa zdążyła już wygramolić się z tarapatów, lecz poczułem swego rodzaju ukłucie winy... 
 Przepraszam...  powiedziałem na powitanie. Srebra wilczyca milczała, a ja cierpliwie czekałem. Chciałem, aby została w moim Klanie, ale siłą nie będę jej trzymać. Czułem coś do niej, lecz nie chciałem, aby okazało się to szczenięcym zauroczeniem a co gorsza - nieodwzajemniona.

Ryzyko upadku otrzeźwiło nieco jej umysł. Gdy ponownie wdrapała się na szczyt, starała się na nowo złapać równowagę. Nagle zauważyła jak z nieba, spomiędzy mroku szybuje do niej alfa. 
- Przepraszasz? - Po chwili milczenia spytała i pochyliła łeb na bok w głębokim zdziwieniu. - Przecież to ja prawie zrobiłam Ci krzywdę. Cofnęła się, chciała zrobić parę kroków jednak szybko musiała zawrócić, ponieważ znów zaczęła tracić grunt pod łapami, nadal stojąc naprzeciw przepaści. Bała się kolejnej konfrontacji, że znów nie zapanuje nad sobą, a jej sen wciąż hulał jej w głowie, wciąż jeszcze słyszała te szepty.

Zastanawiałem się co zrobić z Yrsą. Z jednej strony chciałem, aby spędziła noc w mojej jaskini, a nie na zewnątrz, lecz z drugiej strony bardzo się bała, że ten... incydent się powtórzy. 
 Co się stało?  zapytałem subtelnie, lecz wprost. 
 Co?  zapytała wadera, lekko zbita z tropu. 
 Wtedy, u mnie w jaskini... Śnił Ci się koszmar...? 
Lodowa wilczyca chwilę myślała nad odpowiedzią. Wyraźnie biła się z myślami. 
 Widziałam... wojnę... ludzi... i... i... 
Nic nie mówiłem, pozwalając waderze samej mówić, lecz poczułem ucisk w sercu. 
– ...i jakąś martwą waderę. Zadała mi pytanie... 
Ucisk zmienił się w tysiące maleńkich igieł, sprawiając, że moje serce o mało nie zamarło. 
 Mówiła coś? 
 Tak... Zapytała dlaczego nas nie ochroniłeś? 
Nie chciałem zamykać oczu, aby nie przywołać widoku martwego ciała Iossy. Wziąłem głęboki wdech. 
 Widzisz linie czasu? 
Chwila trwała wieczność a jego pustkę wypełniała głucha cisza.
 Tak. 
Myślałem co odpowiedzieć. Yrsa unikała mojego spojrzenia, najpewniej zawstydzona swoim darem widzenia. Przydałby mi się ktoś taki... Lecz odłożyłem swoje przemyślenia na temat przyszłości, biorąc kolejny, głębszy wdech, szykując się na coś, co wymaga dużej odwagi... Mam nadzieję, że nie odwróci się ode mnie... 
 To była moja najmłodsza siostra...

Yrsa? Teraz Twój ruch, Akos się niecierpliwi xd

niedziela, 19 września 2021

Brak komentarzy

Od Akosa cd. Ùrfearn "Nauka to potęgi klucz"

Siedziałem, patrząc jak klatka piersiowa Úrfearn delikatnie unosi się a po chwili opada w świszczącym oddechu. Moja uczennica nadal leżała nieprzytomna w jaskini uzdrowicielki. Antilia nie wracała od kilku godzin, co mnie lekko niepokoiło, jednak wiedziałem, że wilczyca jest zaradna i wie co robi. Usłyszałem, jak deszcz zaczął dudnić o litą skałę, początkowo delikatnie, lecz rytm przybierał na szybkości i sile, co przerodziło się w ulewę. Wstałem, ciągle patrząc na Úr, nadal przysięgając jej, że dokonam zemsty na tym złotookim potworze, który chciał ją zabić. Wyszedłem, stojąc przy ostatnim skrawku zadaszenia jaskini. Ciemne, stalowoszare chmury toczyły się leniwie przez nasze tereny, zrzucając z siebie ciężar, sprowadzając na ziemię deszcz. Usiadłem, wpatrując się w ciężkie krople wody, ostro lądujące na ziemi. Powoli wkroczyliśmy w ostatnie dni jesieni więc zaraz przyjdzie zima. Pory roku bardzo szybko zmieniały się, sprawiając wrażenie, że za kolejne trzy tygodnie spadnie śnieg lub zostanie on roztopiony pod wpływem pierwszych wiosennych promieni słonecznych. Nasi przodkowie jednak zdolali się przyzwyczać do takich częstych zmian pór roku, które nastąpiło po stworzeniu nowego świata, w którym obecnie żyjemy i my.

Byłem tak pochłonięty swoimi wspomnieniami opowiadań swojego dziadka, że nie zauważyłem nadchodzącej uzdrowicielki. Jej białe futro było przemoczone do suchej nitki, przez co wyglądała na nieco chudszą niż normalnie. Rozłożone skrzydła ciągnęła po mokrej ziemi, przez co jej kolorowe pióra przybrały brunatny odcień. Miała na sobie skórzane torby, które trzymała pod skrzydłami, chcąc najpewniej uchronić ich zawartość przed zmoknięciem.
– Akosie, pomożesz mi? – zapytała głośniej, zadając to samo pytanie drugi raz. Jej głos wyrwał mnie z transu.
– Jasne, oczywiście… – powiedziałem i szybko podbiegłem, biorąc jej bagaż. Był nieco ciężki ale starałem się nie poznać tego po sobie. Gdy znaleźliśmy się w suchej jaskini otrzepałem się natomiast Antilia zrobiła coś, czego się nie spodziewałem, choć po chwili zrozumiałem sens jej czynu. Skrzydlata wadera użyła swojego żywiołu, by, tak jakby, osuszyć się z wody, po czym stworzyła bańkę, w której została zamknięta woda pobrana jej futra i piór, po czym odesłała bańkę na zewnątrz, zasilając pewnie jakiś strumyk czy inną rzeczkę, dziękując Egirowi za obecność tego żywiołu w naszym świecie. Gdy zakończyła swój rytuał, wzięła ode mnie swój pakunek i zaczęła w nim grzebać. Zauważyłem kilka kawałków suszonego mięsa, na którego widok poczułem ścisk w brzuszku. Uśmiechnęła się, zupełnie jakby czytała mi w myślach. Podała mi duży kawałek mięsa, życząc smacznego. Szybko pochłonąłem jeleni udziec, bo tym była podana porcja mięsa.
– Pomyślałam, że chętnie coś zjesz dlatego wzięłam więcej mięsa… – powiedziała Antilia, powoli zajadając się swoją porcją.
– Dziękuję bardzo – podziękowałem szczerze. An jest jedną z najstarszych członkiń mojego klanu, ba – jedną z pierwszych. Nadal jednak niewiele wiem o niej oraz jej historii…
Podobnie jak z Yrsą… – pomyślałem, zastanawiając się gdzie teraz jest i co robi. Jakiś czas temu widząca oznajmiła mi, że musi wybrać się w pewną podróż. Samotnie. Z początku chciałem zaproponować jej swoje towarzystwo, lecz kategorycznie odmówiła, argumentując, że sama musi udać się w tą wędrówkę a ja jestem samcem Alfa tego klanu. Dodała też, że zrzucanie odpowiedzialności na moją siostrę byłoby nieodpowiedzialnym posunięciem. Tęskniłem za nią oraz martwiłem się, ponieważ długo nie wracała… Jednak pomimo tego zmartwienia wierzyłem w jej siłę oraz wiedzę.
Zamrugałem, wracając do rzeczywistości, kiedy piorun uderzył w ziemię niedaleko nas a huk rozdarcia powietrza wiązką energii rozległ się po okolicy.
Wpatrywałem się w szare niebo, myśląc o swojej ukochanej (nie wyznałem jej miłości, jest na to zdecydowanie za wcześnie) oraz myśląc, gdzie te zdradzieckie żmije się pochowały. Szybko o was nie zapomnę… – poprzysiągłem, mając przed oczami wspomnienie, gdzie ojczym Úrfearn spycha ją ze skalnej półki, by zabić ją.
– Wszystko w porządku? – zapytała Antilia, po chwili dodając: – Wyglądasz na zmartwionego… – Biała wilczyca podeszła do mnie i usiadła obok.
– W porządku, tylko… – Zrobiłem przerwę, myśląc co powiedzieć. – Martwię się o Úrfearn oraz myślę, co zrobić z tymi wilkami…
– Prawo klanu zabrania rozlewania krwi ale pomiędzy jego członkami – powiedziała na głos jedno z praw, jakie panowało wśród mojej rodziny od wieków. – ...lecz nie są to nasze wilki. Nie wiem czy można respektować nasze prawo wobec nich. Prawda…? – Wadera spojrzała na mnie a deszcz nadal bębnił o łysiejące konary drzew i gołe skały.
Milczałem, myśląc nad odpowiedzią. W końcu odpowiedziałem:
– Nie wiem jaka spotka ich kara, ale jedno jest pewne – sprawiedliwość ich nie ominie… – przysiągłem, prosząc w duchu boga zemsty o siłę.

•❅──────✧❅✦❅✧──────❅•

Od tego momentu minęły dwa dni a moja uczennica nadal była nieprzytomna. Antilia twierdziła, że balansuje ona na granicy życia i śmierci. Codziennie kilka razy odwiedzała zielarza lub ona ją (głównie Pandora przychodziła do jaskini uzdrowicielki) aby przygotować nową porcję lekarstw dla Úrfearn. Ciało Wrzosowej Olchy osłabło, lecz nie poddawało się. Łudziłem się, że w pewnym momencie otworzy swoje lawendowe oczy, lecz nic takiego się nie działo. Widziałem, jak nadzieja również opuszcza naszą uzdrowicielkę, aż w pewnym momencie…
– Wiem, co może pomóc Úrfearn, lecz jest to prawie niemożliwe…
– Mów – powiedziałem władczym tonem, czując, jak mój puls przyspiesza.
Biała wilczyca przez chwilę wahała się, lecz po chwili zaczęła opowiadać.
– Znam pewną legendę, która opowiada o pewnych kwiatach rosnącym na Dalekiej Północy, którego Framtid bardzo pragnie. Podobno to miał być prezent od jej męża, Skolla – boga Słońca, który chciał jej podarować piękny, ziemski kwiat, który stworzył z Łez Słońca… – przerwała na chwilę. Spojrzała mi w oczy. – Gdy uzdrowiciel złoży go w ofierze, bogini Losu może uzdrowić ciężko chorego wilka, którym opiekował się uzdrowiciel.
Gdy usłyszałem ostatnie zdanie, myślałem, że serce wyskoczy mi z piersi. Jest nadzieja na uratowanie Úrfearn! W mojej głowie pojawiło się milion pytań oraz planów podróży.
– Wiesz, gdzie dokładnie są te kwiaty? Masz jakieś wskazówki? Informacje? – Zasypywałem pytaniami Antilię. Ta podniosła łapę, bym zwolnił. Uszanowałem jej prośbę i umilkłem, czekając na odpowiedź ze strony wilczycy.
Po chwili zaczęła recytować:
Gdy Słońce skrywa swe ogniste spojrzenie, kiedy noc zmienia złoty karmazyn w szarość, ostatni raz spogląda przez lodowy pryzmat na dar stworzony ze swych łez.
Zacząłem analizować wierszyk.
– Zgaduję, że chodzi o Daleką Północ… I pewnie chodzi tutaj o zachód słońca.
– Najprawdopodobniej tak jest, choć było wielu śmiałków, którzy postanowili sprawdzić ten trop. Niewielu wróciło żywych, a ci, którzy wytrwali, umierali z powodu odmrożeń i ich powikłań kilka tygodni potem – powiedziała An, podchodząc do śpiącego szarego szczeniaka, by podać nową porcję lekarstw. Ja natomiast myślałem co zrobić… Wybrać się samemu w podróż czy wysłać innego wilka? Rozważałem swoją decyzję, zastanawiając się czy Isobel zastąpi mnie przez kilka dni… Myślałem też, aby wysłać kilka wilków na poszukiwania za złotookim szarym basiorem oraz przysłać jednego na straż, aby strzegł Úrfearn oraz ewentualnie pomóc Antilii…
Postanowione.
Wysłałem siostrze telepatyczną wiadomość, zastanawiając się jak bardzo będzie mnie przeklinać w wiadomości zwrotnej.
– Antilio, wiesz coś więcej na temat tego kwiatu?
Uzdrowicielka przekazała mi kilka suchych informacji, na koniec pytając:
– Chcesz osobiście – to słowo specjalnie nacisnęła, dodatkowo marszcząc brwi – udać się po ten kwiat? Przytaknąłem.
– Zgaduję, że nawet Isobel nie odciągnie cię od tego pomysłu…
– Úrfearn jest dla mnie jak… – Nie byłem w stanie dokończyć. Mimo, że od śmierci Iossy minęło tyle czasu, ból nadal wydawał się świeży i ostry. Uzdrowicielka milczała, czując, co mnie dręczy. Wiem, że sama nie ma rodziny, bo po prostu jej nie pamięta; wiem, ponieważ przypadkowo się o tym wygadała i poprosiła, abym zatrzymał to po części dla siebie – wszyscy wiedzą, że ma amnezję, lecz wątpliwości co do swojej rodziny zachowała dla siebie. Dla niej jednak to to samo – nie wie, czy jest sens kogokolwiek szukać, dlatego wolała zacząć od nowa, zamykając rozdział.
– Przygotuję odpowiednie leki dla ciebie na drogę, abyś nie wrócił ze zlodowaciałymi nogami. – Zniknęła gdzieś na chwilę, po czym przyniosła buteleczkę wypełnioną do połowy wodą z zanurzonymi ziołami. Przekazała mi również kilka wskazówek, które miały uchronić mnie przed zamarznięciem na kość. Nie posiadałem Księżycowego Pyłu, który był w stanie uleczyć każdą możliwą ranę, lecz niestety nie miałem ani Pyłu ani ofiary dla swojego Patrona. Antilia przyznała szczerze, że podanie tego szczeniakowi nie przyniosłoby żadnego efektu a jedynie zmarnowałoby boski dar. Tak więc została legenda o boskim kwiecie…
Przygotowany, wyruszyłem w podróż, zostawiając klan pod opieką mojej siostry. Nie była na mnie zła, tylko raczej nie rozumiała mojej decyzji, a przynajmniej częściowo. Kazała mi obiecać, że szybko wrócę, bo lubi, gdy inni przesadzają z szacunkiem ale sprawami wewnętrznymi nie ma ochoty przejąć na dłużej. Uścisnąłem siostrę na pożegnanie i odwiedziłem Ùrfearn, powtarzając daną jej przysięgę.
– Ten drań zapłaci za to, co Ci zrobił…
Niesiony blaskiem księżyca, udałem się na Daleką Północ.

•❅──────✧❅✦❅✧──────❅•

Słyszałem wiele opowieści na temat Dalekiej Północy, lecz żadna nie odpowiadała wrażeniom jakie towarzyszą, przebywając na lodowej pustyni. Powiedzieć, że jest to bardzo zimno to jakby stwierdzić, że Słońce pojawia się za dnia. Było cholernie zimno a do tego wiał silny wiatr z północnego zachodu. Zadrżałem po raz kolejny, czując, jak moje ciało próbuje desperacko zachować ciepło. Od kilku dni błąkałem się po bezkresnej białej pustce, czując jak opuszcza mnie nadzieja na odnalezienie legendernarnego kwiatu. Do zachodu słońca nie zostało wiele, dzięki czemu mogłem postawić coś w rodzaju bariery, która pomoże mi przetrwać noc. Jedną z ostatnich, jeśli tu jeszcze zostanę dłużej… Mimowolnie zachichotałem, wydając z siebie świszczący śmiech. Io i Bella zawsze powtarzały, że jestem tak uparty, że doprowadzam tym samych bogów do szału.bChyba miały rację, bo nie umiem odpuścić. Lecz teraz sam z siebie chciałem odejść. Czułem, że nic tu nie zdziałam, a moja śmierć jedynie pogorszy sytuację. Teoretycznie mam następcę, lecz nie sądzę, aby moja siostra była tym zachwycona. Ostatni raz spojrzałem na śnieżną równinę, pokrytą półprzezroczystym kocem z lodu i płatku śniegu, którą żegnało słońce, rzucając lodowej pustyni swoje ciepłe światło. Niedaleko była ściana zbudowana z lodu, przykryta nalotem śnieżnym. Przypominało mi to łapę chroniącą coś cennego w swoim wnętrzu. Widok był urzekający, lecz wiedziałem, że muszę pogodzić się z porażką.
Odwróciłem się, chcąc odejść w kierunku swoich ziem na południu, gdy nagle do głosu doszła pewna myśl...
Dlaczego tak łatwo się poddaje?
Spojrzałem ponownie na zapierający dech w piersi widok, przypominając sobie wiersz, który przekazała mi Antilia. Obracałem w myślach treść wiersza, gdy nagle zrozumiałem.
To był test. Czy poddam się przeznaczeniu, czy stanę z nim oko w oko!
Niespodziewanie promienie zachodzącego słońca dotknęły niepozornej skały a ta rozbłysła tysiącem kolorów, ujawniając ukryty w jej cieniu skarb. Podbiegłem, chcąc zdobyć jeden okaz boskiej rośliny, czując w duchu, że jeśli promienie słoneczne zgasną, kwiat przepadnie.
Kwiat był niezwykle piękny… Kolorowe płatki wyglądały, jakby zostały stworzone z delikatnego kryształu, który mieniły się wszystkimi odcieniami. Delikatna łodyga utrzymywała kwiatostan oraz cienkie, duże liścienie. Roślina opierała się każdym znanym nam prawom przyrody, żyjąc na arktycznym pustkowiu. Ostrożnie stawiając łapy, udałem się w głąb boskiej łąki, rozglądając się za tym jedynym egzemplarzem, który będzie w stanie pomóc mojej uczennicy. Po prostu czułem, że pierwszy lepszy kwiat nie pomoże jej. W końcu znalazłem ten, którego szukałem. I to w samą porę.
Gdy chwyciłem smukłą łodygę zębami i zerwałem, słońce właśnie schowało swe oblicze za horyzontem, ustępując miejsca młodszemu bratu. Magiczna łąka straciła swoje żywe kolory, kontrastujące z arktyczną szarością, po czym stopniowo rozmazywała się, by w końcu zniknąć… Zostałem sam, trzymając w zębach magiczną roślinę. Spojrzałem na wschodzący księżyc, po czym wzniosłem się delikatnie ponad śnieżną pustynię, śpiesząc z cennym lekiem dla mojej uczennicy.

•❅──────✧❅✦❅✧──────❅•

– Masz go? – zapytała Antilia, stojąc przed wejściem do swojej jaskini. Noc powoli kończyła się a pierwsze promienie słońca barwiły niebo nad horyzontem na cieplejsze odcienie. Wylądałem kilka metrów od wadery, na mokrej i zimniejszej ziemi. Pewnie śnieg ostatnio spadł… Gdy tylko samica ujrzała promieniujący subtelnym światłem kryształowy kwiat, jej oczy zrobiły się ogromne…
– Czyli jednak istnieje… – szepnęła cicho, podziwiając dar boga słońca dla swojej żony. Jednak gdy spojrzałem jej w oczy, widziałem, że nie mamy czasu do stracenia.
– Musimy się spieszyć… – powiedziała, po czym po kilku minutach byliśmy już w drodze do ołtarza Flotte Org, niosąc na swoim grzbiecie umierającą Wrzosową Olchę.

Antilia opowiedziała mi o dziwnych zdarzeniach, które miały miejsce pod moją nieobecność. Podrzucano zgniłe zwłoki zwierząt, niszczono nasze tereny, szczuto też niektóre niebezpieczne stworzenia, przez co niektóre miejsca były niezwykle niebezpieczne… Były również dwa ataki grupy nieznanych wilków na członków naszego klanu. Vinys nie został groźnie ranny, bardziej mocno poturbowany, lecz Dusjer nie miał tyle szczęścia. Basior mocno oberwał i nadal leczy się u uzdrowicielki, ale jest już w lepszej formie. Próbowano nawet zaatakować Antilię ale ta wtedy była z moją siostrą i we dwie udało im się spłoszyć przeciwnika. Biała wilczyca przysięga, że widziała dużego, szarego basiora o bursztynowych oczach. Antilia przyznała, że ktoś chciał włamać się do jej jaskini, lecz zabezpieczyła wejście ścianą toksycznej wody. Znalazła ślady obcego wilka, nienależącego do naszej sfory.
Zaczyna się… Próbuje mnie sprowokować do walki, żeby odsłonił Ùrfearn.
Uśmiechnąłem się delikatnie, śmiejąc się w duchu. Jesteś martwy…
Dotarliśmy do miejsca składania hołdu naszym bogom. Kamień lśnił delikatnie w świetle dnia, a jego runy jarzyły się na lekko pomarańczowy kolor, co świadczyło, że bogowie są w stanie wysłuchać naszych próśb. Położyłem delikatnie Ùrfearn na kamiennym stole będącym przed skałą z runami, tam gdzie wskazała skrzydlata wadera. Po chwili wilczyca poprosiła o kwiat, który również jej podałem, a następnie na jej prośbę, odsunąłem się od ołtarza. Potem zaczęła wypowiadać modlitwę skierowaną ku patronce uzdrowicieli i bogini przeznaczenia – Framtid.
Cierpliwie czekałem, aż Antilia wyjdzie z swego rodzaju transu… , pilnąc, aby ani jej, ani młodej nic nie zagroziło. Było spokojnie, aż za spokojnie…
W pewnym momencie wadera wyszła z transu, a ja byłem tak bardzo skupiony na obserwacji otoczenia, że na dźwięk swojego imienia podskoczyłem.
Odwróciłem się i zobaczyłem, jak ciało szczeniaka świeci delikatnym, pomarańczowym blaskiem.
– Framtid wysłuchała prośby i zgodziła się oszczędzić Ùrfearn. – Uśmiechnęła się promiennie. – Poprosiła, abym przekazała Ci, że jest pełna podziwu Twojej postawie i oddaniu dla Ùr…
– Zmiana planów – ona zaraz zginie…!
Moja sierść natychmiast zjeżyła się, a ja przyjąłem pozycję do ataku, Antilia zrobiła podobnie, chroniąc leżącą, szarą kulkę sierści przed kamieniem runicznym.
Złotooki ukazał się wraz z całą swoją paczką, otaczając mnie oraz uzdrowicielkę. Nie mogłem pozwolić, aby ponownie skrzywdzili Ùrfearn.
– Antilia, bierz Ùr i uciekaj! – krzyknąłem, po czym rzuciłem się na przywódcę wrogiej sfory. W pierwszych sekundach walki chyba usłyszałem trzepot wilczych skrzydeł białej wilczycy…



Ùrfearn? Przepraszam, że tak długo ;___;

piątek, 6 sierpnia 2021

Brak komentarzy

Od Úrfearn cd. Akosa – „Nauka to potęgi klucz”

Wyobraź sobie nieskończoną przestrzeń. Nie ma żadnych ścian, dachu ani podłoża. Bezkres jest ciemnością, i ciemność jest bezkresem, tylko Ty, lewitujesz gdzieś w tym wszystkim (albo i niczym). Nie czujesz chłodu, czy ciepła. Nie ma głodu ani przesytu, nie zaznasz tu też bólu i nie poczujesz fizycznej rozkoszy. Wisz już co to? To wnętrze Twojej duszy. Można się tam dostać na ledwie dwa sposoby. Pierwszym z nich jest trudna sztuka medytacji, która pozwala całkowicie oczyścić umysł i zajrzeć w głąb siebie. Drugim natomiast jest moment, gdy balansujesz między życiem a śmiercią. To właśnie TEN moment, gdy musisz dokonać trudnego wyboru. Obie opcje są nieraz równie kuszące. Obie gwarantują życie, ale każda na innej płaszczyźnie. Lecz nim dokona się wyboru, nasza dusza może odkryć się przed nami. Czerń wówczas zniknie, rozejdzie się ciemna mgła zasłaniająca nam widok, a naszym oczom okaże się pewna scena. Problem w tym, że każdy widzi co innego i czyjeś rady nam nie pomogą w dokonaniu wyboru, który czeka na nas na jej końcu. Do owego wnętrza duszy dostała się właśnie Úrfearn, która nie do końca świadomie walczy o każdy oddech.

*~*~*~*~*~*~*~*

Czerń i mrok, były pierwszymi rzeczami które zobaczyłam, gdy otworzyłam oczy. Nie miałam pojęcia, gdzie się znalazłam. Myślałam, że będę czuła ból, albo zmęczenie, albo chociaż lekkie drapanie w gardle. Przecież się wcześniej topiłam. Dopiero po chwili dotarło do mnie, że lewituję nad nicością.
− Umarłam? – rzuciłam pytanie drżącym głosem, na co dźwięk zatracił się w bezkresie. Czułam ja moja psychika zaczynała się kruszyć – Nie! Nie mogłam umrzeć… − dukałam do siebie pod nosem – Żar i reszta są na terenach klanu… Mogą komuś zrobić krzywdę… Są intruzami, poleje się krew… – z moich oczu zaczęły wypływać łzy – To wszystko moja wina! – zaczęłam niespokojnie przemierzać nicość. Ruszyłam biegiem przed siebie- Muszę jakoś wrócić! Jakoś pomóc… odpokutować…

*~*~*~*~*~*~*~*

Szara wadera zaczęła nieświadomie popiskiwać, a gdyby wilki mogły się pocić, na jej czole na pewno można by było dostrzec krople słonej cieczy. Ciało Úr przeszedł dreszcz. Niespokojne dźwięki podopiecznej wyrwały Akosa z zamyślenia, który to z troską i powiedzmy sobie szczerze, lękiem poderwała się gwałtownie, by sprawdzić, co dzieje się z najmłodszą członkinią jego klanu. Sprawdził temperaturę ciała wilczycy. Ze smutkiem stwierdził, że gorączka nie opuściła Úrfearn. Nie mogąc jednak nic więcej zrobić. Polizał z troską czoło waderki, którą męczyły niespokojne myśli. Ku niewielkiej uciesze basiora, Úr uspokoiła się pod wpływem troskliwego gestu. Akos położył się tuż obok wilczycy i kładąc pysk na przednich łapach wpatrywał się bezbronną twarz swojej uczennicy.

*~*~*~*~*~*~*~*

Nie mam pojęcia ile biegłam, ale po jakimś (co jest wręcz idealnym określeniem) czasie oślepiło mnie nagle białe światło, a już po chwili okazało się że stałam na ścieżce pośrodku lasu. Otaczały mnie piękne złocisto-ogniste barwy, liście opadały, delikatnie niesione przez lekki wietrzyk. Rozejrzałam się dookoła, aby po chwili dostrzec, jak ścieżka zaczyna się rozchodzić dwóch, różnych kierunkach. Na końcu każdego ze szlaków widniała lekko oświetlona mgła. Po prawej, kres drogi miał błękitny odcień lodu, po lewej zaś soczysty, trawiasty kolor. ~Tylko… czym różnią się oprócz wyglądu?~ zastanawiałam się. ~Co spotka mnie po drugiej stronie?~



<Akosie?>
Úrf dokona wyboru w następnym odpisie, ile czasu jednak to zajmuje w realnym wymiarze, (jej dusza jest gdzieś na skraju duchowego i rzeczywistego) jeszcze nie wiemy. Powiedzmy, że Ty zdecydujesz ;3

niedziela, 1 sierpnia 2021

Brak komentarzy

Od Akosa cd. Úrfearn "Nauka to potęgi klucz"

Z każdym uderzeniem mojego serca niepokój rósł i zacieśniał się wokół mojej szyi. Rozpocząłem gorączkowe poszukiwania, które były tak chaotyczne, że nie dały żadnego rezultatu. Zamiast jednak wpaść w panikę, przypomniałem sobie nauki moich dawnych nauczycieli i treningi, jakim zostałem poddany. Wziąłem głęboki wdech i oczyściłem umysł, skupiając się na otaczającym mnie terenie. Nie mogłem użyć swojej mocy z racji braku pory nocnej. Na szczęście nauczono mnie, aby nie zawsze polegać na swoim żywiole, lecz na instynkcie oraz nabytych przez wymagające ćwiczenia oraz trudne wyzwania, jakie mi narzucano, umiejętnościach. Moja rodzina oraz przyszli poddani mieli wobec mnie wysokie oczekiwania, ale ja miałem jeszcze większe. Przymknąłem oczy i otworzyłem się na otaczającą mnie przyrodę i informację krążące w jej obiegu.

Poczułem ziemię, na której stałem; wiatr, delikatnie poruszający liśćmi ogromnych drzew; wodę, płynącą z górskich szczytów.
I poczułam obcą, nieznaną mi obecność wrogo nastawionego wilka, najpewniej basiora. Miała ona ostrą woń gniewu i zemsty, przesyconą rządzą krwi. Nie chodziło tu o chęć mordu przypadkowych wilków, lecz o wymierzenie sprawiedliwości pewnemu wilkowi. 
Chodziło im o Úrfearn!
Potrząsnąłem głową. Nie trać koncentracji! – upomniałem się w myślach.
Wróciłem do poprzedniego stanu, chcąc zdobyć więcej informacji. Na szczęście byłem bardzo dobry w medytacji, którą również trenowałem od lat, tak więc długo mi to nie zajęło. Poza głównym wilkiem, były też inne wilki, lecz ich woń była nikła, zupełnie przyćmiona przez dominującą obecność basiora. Był pyszny i bardzo pewny siebie, a napędzająca go nienawiść była jak duszący dym, który otaczał jego aurę.
I pozostawiał ledwie widoczny ślad, który ciągnął się za nim niczym zabłąkany szczeniak.
Uśmiechnąłem się, lecz nie było w tym uśmiechu ani szczypty radości. Ruszyłem w pościg, mając przeczucie, że muszę zdążyć przed zachodem słońca – kiedy jestem w stanie użyć swoich mocy.

•❅──────✧❅✦❅✧──────❅•

Ślad wił się przez większą część wschodniej granicy i co jakiś gubiłem trop, na szczęście szybko go odnalazłem z powrotem. Czułam, że czas przecieka mi przez palce i muszę się śpieszyć… Podążając za niewidzialnym śladem, pozwoliłem sobie na swego rodzaju automatyzację ruchów – wykonywałem jakiś ruch, w tym przypadku bieg, lecz nie skupiałem się na tej czynności, lecz na buzujących we mnie emocjach. Nie mogłem zrozumieć jak można tak nienawidzić szczeniaka, zwłaszcza, że nie odpowiada ono za czyny swojego rodzica. Jednak wiedziałem, że na tym świecie żyją przeciwieństwa nas samych. Úr jest niezwykła i dużo przeszła w swoim życiu. Podziwiam ją za jej siłę i odwagę, lecz dlaczego nie powiedziała, że ktoś na nią poluje? Zacząłem przypominać sobie jej historię, którą kiedyś mi opowiedziała. Przyznała, że nie chce powiedzieć wszystkiego, ze względu na bolesne wspomnienia czy niechęć do zwierzania się niemal obcym wilkom.
Urodziła się jako owoc zdrady jej matki, która zapłaciła za ten czyn swoim życiem, wydając na świat, dwie waderki. Ojczym nienawidził Olchę i jej siostrę bliźniaczkę, utrudniając im życie, doprowadzając do śmierci jednej z nich. Úrfean została oskarżona o zamordowanie swojej siostry, lecz zdołała uciec i znaleźć schronienie w moim klanie.
Nagle poczułem, że znalazłem rozwiązanie, lecz nim je poznałem, zdążyło mi już umknąć.
Dlatego przyśpieszyłem, czując, że moje ciało powoli opada z sił, lecz nadal było napędzane czystą adrenaliną.

•❅──────✧❅✦❅✧──────❅•
 
Niematerialny ślad, a raczej jego siła, z każdym krokiem. To znaczy, że jestem blisko… Znajdowałem się przy kaskadzie wodospadu Fjellkrystal, na lewym brzegu. Czaiłem się na brzegu, ukrywając się między leśnym busze, nie chcąc tracić ewentualnego elementu zaskoczenia, jeśli będzie trzeba stanąć do walki. Za kilka minut Słońce zajdzie za horyzont, odzyskując tym samym dostęp do mojej mocy, która w świetle dnia jest nieaktywna i bezużyteczna. Co nie znaczy, że i ja jestem bezużyteczny… – pomyślałem, przypominając sobie słowa Iossy, mojej najmłodszej siostry. Była aniołem, choć czasami lubiała rozrabiać. Poczułem ukłucie w sercu na wspomnienie o niej, lecz szybko wziąłem się w garść, chcąc ocalić swoją uczennicę i podopieczną przed losem, jaki spotkał Iossę.
Nagle coś usłyszałem.
Odwróciłem głowę w tamtym kierunku, chcąc zobaczyć co właściwie usłyszałem. Zamarłem, uważnie obserwując, przygotowując ciało do dużego wysiłku, być może nawet walki.
Úrfearn stała na krawędzi kaskady, niebezpiecznie blisko granicy między ziemią a przestrzenią między nią a pieniącą się wodą, ukrywającą niebezpieczne podwodne skały. Ogon podkuliła tak, że wygląda prawie jakby miała go złamanego, a uszy przykleiły się do jej głowy. Naprzeciwko niej stał duży, szary basior, który emanował statusem dowódcy, a obok niego kilka innych wilków, które najwidoczniej były zdominowane przez niego – stały w dużej odległości od niego i Úr oraz nie wtrącali się do rozmowy, która między nimi się odbywała. Być może jest nawet ich formalnym przywódcą… – pomyślałem. I chyba mam rację.
Nawet z tak dużej odległości, jaka nas dzieliła, widziałam w jej oczach strach, wręcz przerażenie, ale również swojego rodzaju odwagę – nie bała się powiedzieć tego co myślała, choć nadal towarzyszyła jej obawa i świadomość, że zaraz najpewniej zginie. Zauważyłam na jej nadgarstkach i kostkach kamienne bransolety, które nie wyglądały na najlżejsze. Delikatny wiatr porwał jej szarawe lotki, z których została brutalnie obdarta. Czułem, jak buzują we mnie emocje – gniew i obrzydzenie skierowane ku jej oprawcom, strach o życie młodej waderki, nawet chęć pomszczenia krzywd Úrfean.
Słońce już niemal zaszło a ja poczułem stopniowy przypływ energii, na nowo wypełniające moje ciało. Wtedy szary basior popchnął Úrfean, patrząc swoimi złotymi oczami, jak spada, czując upojoną radość z tego co zrobił. W pierwszej chwili chciałem rzucić się w przepaść za szczeniakiem, lecz po chwili przyszła chłodna kalkulacja. Jeśli mnie zobaczą, być może nie uda mi się jej uratować. Musiałem więc czekać, choć najchętniej już bym zanurkował w kaskadach wodospadu Fjellkrystal.
Garstka wilków odeszła, nie patrząc nawet w stronę przepaści. Również ich przywódca odszedł, upewniając się, że jego ofiara nie zdołała się wynurzyć. Oddalił się odrobinkę, nie zwracając uwagi na otoczenie. To jest moja szansa! Pokonałem kilka metrów w ułamku sekundy, tratując wszystkie krzewy oraz rośliny po drodze, i skoczyłem, zawisając przez chwilę w powietrzu a potem zacząłem spadać w dół, skupiając swój wzrok na pieniącej się wodzie w oddali.

Nie zauważyłem, że szary basior o złotych oczach dostrzegł ruch kątem oka. I że nie obserwuje moje poczynania, odsłaniając swoje zęby w szalonym gniewie, że ktoś pokrzyżował mu plany zabicia jego cholernej pasierbicy.

Gdy tylko moje ciało znalazło się pod wodą, poczułem tysiące igieł kłujących moją skórę. Byłem mocno rozgrzany a skok do zimnej wody normalnie mógłby się bardzo źle skończyć. Jednak teraz liczyło się odnalezienie mojej podopiecznej. Poczułem, jak silny prąd rzuca mną o podwodne kamienne stożki, które rozcinały mi skórę i obijały moje ciało. Ból rósł z każdym kolejny uderzeniem, lecz nie zwracałem na niego uwagi, skupiając się na zmyśle wzroku. Warunki były trudne – woda była spieniona a ogromne bąble powietrza dookoła nie ułatwiały zadania. Jest! Kilka metrów przede mną płynęła rozmazana, nieruchoma kulka szarej sierści. Na szczęście prąd wody sprzyjał mi, więc bez problemu podpłynąłem do niej. Chciałem się wynurzyć wraz z nieprzytomną uczennicą, lecz poczułem opór. Rozejrzałem się, ledwie co widząc w spienionej wodzie. Dostrzegłem, że jej łapa zaklinowała się między kilkoma skałami. Po kilku szarpnięciach udało mi się uwolnić nogę Úrfearn, lecz stworzyłem głęboką ranę z której zaczęła się sączyć duża ilość krwi. Odłożyłem zmartwienia na bok, wypływając na powierzchnię.
Jednak te powróciły z zdwojoną siłą. Oddech Úrfearn był świszczący a z jej pyska wydobywały się bąbelki wypełnione powietrzem. Woda nie oszczędziła waderke, powodując u niej bardzo poważne obrażenia. Chciałem płakać, ale udało mi się powstrzymać łzy. Położyłam nieprzytomne wilczątko na grzbiecie, po czym wzniosłem się ku nocnemu niebu, kierując się do jaskini naszej uzdrowicielki. Gdy leciałem, dostrzegłem parę złotych oczu, patrzących z nienawiścią na mnie.
– Dopadnij mnie, jeśli potrafisz – wyszeptałem w głuchą ciszę, lecąc na wschód.

•❅──────✧❅✦❅✧──────❅•

Tamte lądowanie nie należało do… najzgrabniejszych. Cieszyłem się, że nikt tego nie widział, a zwłaszcza Isobel. W tamtym momencie obchodziło mnie jedynie życie Úrfearn oraz odnalezienie naszej jedynej, na tamten moment, uzdrowicielki. Szybko wszedłem do jaskini, gorączkowo poszukując biało-błękitnej skrzydlatej wilczycy. Nikogo nie zastałem w domu. Głośno zakląłem, myśląc co teraz zrobić.
– Czemu przeklinasz w moim domu? – Antilia stała przy wejściu do swojej jaskini, oświetlana przez srebrny blask księżyca. Ta noc miała fazę ostatniej kwarty. Miała na sobie skórzany wór przepasany wzdłuż jej talii, z którego wystawały dziwne kwiaty. 
– Musisz jej pomóc... – powiedziałem, niemal błagając, ściągając z grzbietu ledwie żywego szarego szczeniaka.  

•❅──────✧❅✦❅✧──────❅•

Uzdrowicielka westchnęła, kończąc bandażować i opatrywać rany nadal nieprzytomnego szarego szczeniaka. Dookoła niej i leżącej Úrfearn były resztki maści, postrzępione opatrunki i trochę zaschniętej krwi. Kilka godzin temu wpadłem do jej mieszkania z ciężko ranną Úrfearn. Teraz leżała na ziemi, bezwładna i mocno wyziębiona, lecz była w dobrych łapach. Ufałem Antilii i wierzyłam w jej wiedzę oraz umiejętności. Czułem, jak moja moc powoli ubywa, zupełnie jakby ktoś zrobił we mnie dziurę. Nastaje dzień...
– Teraz pozostaje czekać... – powiedziała cicho, odchodząc od waderki i zaczynając sprzątać bałagan. 
– Jak to? – zapytałem. – Nic więcej nie możesz zrobić?
– Teraz już nie. – W jej oczach widać było, że chce walczyć, lecz umie zobaczyć, kiedy doszło do końca walki i kiedy się poddać. – Jest silna, lecz potrzebuję kilku ziół, a tych na razie nie mam. Muszę poprosić Yareena, aby je zebrał. – Zaczęła szykować się do wyjścia. Podeszłem do Úr. Położyłem łapę na jej czole. Jest mocno wyziębiona a jej ciało delikatnie drżało. Większość jej ciała była pokryta opatrunkami. Lecz nadal walczy. 
– Chyba nie będę musiała cię prosić abyś z nią został. – Wilczyca uśmiechnęła się ciepło, widząc, jaką troską otoczyłem to szarawe wilczątko.
– Nie – Również się uśmiechnąłem, tylko w tym uśmiechu było więcej smutku. Wadera kiwnęła głową i ruszyła w drogę.
Ja natomiast zacząłem układać plan zemsty na złotookim szaraku. Pożałujesz tego – pomyślałem, odsłaniając kły.



Úr? Akos jest wściekły i chcę dokonać zemsty. Co ciekawe, podczas pisania tego puściłam sobie Holding Out For A Hero xD #gimbynieznajo

poniedziałek, 26 lipca 2021

Brak komentarzy

Od Úrfearn cd. Akos "Nauka to potęgi klucz?"


Już miałam rzucić się na królika by zadać mu ostateczny cios, gdy ten nagle został złapany w silne, dobrze znane mi łapy. Zaskoczona i przerażona wilkiem, którego zobaczyłam, stałam osłupiała w miejscu, w którym właśnie kucałam. Szary basior o płonących, złotych oczach zwrócił się w moją stronę.
-Witaj Wrzosiku - powiedział przesłodzonym głosem po czym splunął w trawę obok z obrzydzeniem. - Nawet nie wiesz ile nieszczęścia sprowadziłaś na swoją... - przerwał na chwilę, budując tym samym napięcie - ...watahę. - Znowu urwał po czym robiąc krok w moją stronę dodał - A teraz będziesz musiała za to zapłacić. - Uśmiechnął się podle, zrobił kolejny krok w moją stronę i kolejny, a ja, niewiele myśląc, odzkoczyłam w tył i zawróciłem w kierunku, gdzie, kilkaset metrów dalej, miał być Akos. Niestety na mojej drodze stanęły dwa inne wilki, które mnie złapały, nie dając mi nawet możliwości na użycie skrzydeł, czy raczkującego jeszcze żywiołu, którego nie potrafiłam używać w kryzysowych sytuacjach. Zaskomlałam gdy Rufus- kakaowy, masywny wilk obdarzony żywiołem ziemi, przygwoździł mnie do podłoża, utrudniając mi przy tym oddychanie, a co dopiero krzyk. Drugi wilk- Frei, która to była znana z żywiołu materii, miała śnieżnobiałą sierść i szmaragdowe oczy. Ów oczy "gasły" na chwile przed tym, jak miała teleportować siebie lub grupę wilków w ściśle określone i przygotowane wcześniej miejsce. Już po zaledwie kilku sekundach przede mną stanęła kolejna wilczyca. Mięta - rok starsza ode mnie błękitna niczym niezapominajka wadera, potrafiąca kontrolować specyficzny gaz usypiający. Wilczyca jest ślepa i posiada białe, zamglone oczy, które w czasie wytwarzania dymu zmieniają barwę na soczystą, miętową zieleń. Uśmiechnęła się ona do mnie przepraszająco i używając swojego daru sprawiła, że moje drogi oddechowe wypełnił ów gaz. Rufus ze mnie zszedł, po czym on, Żar, dwie wadery i jeden nieznany mi basior, stojący po prawej stronie ojczyma i pokryty czarną mgłą, zaczęli mi się rozmazywać przed oczyma. Mięta sprawiła, że straciłam kontakt z rzeczywistością i odpłynęłam.


*~*~*~*~*~*~*


Szum płynącej wody odbijał się echem po niewielkim skalnym pomieszczeniu, w którym za szklanymi kratami wykonanymi przez Rufusa, leżała nieprzytomna Úrfearn. Była to boczna komnata jednej z jaskiń znajdujących się gdzieś za Wodospadem Fiellkrystal. Niedaleko wschodniej granicy klanu. W owej jaskini znajdowało się ledwie 5 wilków pozostałych z Watahy Cieni, która praktycznie zniknęła z powierzchni ziemi, po ataku grupy lampartów śnieżnych, które z nią to dzieliły granice. Ów atak nastąpił dokładnie tydzień po ucieczce Úr. Ojczym, który nienawidził wilczycy, wmówił pozostałym członkom watahy, że to właśnie ona nasłała na nich lamparty, aby się mściły za to, że chcieli ją wydać na śmierć zgodnie z prawem watahy. Mięta i Frei nie uwierzyły w słowa obłąkanego basiora, ale przez to że nie miały by z nim żadnych szans w walce, poddały się i stały się mu posłuszne. Wilki okrzyknęły Żara nowym alfą Watahy Cieni.


~*~*~*~*~*~*~


Ocknęłam się w chłodnym miejscu. W uszach dudniła mi krew. Potrzebowałam dłuższej chwili by przyzwyczaić się do dość nieciekawej sytuacji. Ledwo wstałam i aby utrzymać się na łapach musiałam sobie pomóc skrzydłami. Poczłapałam w kierunku jedynego wyjścia z jaskini. Było zablokowane kamiennymi prętami. Usiadłam przy nich zrezygnowana. Nawet jakby udało mi się użyć swojego żywiołu to nic by mi nie dał. Byłam wykończona i nawet zwykłe kroki sprawiały mi trudność. Gaz Mięty, był nadwyraz wyczerpujący dla organizmu, a ponadto skała jest kontrą mojego żywiołu. Usłyszawszy szmer i zbliżające się kroki, cofnęłam się i skupiłam swój wzrok na odwiedzającego mnie wilka. Zaskomlałam cicho i cofnęłam się pod najdalszą ścianę swojego więzienia, gdy zobaczyłam płonące złote oczy.
- Pewnie się domyślasz, co Cię czeka - zaczął. ~Śmierć o zachodzie słońca.~ pomyślałam. Serce mi się krajało, na myśl, że ledwo zaczęłam nowe życie, to już musiałam je skończyć. Jedno co mogłam zrobić w tej chwili, to patrzeć się na moje oprawcę.
- Jednak, postanowiliśmy dać Ci wybór... - przyznał nie ukrywając nie zadowolenia z tego powodu
- Słucham?! - poderwałam się gwałtownie i podeszłam chcąc upewnić się, czy się nie przesłyszałam.
-możesz wrócić do watahy, albo, co bardziej popieram, poddać się karze. - powiedział jakby to było coś oczywistego.
- Nigdy nie wrócę do Waszej przeklętej watahy! - warknęłam. - Wolę umrzeć tutaj, niż dać Ci się stopniowo otruć - syknęłam, na co Żar się zaśmiał.
- Niech tak się stanie. - Odwrócił się i zaczął wychodzić z mojej celi. Przeszedł ledwie metr, po czym, stojąc tyłem do mnie powiedział
- Pozdrów ode mnie Olchę. - Odszedł, a we mnie wezbrały gniew i rozpacz. ~Jak on śmie?!~


~*~*~*~*~*~*~


Stałam plecami do krawędzi klifu, na szczycie wodospadu. To były dosłownie dwa kroki od przepaści. Na brzegu walały się moje pióra - lotki, przez co nie byłam już w stanie latać. Rufus sklecił dla mnie kamienne bransolety na łapy, których nie miałam nawet siły zdjąć, chodź wiedziałam, że była drobna szansa na to, że się skruszą pod wpływem gwałtownego uderzenia. Dodatkowo mnie one obciążały i utrudniały chodzenie. Westchnęłam cicho. Miałam podkulony ogon i uszy położone po sobie. byłam nieco zgarbiona. Nie miałam ochoty patrzeć na piękno gasnącego nieba.
Pierwsze promienie słońca zaczęły zachodzić. Cztery wilki stały w rzędzie oczekując egzekucji, a ich Alfa stał tuż przede mną i z wyższością oraz swego rodzaju, okrutną radością, szczerzył się do mnie.
- Jakieś ostatnie słowa? - zapytał, jakby to była zwykła formalność.
- Oby Rodhevn o mnie pamiętał - powiedziałam. W tym momencie zawiał gwałtowny wiatr. Porywając moje pióra w dół wodospadu. Pierze zawirowało w powietrzu, ale nie dotknęło wody. Pióra straciły się gdzieś w przybrzeżnych krzakach i skałach. W powietrzu wyczułam słaby zapach Akosa. Jeśli się nie myliłam, był jakiś kilometr ode mnie i zbliżał się. Nie zdąży, nawet jeśli się postara. ~Dziękuję za chęci~ Uśmiechnęłam się ze łzami w oczach i odwróciłam pyskiem do przepaści. Żar stał za mną. Musiał poczekać z wepchnięciem mnie jeszcze jakieś 5 minut, a potem... no cóż. nadejdzie pora na mój ostatni lot.

To było najdłuższe pięć minut w moim życiu. Gdy tylko ostatnie promienie słońca zniknęły za horyzontem, zostałam popchnięta, przez co straciłam grunt pod łapami. Pisnęłam przerażona, gdy tylko uświadomiłam sobie, że nawet skrzydła nie złagodzą mojego upadku z wysokości i mogę roztrzaskać się o ostre skały, ukryte gdzieś pod pianą wzburzonej wody. Na moje szczęście, albo i nie, ominęłam wszelkie skalne przeszkody i wpadłam do wody z głośnym pluskiem. Bransolety ciągnęły mnie na dno, a płuca powoli zaczęły wypełniać się wodą. Szarpałam się przez chwilę, ale ze strachu nie zdążyłam nabrać nawet porządnie powietrza. Piekły mnie całe drogi oddechowe. Zaczęło mnie mroczyć, a już po chwili otoczyła mnie ciemność. Zamykałam już oczy, gdy nagle dostrzegłam jakąś smugę, która ruszyła w moim kierunku. Ruszyła się woda, rzucając mną w jakąś stronę. Po chwili zostałam szarpnięta, a potem nic więcej już nie czułam i nie widziałam. Straciłam przytomność.



Akosie?
<To Ty mnie ratujesz, czy ktoś inny? Ma dobre zamiary, czy będziesz musiał mnie dalej szukać?>

poniedziałek, 12 lipca 2021

Brak komentarzy

Od Akosa cd. Yrsy – "Na łasce bogów"


Popatrzyłem na dar – pięknie rzeźbiony kawałek lodu w kształcie księzyca w pierwszej kwarcie. Na jego powierzchni dostrzegłem delikatne żłobienia wewnątrz półprzeźroczystej bryły odcieniu śnieżnej bieli – tworzyły one subtelny wzór złożony z różnego rodzaju zawijasów, co wyglądało przepięknie. Wziąłem owy podarunek do łap, sprawdzając jego wagę oraz temperaturę. Lód był przyjemnie chłodny w dotyku a ważył tyle co nic. 
Spojrzałem na urodziwą waderę, która nadal kłoniła się przed nim, zupełnie jakby był bogiem.
– Powstań – nakazałem władczym tonem. Piękna wadera wstała chwiejnie na swoich nogach, lecz dumnie utrzymała swoją posturę.
– Niniejszym przyjmuję Twój dar i tym samym ogłaszam, że od tej pory jesteś członkinią Klanu Wilczej Paszczy!
– Dziękuję ci, panie…
– Mów mi Akos. – I sprzedałem jej swój najlepszy uśmiech, mając nadzieję, że nie wyglądam jak głupi wilk szczerzący się do urodziwej wadery. – Chodźmy, poszukamy Ci Twojej nowej jaskini.

•❅──────✧❅✦❅✧──────❅•


– Co myślisz o tej? – zapytałem, wchodząc do pierwszej lepszej wolnej jaskini. Nie wyglądała na zamieszkałą, tak więc dokładnie sprawdziłem, wąchając większość powierzchni jaskini. Żadnego zapachu, zupełnie, jakby wszyscy zapomnieli o jej istnieniu. Yrsa ledwie trzymała się na nogach, lecz szła równo ze mną, zupełnie jakby nie chciała dać po sobie poznać, że kilka dni temu uniknęła śmieci, rozbijając się o skały przy wodospacjie Fjellkrystal czy z wychłodzenia. Uzdrowicielka przestrzegła mnie, abym miał na nią oko. Wziąłem sobię tą cenną radę do serca, choć Antilia nie musiała mnie o to prosić – i tak miałem ją na oku. Wadera ostrożnie weszła do środka, rozglądając się ostrożnie. Widać było, że jest niepewna i nie dziwię. Dopiero co znalazłem ją na brzegu i oprócz mnie i Antilii nie znała nikogo więcej. I z tego co wiem, rozmawiała jedynie ze mną…
Yrsa podeszła do każdego z kątów i obejrzała je, widząc swego rodzaju poczucie bezpieczeństwa w jej oczach, ale również niepewność. Coś, co przypominało strach.
– Ta jaskinia będzie idealna – powiedziała, delikatnie unosząc wargi do góry na znak uśmiechu.
– Dobrze, pójdę po jakieś jelenie skóry żebyśmy nie spali na surowej ziemi. – Już miałem wyjść z jaskini, kiedy wadera zawołała mnie po imieniu. Odwróciłem się i zaczekałem na pytanie, którego się spodziewałem.
– Dlaczego powiedziałeś “spali”, w liczbie mnogiej?
– Bo nie chcę, żebyś znowu trafiła do uzdrowiciela. Dlatego, za Twoim pozwoleniem, chcę przenocować z Tobą w Twojej nowej jaskini. – Uśmiechnąłem się szeroko.


Yrsa? Tak, wiem, czterech liter nie urywa x3


Brak komentarzy

Od Akosa cd. Úrfearn "Nauka to potęgi klucz".

Popatrzyłem na młodą wilczycę, widząc w jej oczach pytanie, co źle zrobiłam.
– Przez to, że Twój ogon był za wysoko, widać Cię było zza kryjówki. Królik czekał na Twój ruch i był gotowy do ucieczki – wyjaśniłem cierpliwie. 
– Aha… – powiedziała waderka.
– Pokażę Ci jak powinnaś polować. Chodźmy, poszukamy nowej zwierzyny. – Kiwnąłem głową na znak ruszenia w drogę.

•❅──────✧❅✦❅✧──────❅•


Prowadziłem szczeniaka w stronę Zielonych Wzgórz Fjell, gdzie nie było dużo zwierzyny, tak jak na przykład na Błoniach, jednak w porównaniu do tych równin obfitych we wszelkiej maści zwierzyny, w lesie znajdującym się w dolinie jest mnóstwo kryjówek, które pomogą mi w demonstracji. Prowadziłem Úrfearn przez leśną ścieżkę, szukając zwierzyny, która posłuży mi za przedmiot potrzebny do przeprowadzenia pokazu. Szara waderka ostrożnie podążała za mną, uważając na przeszkody na jej drodze. Początki lata są przyjemne i z początku niepozornie chłodne, lecz z czasem robią się coraz cieplejsze – z dnia na dzień temperatura skacze coraz wyżej, przez co panują upały. Na szczęście dzisiejsza pogoda dopisywała nam – Słońce co jakiś czas skrywało się za białymi obłokami chmur, rzucając nieco cienia na nasze tereny. Podniosłem głowę, chłonąc chwilę cienia. Panował dzień, przez co wtedy byłem najzwyczajniejszym wilkiem, pozbawionym mocy. Jednak zostałem odpowiednio wyszkolony na wypadek ataku wroga, kiedy ja nie będę w stanie użyć swego żywiołu. Podobnie jest z Isobel, moją siostrą, która panuje za dnia. 
– Daleko jeszcze? – zapytała towarzysząca mi waderka. – Powoli robię się głodna… 
Zaciągnąłem powietrze do płuc powietrze, filtrując zapachy przez nos. Wyczułem charakterystyczny, lekko piżmowy zapach zwierzyny.
– Jesteśmy na miejscu – szepnąłem. – Teraz cicho, żeby nie spłoszyć naszej ofiary.
Úr kiwnęła głową, po czym zaczęła skradać, podążając za mną. Przeszliśmy tak pewien kawałek, kiedy zauważyłem nasz cel – młodego dzika. Nie miał jeszcze kłów, lecz nie lekceważyłem go – mógł posiadać siłę dorosłego samca a bez wystających zębów był w stanie wyrządzić duże szkody. Nakazałem uczennicy zostać na miejscu a sam przystąpiłem do stworzenia zasadzki. 
Okrążyłem niczego świadomego dzika, trzymając wszystko nisko – mój brzuch prawie dotykał ziemi, uszy położone przy głowie oraz nisko zawieszony ogon, będący blisko ciała. Schowałem się gęstym krzewem, lekko unosząc głowę na tyle, aby zobaczyć otoczenie. Młody knur rył w ziemi w poszukiwaniu pożywienia, zupełnie nie zwracając sobie głowy rozglądaniem się. Świetnie, mną się nie przejmuj… 
Rzuciłem się z rozwartymi szczękami. Zagryzłem zęby na jego grzbiecie a pazury wbiłem głęboko w jego ciało. Zwierzę momentalnie zaczęło wierzgać i biegać, lecz ja mocno uczepiłem się jego ciała. Kilka razy uderzył nawet w gruby pień drzewa, ale ja nadal znajdowałem się na nim. W końcu po kilku minutach i kilku następnych ugryzieniach dzik padł, a ja zawołałem Úrfearn. Waderka przybiegła, patrząc głodno na świeże mięso z dzika. 
– Kiedy zjemy, znajdziemy jakiegoś mniejszego zwierza i spróbujesz go upolować – powiedziałem, po czym zacząłem jeść. Sam byłem nieco głodny, tak więc szybko zjadłem swój przydział. Kiedy szczeniak skończył jeść, czknął, na co zareagowałem śmiechem. Szczeniaki są urocze… – pomyślałem, po czym nakazałem iść, w poszukiwaniu nowej ofiary, tym razem dla mojej uczennicy. 


•❅──────✧❅✦❅✧──────❅•


– Pamiętaj, co ci mówiłem. Teraz idź.
Úrfearn zaczęła się skradać, mając na oku niewielkiego królika. Zajęczak stał spokojnie, obmywając swoje futerko, jednak nawet na najmniejszy szelest zaprzestał czynności i bacznie obserwował otoczenie. Gdy upewnił się, że ewentualne zagrożenie minęło, znów wracał do swojej toalety. Dla młodej mogło to być spore wyzwanie, jednak wierzyłem, że jej się uda. Postępowała niemal identycznie jak ja, kiedy polowałem na tego dzika – skradała się bardzo nisko i stara się zostać niezauważona. Królik w pewnym monecie ponownie zaprzestał mycia swojego futerka. Waderka postanowiła wykorzystać moment, w którym ofiara była zwrócona do niej tyłem. Wyskoczyła i już prawie zacisnęła na nim swoje szczęki, kiedy kątem oka dostrzegł ruch, po czym zaczął uciekać. Młoda waderka ruszyła za nim w pościg. Ja pobiegłem za nimi dopiero po dłuższej chwili, kiedy Úrfearn nie wracała. Przyłożyłem nos do ziemi i zacząłem węszyć za znajomą wonią. Udało mi się ją uchwycić, lecz po kilkuset metrach zapach znikł.
Zupełnie jak Úrfearn.


Úrfearn? Gdzie Cię wcięło? xD

środa, 7 lipca 2021

Brak komentarzy

Od Úrfearn do Akosa – „Nauka to potęgi klucz”

Obudziłam się wkrótce, po świcie. Rozciągnęłam się przed norą, którą znalazłam uprzedniego wieczoru i rozejrzałam się po okolicy. Temperatura była idealna. Ciepłe powietrze, chłodzone było lekkimi i orzeźwiającymi podmuchami wiatru. Stałam w głębokim cieniu, otaczających mnie wysokich drzew. Delektowałam się przez dłuższą chwilę pięknym porankiem, po czym, gdy tylko usłyszałam ciche burczenie swego brzucha, stwierdziłam, że czas na śniadanie. Wzbiłam się więc w powietrze i leciałam w kierunku polany, którą to nazwałam króliczą, przez wzgląd na to, iż jest tam spore siedlisko owych szaraków. Zaczaiłam się na sporym jagodowym krzakiem. Niemalże przykleiłam się do podłoża. Stałam pod wiatr. Dokładnie 3 długości ogona przede mną kicała sobie moja ofiara. Drgnęłam minimalnie do przodu. Uważałam by nie wydać przypadkiem żadnego dźwięku. Już miałam się rzucić na bezbronne zwierzę, gdy za mną nagle rozległ się męski głos -Masz złą pozycję… -powiedział, a gdy tylko te słowa doszły do mnie, zarówno królik, jak i ja odskoczyliśmy. Futro mi się zjeżyło, a ja sama momentalnie odwróciłam się w stronę basiora. Na początku nie bardzo skojarzyłam fakty, ale po chwili mnie olśniło. Przede mną stał Alfa we własnej osobie. Usiadł on spokojnie, z wysoko uniesioną głową. Patrzył na mnie spokojnie i przyglądał mi się.
-em… Przepraszam?- wydukałam po chwili. Stałam z położonymi po sobie uszami i ze zwieszonym ogonem. Nie bardzo wiedziałam co powinnam zrobić.
-Miałaś za wysoko ogon – Akos powiedział spokojnie. Gdy to usłyszałam to już całkiem zdębiałam


Akosie?

niedziela, 4 lipca 2021

Brak komentarzy

Od Yrsy cd. Akosa ,,Na Łasce Bogów''

Obudziła się mocno wzdrygając. Jak zwykle w snach niepokoiły ją tajemnicze, szepczące mary. W jej zaspanych oczach zniknął strach, by zawitać na nowo jak tylko się rozejrzała. Nie rozpoznawała zapachów ani miejsca w którym się znajdowała, było jej zupełnie obce. W pewnej chwili dostrzegła, że zbliża się do niej wadera, której futro było w kolorach bezchmurnego nieboskłonu, a z jej grzbietu wyrastały skrzydła. Yrsa nadal na leżąco, przybrała pozycje obronną, w której chowała brzuch, by nie mogła jej ciężko zranić. Ta jednak spokojnie podeszła, bez złych zamiarów, by opatrzyć ranną przy czym wypowiadając pierwsze słowa.

- Witaj, nazywam się Antilia. - przedstawiła się. - Słyszałam, że spadłaś z wodospadu Fjellkrystal, to cud, że przeżyłaś. - podjęła z nutą zaskoczenia w głosie. Nie było w tym ani grama podziwu, zdawała sobie sprawe z tego jakie to było niebezpieczne. - Jak Cię zwą? Skąd pochodzisz? - Skończyła na pytaniach, nienachalnie.

Yrsa nie odpowiadała. Bacznie obserwowała i analizowała każdy ruch nieznajomej wadery. Trudno się jej dziwić, była ranna, w kompletnie obcym jej miejscu, wśród obcych. Była wystraszona i nie ufała nikomu. Pozwoliła się opatrzeć, ale nie chciała z nikim rozmawiać, przynajmniej póki nie dojdzie do siebie.

- Rozumiem, nie chcesz rozmawiać. - Pokiwała głową. - No nic, ja skończyłam na dziś. Gdy tylko będziesz wystarczająco silna, będziesz mogła porozmawiać z naszym przywódcą. Na razie jeszcze odpoczywaj. - Uśmiechnęła się życzliwie po czym odwróciła się i odeszła.

,,Przywódcą?'' - pomyślała Yrsa. ,,Chyba wkroczyłam na tereny jakiejś watahy. Opatrzyli mnie, dali mi schronienie nad głową... ale jeśli tylko dadzą mi jeden powód do ucieczki, to się nie zawacham.''

Yrsa miała sporo czasu na rozmyślania, szczególnie, że nie chciała z nikim innym rozmawiać, ale nikt też nie chciał jej niepokoić. Wszyscy przechodzący wiedzieli, że czeka na rozmowę z przywdódcą stada.

Mijał dzień, zbliżał się wieczór. Powoli wstała, chcąc rozprostować zastane kości. Jeszcze nie miała za miaru nigdzie się wybierać, ale miała swój przydzielony mały kącik po którym zaczęła się przechadzać w koło. W pewnym momecnie jednak poczuła zmysłami, że ktoś jeszcze wszedł do jaskini. Minęło kilka chwil, a ujrzała zbliżającego się do niej dość dużego, postawnego basiora. Jego futro miało ciemny kolor, podobny do ciemnych szafirów. Był przystojny, to trzeba przyznać, jednak nie o tym w tej chwili myślała Yrsa. Jego postawa raczej nie wskazywała na złe zamiary, a najbardziej jej uwagę skupiło to, co trzymał w paszczy. Jej nozdrza wypełnił smakowity zapach upolowanej świerzej dziczyzny. Z jej żołądka automatycznie wydobył się dźwięk, co przypomniało jej jak bardzo jest głodna. Nie była nawet świadoma tego, że patrzy na mięso z lekko rozdziawionym pyskiem, brakowało tylko tego, by ciekła jej ślinka.

- Dzień Dobry - przywitał się, zaraz po odłożeniu kawałka mięsa na skaliste podłoże i siadając na przeciwko wadery. - Na imię mam Akos i jestem alfą Klanu Wilczej Paszczy, na terenie której się znajdujesz. Czy mogę poznać Twoje imię?

- Yrsa. Mam na imię Yrsa. - Odpowiedziała, cały czas wpatrując się w dziczyzne. Po tylu dniach bez jedzenia odpowiedziałaby na prawie każde pytanie, byle tylko móc zjeść.

- Yrsa.. Ach no tak, przepraszam, śmiało, jedz. - Zauważył jej spojrzenie i od razu podsunął kawałek pod jej łapy.

Ta tylko spojrzała na niego, po czym od razu rzuciła się na mięso i zaczęła je łapczywie pochłaniac, jakby nie jadła od wieków, a właścicie to tak było.

- A więc Yrso... ładne imię. - Uśmiechnąl się na chwilę pod nosem. - Powiedz mi, skąd pochodzisz?

- Pochodzę z Dalekiej Północy, byłam córką alf w Klanie Wilczego Pazura. - Mówiła w przerwach między kłapnięciami i przełknięciami. - Odeszłam stamtąd, a wkrótce w celu znalezienia pożywienia zapuściłam się na ludzkie tereny. Uciekając wpadłam do silnego nurtu rzeki, który porwał mnie aż do wodospadu. I tak się tu znalazłam. - Kończąc opowieść, tak samo skończyła jeść. Nie powiedziała całej prawdy, ale wyznanie, że została wygnana mogłoby tylko ją pogrążyć w tej chwili.

- Na ludzkie tereny? Musiałaś być naprawdę głodna... - Odparł nieukrywając swojego zaskoczenia. - Jeśli tego potrzebujesz możesz z nami zostać. Nie masz teraz swojego domu, nie wnikam w to dlaczego odeszłaś ze swojego Klanu, jeśli będziesz chciała, to sama mi kiedyś o tym powiesz.

Dopiero gdy skończyła się posilać dokładniej przyjrzała się basiorowi. Nagle osłupiała, jej oczy zrobiły się całkiem puste. Doznała wizji. Widziała w niej wojowników idących na polowanie, gaworzące ze sobą wadery i brykające szczenięta przy skale, a u jej szczytu postawnego basiora, a jego futro miało ciemny kolor, podobny do ciemnych szafirów. A u jego boku była Yrsa.

Nagle ocknęła się i wtedy już wiedziała. Stanęła przed nim na czterech łapach i ukłoniła się.

- Panie, uratowałeś mi życie. W podzięcie i w imię przysięgi składam Ci oto ten dar. - przesunęła łapę a spod niej ukazał się naszyjnik, amulet. Był on z lodu, w kształcie księżyca. Niewiadome jest skąd wiedziała, że powinien przybrać taki kształt, ale ona po prostu to wiedziała, tak już miała. Lód ten już nigdy się nie roztopi. - który ma być symbolem mojej lojalności. - czekała na znak, przed tym aż się wyprostuje.

Akos? 
Brak komentarzy

Od Akosa cd. Yrsy - "Na łasce bogów".

 Dlaczego nas nie ochroniłeś?

Obudziłem się z krzykiem, budząc się z tego samego koszmaru co zawsze. Przetarłem oczy, chcąc się pozbyć widoku zakrwawionych zwłok mojej młodszej siostry. Mineło tyle czasu a nadal miewam te koszmary. Westchnąłem. Były one uporczywe i często nie dawały mi spać. Postanowiłem wyjść na spacer, aby ukoić skołatane nocną zjawą nerwy. Może znajdę te zioła o których ostatnio mówił mi Yareen? Albo znajdę jego samego…?

Wyszedłem na zewnątrz, wciągając w płuca zimne powietrze. Mimo, że było już późna wiosna, noce bywały chłodne. Mi to jednak nie przeszkadzało. Uwielbiam takie dni, a raczej noce, w których chłodny wiatr targa moją ciemną sierść a niektóre pasma lśnią srebrnym blaskiem księżyca, który chylił się ku zachodowi. Niedługo noc, nad którą sprawuję pieczę, zostanie zastąpiona przez dzień, który należy do mojej siostry, Isobel. Spojrzałem w górę, wpatrując się w księżycową tarczę, która lśniła sreprzystym blaskiem. Czułem, jak moja moc powoli rośnie w siłę, zasilając moje zasoby. Żywioł nocy ma swoje plusy i minusy, pomyślałem, idąc przed siebie. Przede wszystkim mogę korzystać ze swoich nocy jedynie w nocy, rozmyślałem, ale za to mam większą moc od innych wilków, ponieważ jestem w stanie kontrolować inne żywioły kontrolujące noc. Minąłem wiekowe drzewa, rzucajace ciemny cień na białawą trawę. Omijałem wysokie krzewy owoców leśnych oraz inne paprocie. Natura szykowała się do wydania owoców na lato i jesień. Uśmiechnąłem się pod nosem, w myślach dziękując bogini Innhild za taki dar. Sądzę, że tegoroczne łowy będą bardzo udane. Czemu nie pousić się o modliwtę do Najwyższej Łowczyni, aby powiększyć ilość zdobytego mięsa? 

Tak się zamyśliłem, że wpadłem na jakiegoś wilka.

– Przepraszam! – wypaliłem, z hukiem wracając do rzeczywistości. Naprzeciw mnie była Antilia, podnosząca się z ziemi. Gdy wstała, otrzepała się z kurzu oraz suchej ziemi, jaka osiadła na jej białym futrze. Ostatnimi czasy nie było tutaj żadnych opadów, tak więc ziemia w niektórych miejscach jest tak sucha, że jej pył unosi się przy każdym kroku. Delikatnie uniosła swoje skrzydła i poruszała piórami, chcąc pozbyć się brudu z nich. Gdy skończyła, spojrzała na mnie i uśmiechnęła się ciepło.

– Nic się nie stało… – powiedziała. – Coś się stało?

Zastanawiałem się, czy powiedzieć jej prawdę. W końcu jest uzdrowicielką, więc może dałaby radę pomóc mi z tymi koszmarami…

– Wszystko gra. – Czułem się głupio, okłamując tak miłą waderę. Jednak wolę zachować kilka tajemnic dla siebie. – A u ciebie?

– Jest okej. Musiałam poszukać pewnego zioła a nie miałam serca budzić Yareena czy Pandory… Mam kłopoty ze snem, więc zebrałam trochę kozłka lekarskiego.

Cholera! Mógłbym poprosić ją o garść tego zioła… Teraz byłoby głupio się tłumaczyć…

– Nie będę zawracać Ci głowy. Miłej nocy!
– Nawzajem. I coś czuję, że niedługo znów się spotkamy!

– Obym znowu na ciebie nie wpadł – odpowiedziałem a po cichym lesie echem rozniósł się szczery śmiech wadery. Ruszyłem przed siebie, spacerując sobie. Dotarłem do jednej z odnóg rzeki Isfjell. Woda cicho szumiała, a płynąć dalej, niosła ze sobą energię żywiołu kontrolując równowagę w naszym świecie. Zamknąłem oczy i wziąłem głęboki wdech. Słyszałem jedynie szum strumyka oraz delikatny wiatr poruszający zielonymi liśćmi. Skupiłem się na swojej mocy, pozwalając, by światło księżyca zwiększało ilość energii, która znajdowała się we mnie. Czułem moc wody, która przepływała obok mnie; siłę wiatru, który targał moją sierścią; wolę ziemi, po której stąpie.
Lecz nagle wyczułem coś obcego, nieznanego.

Wilk.

Szybko wstałem i uniosłem głowę do góry, zaczynając węszyć. Jednak fizyczny zmysł niczego nie wykrył. A ja jestem pewny, że wyczułem obcego…

Ponownie zamknąłem oczy, skupiając się na swoim żywiole. Czułem siłę, która niemalże rozpierała mnie od środka. Poskromiłem jednak tą szalejącą moc i przywołałem stan, w którym wcześniej się znajdowałem. Znowu poczułem tego wilka, jednak wydawało mi się, że jego ciało słabnie z każdą chwilą. Skupiłem się, chcąc odnaleźć go. Gdy widzę kogoś potrzebującego i jestem w stanie mu pomóc, robię to bez wahania. Isobel czasami marudzi, że mam za miękkie serce. 

Nagle zobaczyłam wodospad Fjellkrystal. To tam musi być ten wilk.

Skoczyłem do góry i po chwili zacząłem lewitować w powietrzu, kierując się na wschód, w stronę majestatycznych kaskad. Podczas lewitacji wyglądam jakbym biegł w powietrzu, co też robiłem. Umiem unieść swoje ciało bez żadnego ruchu, lecz takie bieganie przyspiesza lot. Dzięki temu szybko znalazłem się na miejscu.

Rozejrzałem się po brzegu w poszukaniu czegokolwiek, co miało sygnalizować obecność jakiegokolwiek wilka. Niespodziewanie coś dostrzegłem. Błysk jakiegoś metalu na drugim brzegu. Przeskoczyłem brzeg, używając lewitacji do tego, i ostrożnie podszedłem do nieznajomego.

A raczej nieznajomej.

Była drobna i bardzo chuda a jej futro miało czarno-białe kolory, przyozdobione błyskotkami, które delikatnie lśniły w srebrzystym świetle zachodzącego księżyca. Zaraz nastanie dzień, muszę się pośpieszyć. Jednak nim zabrałem ją ze sobą do jaskini uzdrowicielki, sprawdziłem, czy na pewno potrzebuje pomocy i nie udaje rannej. Miała kilka ran ciętych oraz siniaki niemalże wszędzie. Upewniwszy się, że jest nieprzytomna, wziąłem ją na grzbiet i poleciałem na zachód.


•❅──────✧❅✦❅✧──────❅•

– Naprawdę nie sądziłam, że tak szybko się spotkamy – powiedziała Antilia na powitanie. Gdy tylko zobaczyła moją pasażerkę, mina z radosnej zmieniła się na poważną.

– Co się stało? – zapytała, biorą ode mnie nadal nieprzytomną wilczycę.

– Znalazłem ją przy wodospadzie Fjellkrystal – odpowiedziałem.

– Nie wygląda najlepiej… – Położyła waderę niedaleko źródełka, z którego biła źródlana woda. Strumyczek, który wypływał z jej jaskini biegł głęboko pod ziemi. Uzdrowicielka położyła czarno-białego wilka na prawym boku, po czym zaczęła dokładnie oglądać rany. Po kilku chwilach wydała werdykt.

– Powinna przeżyć, o ile bogowie jej na to pozwolą. Mam wystarczającą ilość ziół, które powinny pomóc jej wrócić do zdrowia.

– Dobrze. Informuj mnie, gdy coś się będzie z nią działo.

Biała wilczyca kiwnęła głową i zajęła się swoją pacjentką. Ja natomiast wyszłem, chcąc omówić ze swoją siostrą przebieg dzisiejszego dnia. 


•❅──────✧❅✦❅✧──────❅•


Po kilku dniach nieznajoma wadera obudziła się. Była mocno wystraszona i lękliwa w stosunku do wszystkich. Nie mówiła nic, tylko bacznie obserwowała, gotowa do ucieczki. Spokojnie dała się opatrzeć Antilii, lecz czujnie badała i analizowała każdy jej ruch. Kiedy skrzydlata wadera zdecydowała, że jest już wystarczająco silna, aby ze mną porozmawiać, poprosiła, abym przyszedł. Na prezent wziąłem kawałek świeżej dziczyzny – mojego ulubionego mięsa. Jedzeniem nikt nie pogardzi. 

Wszedłem do środka jaskini, mijając Antilię, która kiwnęła głową. Zostawiła nas samych, uznając, że lepiej będzie, gdy porozmawiam z nią w cztery oczy.
– Dzień dobry – przywitałem się, siadając na przeciwko wadery lecz nie blokując całkowicie wyjścia z jaskini. – Na imię mam Akos i jestem alfą Klanu Wilczej Paszczy, na terenie której się znajdujesz. Czy mogę poznać Twoje imię?


Yrsa?