Pora roku:

Pora roku: Początek Zimy.
Jeśli śnieg utrzymuje się dłużej niż kilka dni, możemy zacząć mówić o początku zimy. Temperatura powietrza jest coraz niższa, należy uważać na poranne przymrozki. Cienka warstwa śniegu przyjemnie skrzypi na każdym kroku lecz aura nie zachęca do wyjścia – cały czas jest pochmurnie i pada, czy to deszcz czy to śnieg. Życie w lesie zamarło na czas zimy – jedynie kilka gatunków zwierząt, nie udających się w cieplejsze rejony, zostały wśród gołych drzew, żyjąc jak gdyby nigdy nic. Nawet niektóre niebezpieczne stworzenia, nawet te z Djevelskogu, ograniczyły swoją aktywność, co nie znaczy, że należy tracić czujność. Nie zaleca się wycieczki w wysokie góry, nawet skrzydlatym wilkom, ze względu na ryzyko zejścia lawiny i silne, północne fronty powietrza niosące masę zimnego powietrza.

Menu pionowe i populacja (na samym dole)

Informacje
Oficjalna data otwarcia: 08.03.2021

POPULACJA: 9
W tym NPC: 3

Wadery (♀): 5
Basiory (♂): 4
Szczenięta: 0

LICZBA ZMARŁYCH WILKÓW: 0
LICZBA PAR: 0

Następne postarzenie: 21-23.02.22
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Vinys. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Vinys. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 25 października 2021

Brak komentarzy

Odchodzi...

Powód: brak czasu z powodu studiów.
 

Vinys
6 lat | Strażnik Nocny | TheFoksik#6758 | kochana422@gmail.com
KARTA POSTACI

Będziemy tęsknić!

środa, 18 sierpnia 2021

Brak komentarzy

Od Dusjera cd Vinysa ,,Ciemne Serce’’

Dusjer stał nad wodą, podziwiając jej piękno. Właśnie opowiadał o jej pięknie Vinysowi, gdy ten brutalnie mu przerwał. Podczas całej jego wypowiedzi, Dusjer starał się go słuchać, jak najlepiej mógł, lecz nie mógł nic poradzić na to, że myśli uciekały mu w kierunku tego, jak udekoruje nowe mieszkanie i jak ono dokładnie wygląda w środku. Gdy Vinys w końcu skończył, ten tylko radośnie mu odparł:
-Po co rezygnować, to miejsce jest idealne. Nie masz co się tak zamartwiać, a jeśli chodzi o ciszę, to przecież ja zawsze jestem cichy! No, chyba że mam coś do powiedzenia, wtedy nie, ale wtedy muszę się odzywać, bo to ważne. – Odwrócił się i ruszył w kierunku jaskini. – Choć szybko, musimy zobaczyć, co jest w środku! Czeka nas przygoda!
Vinys tylko westchnął i po chwili ruszył za gadatliwym wilkiem w głąb nieznanej jaskini.

Gdy znaleźli się w środku, Dusjer zaczął podziwiać jaskinie. Jaskinia w środku wydawała się większa niż na zewnątrz. Nawierzchnie były z delikatnego, jasno-szarego kamienia. Na suficie tu i ówdzie było widać nacieki zrobione przez kapiącą wodę, a boki jaskini wypełniały półki skalne najróżniejszych rozmiarów. W jaskini można też było zauważyć dużo miękkiego, zielonego mchu. Najwięcej go było wokół źródełka, które znajdowało się w samym centrum lokalu. Dusjer nie czekając od razu wskoczył do wody i poinformował Vinysa, że na całe szczęście źródło jest słodkie. Chlapiąc się w wodzie, opowiadał właśnie swojemu przyjacielowi jak wiele ciekawych użyć, może mieć mech w dekoracji swojego mieszkanka, jednak przerwał, gdy zobaczył, że w rogu jest duży głaz, którego wcześniej nie zauważył. Podszedł do niego i zobaczył, że za nim jest akurat tyle miejsca, by się przecisnąć i trafić do nieznanych tuneli, zalanych w lekkim świetle święcącego mchu. Nim Vinys zdążył jakkolwiek zareagować, Dusjer już kroczył raźnie, podbiegając od ściany do ściany nieznanego tunelu, podskakując z radości i ekscytacji. Vinys tylko westchnął, jak zmęczony opiekun małego szczeniaka, po czym ruszył powoli za nim.
W środku tunel wydawał się mniejszy niż z zewnątrz. W powietrzu czuć było wilgoć oraz lekko zatęchłe powietrze. Dusjer, idąc korytarzem, zaczął mówić do Vinysa:
-Łał, pomyśl, co by się stało, gdyby nagle ziemia zaczęła się trząść a tunel walić. Ucieczka stąd byłaby prawie niemożliwa. Ale może byśmy spotkali krety! A może nawet wilki krety? Jak myślisz, skoro istnieją wilki, które żyją nad wodą, bo mają więź z wodą, no i są wilki, które żyją w górach, bo mają więź z powietrzem… To czy istnieją wilki żyjące pod ziemią, które mają z nią więź? – nim jego rozmówca mógł mu odpowiedzieć, ten już kontynuował swoją teorię. – No wiesz, bo jeśli mnie pamięć nie myli, to są wilki z ogonami ryb, prawda? Skrzydła za to mogą mieć te powietrzne, więc to na razie ma sens, tak? Czyli wychodzi na to, że wilki z żywiołem ziemi będą miały… dłuższe szpony do kopania? To by było zaba-
Przerwał mówić, gdy zobaczył miejsce, w którym się znalazł. Była to rozległa jaskinia, która była pełna niesamowitych kryształów najróżniejszych kształtów i rozmiarów. Pomieszczenie rozświetlały najróżniejsze świecące rośliny, które nadawały niezwykłego wyglądu temu miejscu. Podekscytowany Dusjer podbiegł do pierwszego kryształu obok niego. Był on niebieski i światło w nim się śmiesznie odbijało, tworząc na ziemi wokół najróżniejsze wzory. Podziwiał, jak wzory się zmieniały, gdy poruszał świecącym kwiatkiem, który wisiał nad kryształem. Następny kryształ był czerwonawy, lecz jego rdzeń był pomarańczowy i kiedy Dusjer dotknął go łapą, okazało się, że był on ciepły w dotyku. Zachęcony zaczął badać kolejne kryształy. Żółty był niezwykle śliski i trudny do utrzymania pysku, fioletowy wydawał niezwykłe odgłosy, gdy się uderzyło jednym o drugi, za to różowy od razu sprawiał, że chciało mu się śmiać. Im dalej odkrywał komnatę, tym lepiej się bawił. Jego uwagę przykuł tunel zrobiony z dużych, białych i płaskich kryształów, w których dało się przejrzeć. Zwierciadła w zabawny sposób przekształcały jego odbicie. Raz jego łapki wydawały się krótkie, gdy pysk był długaśny, za chwilę jednak wydawał się śmiesznie wysoki. Im dalej posuwał się w tunel zwierciadeł, tym dziwniejszy odbicia się robiły. W ostatnim ze zwierciadeł jego odbicie wyglądało jak on, ale miało różową sierść. Trochę zasmucony, ale zadowolony, odwrócił się, by spytać Vinysa, czy mu się podobało, ale zorientował się, że jego towarzysza nigdzie nie ma. Jak tak w sumie pomyśleć to, kiedy ostatni raz go widział? Chyba przed rozwidleniem, które doprowadziło go do kryształowej jaskini. Zaczął panikować, w obawie o to, iż coś mogło się stać jego przyjacielowi.
Co mogło się z nim dziać?



Vinys vinys doo, where are you?

poniedziałek, 2 sierpnia 2021

Brak komentarzy

Od Vinysa cd. Dusiera "Ciemne serce"

Vinys był zdezorientowany i o było mało powiedziane. Potoki słów, tak mało znaczących i plączących się w jego głowie bez zrozumienia i konkretnego celu wlatywały przez lewe ucho i zatrzymywały się na siatce umysłu na chwileczkę, aby uciekać drugą stroną. Nie rozumiał ani jednego słowa wypowiadanego przez większego basiora i to go wewnętrznie przerażało. Nie był w stanie też kontrolować wyrazu swojego pyska zatrzymanego w wyrazie przerażenia i zmieszania spowodowanego nagłym i głośnym atakiem. Czuł jak powietrze niespokojnie porusza się wokół wielkiej postury i miał wielką ochotę cofnąć się o parę kroków dla swojego własnego bezpieczeństwa ,ale wilk dziwnie przyjaźnie zbliżał się o milimetry z każdą sekundą aż nie zaskoczył białego wilka nagłym nachyleniem się do jego nosa. Przerażony nie wiedział o co chodzi i chwilę próbował przypomnieć sobie zamglone słowa nieznajomego. W głowie obiło mu się jedynie pytanie o imię, zadane szybko oraz zmyte w niepamięć przez potok słów. Zdołał wycisnąć ze swojego zaciśniętego gardła, krótkie Vinys i od razu odczuł ulgę kiedy pysk basiora zniknął z pola jego węchu. Odetchnął ciężko w sobie i próbował wytrwale opanować swoje emocje. Jego pysk spoważniał po chwili jednak to zdawało się nie odstraszać tego ... Dusiera? Nadal był mocno zmieszany i zaskoczony tym spotkaniem. Ba! Niecodziennie napada na niego gadatliwy wilk szukający schronienia przy wodzie, czyż nie. Nawet podróżnicy i zagubione dusze jakie spotyka na nocnych patrolach teraz wydały się mu lepszym towarzystwem. Milczące, nieufne i jedynie posłusznie kroczące przy boku swojego małego przewodnika, który jak najszybciej chce się ich pozbyć ze swoich terenów, aby nie narobili kłopotów.

- Hura, czyli jesteś cały! Miło cię poznać Vinysie. - wilk był podekscytowany, dla mniejszego aż za bardzo. Sprawiał ważnienie jakby zaraz miał zacząć trząść się z radości, a jego ogon robić za mały wiatrak lub o zgrozo wznieść go w powietrze. Vinys nie skupił się do końca na tym co nieznajomy mówił jednak wyłapał, że szuka schronienia. Otwierając pysk spodziewał się, że się zająka. Wszak w jego przypadku to słowa stanowiły przejście do duszy, gdyż oczy były puste i nic nieznaczące dla jego życia. Więc poprzez tą nieśmiałą odpowiedź został uwiązany z gadatliwym kundlem u ogona i coś czuł, że podróż na swoją ulubioną plaże wcale nie będzie przyjemna i kwestionował wybór tamtego miejsca do pokazania swojemu tymczasowemu towarzyszowi. Zaburzanie spokoju miejsca swojego wypoczynku i relaksu wydawało mu się teraz koszmarem, jednak nie był w stanie wtrącić słowa w wywód o drzewach i drzewkach, który przyprawiał go do deja vu, ponieważ zdawało mu się że już go gdzieś kiedyś słyszał, ale z dziecięcych ust. Droga dłużyła mu się i nawet ciche pomrukiwania ptaków nie pocieszały go w tej męczarni. Normalnie słuchał by ich śpiewu i rozkoszował się tym jednym wolnym dniem w swojej pracy, a tu proszę. Niespodzianka! Będzie na swojej plaży, ale nie sam i nie dla relaksu. Prowadząc Dusiera przez las korzystał ze swoich ścieżek, często nie udeptanych i przystosowanych pod jego nędzną, prawie że szczenięcą posturę. Więc często z satysfakcją słuchał jak potok słów ustaje na chwilę zatkany uderzającymi wilka po pysku gałęziami, podczas gdy Vinys z łatwością przebiegał pomiędzy przeszkodami. Uśmiech zamajaczył na jego pysku kiedy doszli już niedaleko, jednak szybko odpłynął kiedy niezrażony Dusier stanął obok niego i otworzył pysk.
- To już tutaj? Jesteśmy niedaleko prawda? Wydaje mi się, że już słychać morze i... - wilk wziął głęboki wdech co także uczynił Vinys, tylko że mniejszy aby wraz z bryzą nabrać cierpliwości i spokoju. - Nawet już czuć morze! Chodźmy szybciej! Już nie mogę się doczekać. Mam nadzieję, że ta jaskinia będzie ładna. BO to jaskinia nie? Na pewno. Nora też nie byłaby zła, ale chyba wolałbym mieszkać w jaskini. - i w tym momencie starszy z wilków znowu przestał słuchać wywodu o różnicach, jakie są między jednym mieszkaniem, a drugim. Wiedział te rzeczy, jednak to nie przeszkadzało większemu w prowadzeniu swojego wykładu gdyż, Vinys nie zakomunikował mu tego faktu.
Wkroczyli na miękki piach parę minut później i mogli zaciągnąć się zapachem całą piersią, co Vinys uczynił z wielką przyjemnością. Dusier jednak dalej paplał, tym razem coś o wodzie.
-Możesz zamknąć się na chwilę?- mniejszy basior warknął na niego nieprzyjaźnie i kłapnął pyskiem, co nie zdało się za bardzo robić na drugim wrażenia jednak na sekundę wszystko umilkło. Vinys skorzystał z tego czasu. - Idziemy tam.- mruknął kierując się w stronę wyrastających w odległości klifów i wzniesień niedaleko wybrzeża. - I shush na chwilę. - ostrzegł młodszego. - Teraz JA mówię! - stanowczo zaprotestował przed następnymi wywodami. - Mieszkając przy plaży musisz liczyć się z... Niespodziankami. Mewy, inne morskie stwory czasem szaleją nocami. Zjawia się tu dużo wilków, które żądają CISZY. Woda jest słona, a sztormy niekiedy zalewają piaski i wdzierają się do jaskiń. - mruknął. - więc jak nie czujesz się komfortowo ze spaniem wysoko zrezygnuj teraz. - powiedział wchodząc do jednej ze średnich jaskiń wyrytych przez czas i wodę w zboczach. Miała parę półek i ściekających z sufitu kropli, a w centrum niewielkie, pewnego rodzaju źródełko. Vinys właściwie wszedł tu z partyzanta, gdyż nigdy nie chciał tui mieszkać, więc nawet nie zwiedzał.
-Więc? Są jeszcze jaskinie niedaleko bagien. - dodał zanim zaatakował go kolejny potok słów, a jego własne zdały się rozpłynąć w umyśle Dusiera, niezauważone lub zignorowane. 
 

Dusier?

wtorek, 27 lipca 2021

Brak komentarzy

Od Dusjera CD. Vinysa ,,Ciemne Serce''

Zmęczony Dusjer usiadł pod cienistym schronieniem, jakie zapewniało mu drzewo swą koroną, by choć na moment odpocząć od trudu wędrówki. Już od zdecydowanie dłuższego czasu, błądził po nieznanym terenie. Od momentu, w którym ocknął się w jaskini, minęło już ponad pół dnia. W tym zdecydowanie nie ułatwiał mu wędrówki. Jednak wydawało mu się, iż ten niebieski kamień, jedyna rzecz, która wydająca się jego związkiem z przeszłością, będzie mu jeszcze potrzebny. Do tej pory natknął się tylko na wiewiórkę oraz kilka zajęcy. Okolica wydawała się spokojna oraz niezwykle urokliwa. Zamknął oczy i zaczął się wsłuchiwać w spokojne odgłosy lasu, by zebrać myśli. Nie wiedział, gdzie obecnie się znajduję, a nawet gdyby wiedział to, czy był pewny, że ma dokąd wracać? Miał nawet lepsze pytanie: czy ma do kogo wracać? Nie znał jednak na nie odpowiedzi. Oparł głowę o drzewo, pod którym się zatrzymał i uciszył myśli. Wiedział, że to mu w tej chwili nie pomoże, a jego głównym celem w tej chwili było znalezienie kogoś, kto by mógł odpowiedzieć na jego pytania. Zorientował się nagle, że najbliższe ptaki zaprzestały swych śpiewów. W tym momencie spostrzegł stojącego, kilka metrów od niego, basiora. Wydawał się dość potężny oraz miał on bardzo pewny chód. Jego ciemne futro, połyskiwało kontrastowo w promieniach słońca, nadając mu niesamowity wygląd. Nim Dusjer zdążył zareagować, ten zadał pytanie:
- Kimże jesteś wędrowcze i czegóż to szukasz w tych stronach?
- Nie mam najmniejszego pojęcia – odparł szczerze. Widząc wyraz pyska swojego rozmówcy, postanowił sprostować: - Mówię prawdę, straciłem swoją pamięć i zdecydowanie nie wiem, co ja tu robię.
Basior spojrzał na wędrowca z pewnym wyrazem współczucia zmieszanym z niepewnością.
- A czy chociaż masz jakieś imię? – spytał go.
-Na imię mi Dusjer! – powiedział z dumą, iż w końcu może odpowiedzieć na jakieś pytanie. Uświadomił sobie jednak, że wciąż nie wie, kim jest jego rozmówca więc spytał:
-Jeśli można wiedzieć to, kim jesteś ty?
-Me imię Akos. Miło cię poznać Dusjer. – powiedział uprzejmie.
Przez chwilę trwali w milczeniu, po czym ciszę przerwał Dusjer:
- Czy nie należysz może do jakiegoś klanu? A jeśli tak to czy mógłbyś mnie zaprowadzić do swojego alfy? Wiem, że to dosyć dziwne, ale podejrzewam, iż nie dam rady przetrwać sam na terytorium obcego klanu. Po za tym było by to dość niemiłe.. – Akos chciał mu udzielić odpowiedzi, jednak Dusjer dopiero się rozgrzewał – O nie, ale nie mam pojęcia co by się nadawało. Mógłbym spróbować coś upolować albo wygrzebać jakiegoś skorupiaka z dna jeziora, ale czy to by się nadało? – Akos znów próbował coś powiedzieć, lecz gadatliwy wilk nawet tego nie zauważył – Wiem! Muszę dać coś ważnego, co by pokazało mój szacunek i chęć poświęcenia się klanowi. Dam kamień, który niosę ze sobą. Może to nie jest dużo, ale jest ładny, ma starannie zrobiony glif oraz wydaję mi się, że jest czymś cennym. Jak myślisz, czy alfa twojego stada przyjąłby ten kamień jako dar?
Ciemny wilk tylko spoglądał na niego przez moment, upewniając się, iż tym razem już skończył, po czym powiedział:
- Odpowiadając na twoje pytania, tak, należę do klanu. Tak mogę cię zabrać do alfy i jestem pewien, że ten kamień będzie wystarczającym darem. Pozwól, że najpierw dokończę – powiedział, widząc, iż Dusjer już chce coś powiedzieć – Jeśli zastanawiasz się skąd mam taką pewność to dlatego, iż Alfa tego klanu stoi przed tobą. Przyjmuję twój dar Dusjerze, jedyne czego jeszcze potrzebuję od ciebie to przysięga wierności.
Mimo tego, iż gadatliwego wilka na moment zamurowało, gdy dotarło do niego, ile razy przerwał alfie stada, jakoś jednak zdołał wypowiedzieć przysięgę wierności. Gdy już to zrobił, Akos powiedział:
-Cieszę się, iż mamy już to za sobą. Witaj w Klanie Wilczej Paszczy w takim razie. Czuj się jak u siebie. A teraz wybacz mi, lecz obowiązki wzywają. Mam nadzieję, iż jeszcze się kiedyś zobaczymy.
To powiedziawszy, odszedł, zostawiając Dusjera samego. Ten, długo się nie zastanawiał. Postanowił iż to świetna okazja by zacząć zwiedzać okolicę. Przez jakiś czas spacerował zapamiętując co, jak i gdzie, zapoznając się z terenem. Przechodził akurat obok jakiegoś pagórka, gdy nagle usłyszał jakiś rumor. Zdążył tylko spojrzeć w górę, nim wleciał w niego jakiś wilk.
-Hej! – zdążył tylko wykrzyknąć nim został przygnieciony przez w miarę małego basiora.
Przez moment Dusjer dochodził do siebie, jednak szybko dotarło do niego że coś mogło się stać temu drugiemu, szybko zwrócił więc on swoją uwagę na poszkodowanego i zapytał: - Czy wszystko w porządku? Żadnych poważnych obrażeń? Trzymasz się w całości?
Obcy wilk wstał i tylko przytaknął. Wyglądał jakby chciał dodać coś jeszcze, ale Dusjer mu na to nie pozwolił:
Obcy wilk wstał i tylko przytaknął. Wyglądał, jakby chciał dodać coś jeszcze, ale Dusjer mu na to nie pozwolił: -Oj wybacz to moja wina, nie miałem pojęcia, że ktoś będzie turlał się z tego pagórka. Chwila robisz tak często czy to był wypadek? Oh, prawie bym zapomniał, nie masz zielonego pojęcia, kim jestem! - powiedział entuzjastycznie – Na imię mi Dusjer! Bardzo miło cię poznać, białawo-szarawy oraz drobny nieznajomy! Nieznajomy, który pewnie ma imię… Mogę wiedzieć, jakie nosisz? Jestem pewien, iż jest ono odpowiednie dla ciebie, może dam radę je zgadnąć? Smastein! Nie, czekaj to nie to. Może Dverg? Dobra to chyba też nie to. Poddaję się, ale byłem chociaż blisko?
Siadł, czekając na odpowiedź i radosny uśmiech rozświetlił jego pyszczek. Tymczasem nieznany wilk patrzył na niego mocno skonfundowany. Cała ta sytuacja wyraźnie go zmieszała i sprawiła, że czuł się niezbyt komfortowo, jednak Dusjer zupełnie niczego nie zauważył, cały czas uważnie przyglądając się swojemu rozmówcy w oczekiwaniu na odpowiedź.
-Chwileczkę, może za mocno uderzyłeś się w głowę i nie możesz mówić? Słyszałem, że tak może się stać, a właśnie spadłeś z w miarę stromego pagórka… Wiem! Jeśli nie możesz mówić, mrugnij trzy razy! – Powiedział.
Zaczął wpatrywać się intensywnie w oczy obcego. Czas jakby nagle zwolnił dla drugiego wilka. Nieznajomy był jeszcze bardziej zmieszany niż wcześniej, wyraźnie nie mając pojęcia co ze sobą zrobić. Nim się spostrzegł, już zostały mu tylko dwa mrugnięcia. Zaraz potem już tylko jedno.
-V-vinys! - powiedział szybko, po czym dodał ciszej: - Imię m-moje…
-Hura, czyli jesteś cały! Miło cię poznać Vinysie – odparł podekscytowany Dusjer - Czyli nie byłem aż tak blisko… O, a co do bliskości, to jest tu może blisko jakaś jaskinia lub nora wolna? Nikt mi nic jeszcze nie powiedział i liczyłem, że w końcu na kogoś wpadnę, kto tu mieszka i się na tym zna… No i wpadłem na ciebie! Bo jesteś z tutejszego klanu prawda? Musisz być, przecież co innego, mógłbyś tu robić. O, może jesteś szpiegiem! – wykrzyknął nagle, odskakując, lekko wystraszywszy swym nagłym wybuchem Vinysa. Patrzył na niego wnikliwie przez moment, po czym się uspokoił – Nieee, nikt by nie wysłał takiej ciapy jako szpiega. Bez urazy oczywiście. O, jeśli znasz jakąś ładną wolną jaskinię, która wpada w oko, mógłbyś mi ją pokazać? Najlepiej by było, gdyby była blisko jakiegoś jeziorka czy czegoś w tym rodzaju… Wiem, że to brzmi dziwnie, ale w ten sposób czuję się bezpieczniej… Uwielbiam wszelkie miejsca z wodą! Są cudowne, a szczególnie świat pod nią. Znajdując się na dnie, patrząc na otaczający cię błękit, możesz podziwiać prawdziwe piękno życia. Znów mnie poniosło! To jak, pomożesz, mój nowy najlepszy przyjacielu?
-C-co? Ymm... – odparł mocno zmieszany wilk - Ja-ja-jaskinia? Jest... Jakaś przy, przy plaży... Chyba?
- To wspaniale! – krzyknął Dujser z entuzjazmem – A więc prowadź, ku nowej przygodzie! Będę szedł tuż za tobą i opowiem ci o wszystkich przydatnych zastosowaniach kamieni wapiennych w codziennym życiu. A jak nie lubisz takich tematów, to można porozmawiać o drzewach. Po drodze widziałem w okolicy bardzo ładne olchy, ale jestem prawie pewien, że sosny prezentowały się lepiej. Dodatkowo…
I tak o to dwójka nowych przyjaciół ruszyła przed siebie, jeden cicho we własnym świecie, drugi paplając w najlepsze.

środa, 21 lipca 2021

Brak komentarzy

Od Vinysa "Szukając wiatru w polu" cz. 2


Nocne straże i patrole były jego krwią i kośćmi. Weszły mu w nawyk przespane poranki i budzenie się kiedy słońce sięgało swojego zenitu. Nie przeszkadzało mu dłużej poczucie zagrożenie, gdyż dziwny dotyk miękkiego futra nie pojawił się już nigdy. Minęły tygodnie, nie jakieś długie lata, ani nie za wiele dni w kupie, ale jednak. Vinys doświadczał specyficznej więzi z wilkami z klanu, na którą nie do końca wiedział jak reagować. Nie przywykł do troskania się innymi, a teraz rozpoznawał każdego po zapachu. Wiedział jak stąpa Akos i jak jego masa ciała rozkłada się na ziemi, a powietrze powoli omiata jego gęstej sierści. Doskonale wyczuwa Yareena, który zawsze ma na sierści charakterystyczny zapach Pandory, zbierającej zioła. Chociaż w jego umyśle najmocniej ziołami pachnie Antilia, która dodatkowo kojarzy mu się z bezpieczeństwem i lekami, co nie dziwiło go ani trochę. Spokojne i ciche kroki Yrsy także wyczuwał już z daleka i kiwał jej głową delikatnie. Na koniec dochodziła mała Urferan, której skrzydełka zawsze rozwiewały silnie wiatr. Jednak noce różniły się od dni, które przepełnione rozmowami i polowaniami biegły swoim rytmem. Noce zatapiały wszystkich z ciemnościach, które on postrzegał za coś sobie znanego, przyjemnego i spokojnego.

Zmiana Vinysa zaczęła się jak zwykle, kiedy księżyc świecił już na niebie, tego dnia zasłonięty chmurami , a powietrze ochłodziło się znacznie. Niewielki wilk wstał ze swojego prowizorycznego posłanka i wymknął się na zewnątrz. Drzemka jaką przed chwilą zażył dostarczyła mu energię, którą mógł wykorzystać na całonocne spacery i obserwację okolicy swoim słuchem i mocą. Powoli niosąc swoje stopy nisko nad ziemię przedzierał się przez kolejne zarośnięte z powodu lata, leśne ścieżynki. Gałęzie drapały jego boki i kręciły się w furto irytując niewielkiego basiora. Dlatego pierwszym jego celem była plaża. Zanurzając łapy w piachu czuł już na pysku bryzę morza, które burzyło się tej nocy wyjątkowo. Ogólnie, Vinys dostrzegał że wszystko buczało i szumiało, a z dala dochodził do niego wiatr pełen zapowiedzi deszczu. Jednak nie uważał aby musiał chować się jeszcze przed kroplami. Nie był pewien czy ulewa dogoni go tej nocy i jak silna będzie. Może na razie to tylko ciche zapowiedzi nadchodzącej burzy, która przysłoni światło dnia i zasnuje błękity nieba. Z głębokim wdechem Vinys wszedł na brzeg wody, pozwalając aby chłód wstrząsnął jego skórą. Szybko jednak pierwsze wrażenie przerodziło się w dozę przyjemności. Nie często fale aż same chciały się z tobą bawić. Dlatego wilk korzystał z tej nietypowej kąpieli.

Vinys

Biały basior zastrzygł uszami prostując się i spinając. Odruchowo jego ciało wykonało kilka ruchów głową, jakby rozglądał się wokół. W rzeczywistości łapał więcej dźwięków w swoje uszy, aby zidentyfikować obcego. Zaskoczony jednak odkrył, że niczego nie słyszy. Znowu także niczego nie widział. Skupił się więc chwilowo na głosie. Był to cichy, ale męski i łagodny ton. Zero chrypki, zawahania czy elementów charakterystycznych dla kogokolwiek w jego pamięci. A jednak! Znał go skądś. Jego umysł burzył się, dwoił i troił, jednak odpowiedź nie była w stanie do niego przyjść. Zrezygnowany wyszedł z wody poszukując właściciela głosu. Skoro go wołał, musiał go znać, a to go niepokoiło. Mógł być to obcy, wróg, który obserwował ich już jakiś kawałek czasu. Przeszedł parę kroków zanim zawęszył. Nic.

Vinysku?

Warknął ostrzegawczo stając w pozie obronno atakującej. Był gotów walczyć, pomimo swojej miernej postury. Wystarczyłby jeden skok, tylko jeden. Jednak nic nie nastąpiło. Najeżony wilk nieco sie uspokoił i wsłuchał ponownie w świat. Wiatr dalej huczał w koronach drzew, a morze przerzucało pianę przez kamienie z impetem. Nic nie świadczyłoby o obecności obcej osoby. Przestraszony jednak odszedł z plaży. Nieco zestresowany skończył patrol szybciej niż zazwyczaj i ułożył się w swojej jaskini. Wtedy też naszły go refleksje o słowach wypowiadanych przez głos, który przez resztę nocy milczał. Vinysku. Tak niewiele osób mówiło tak do niego. Najczęściej gdy był mały używał tego jego dzidek, przyszywany, ale nadal dzidek. Jedna z niewielu osób, które wierzyły w jego umiejętności i dawały mu pochwały. Była jeszcze babcia, ale zmarła przedwcześnie, więc pamiętał ją jak zza mgły. Podobnie było ze wspomnieniami rodziny. Zaśniedziałe i zamazane obrazy białych wilków, pośród białych pustyń.
Zamknął oczy i nie śniło mu się nic, ukołysany do snu dudniącym o kamienie deszczem, nie wiedząc jeszcze jak wiele znaczyło jego własne imię.

<CDN>

niedziela, 4 lipca 2021

Brak komentarzy

Od Vinys'a ,,Szukając wiatru w polu'' cz. 1

Noc. Piękna pora doby. Ciemność otacza zmęczone oczy odsyłając je w łapy bogów i tworzycieli snów. Ciało odpoczywa od męczącego dnia i swoich rozterek, zaprzestając płaczu, śmiechu czy zawiści. Na chwilę wycisza umysł swoimi kołysankami wygrywanymi przez wiatr w liściach. Jednocześnie noc pozostaje taka zastana i spokojna, cicha i nieuchwytna przez zmysły. Kto jednak potrafi słuchać nocy doskonale wie, że bywa ona głośniejsza niż najjaśniejszy dzień.

Niby wszystkie ptaki śpią, a jednak znajdzie się parę takich, które z wielką ochotą będą upiększały swoim śpiewem nocne powietrze. Dudniące hukania sów czy skrzeki zagubionych jastrzębi w locie do gniazda to jedne z wielu przykładów nocnego życia. Nietoperze także nie stanowią wyjątków. Przepychają się z upartym wiatrem za każdym razem kiedy tylko słońce skryje swoje ostatnie promienie za horyzont, polując cierpliwie, ale szybko na owady. Świsty rozbawionej bryzy nie przestają się bawić w koronach drzew, a morza nie przestają szumieć, jednak wraz z tym zastojem w życiu dla wielu stworzeń to wszystko staje się głośniejsze, wyraźniejsze i piękniejsze. Najdrobniejsze kroki wydają się odbijać echem od tysięcy pni i nagłaśniać z każdą chwilą coraz bardziej. Jednak nie to wszystko zachwycało Vinysa w nocy najmocniej. Nie. To była nieodłączna część natury. Vinys podziwiał ten spokój od lat, podróżując głównie z gwiazdami nad głową, zwłaszcza przez ludzie siedziby. Najbardziej ten biały psowaty wilk uwielbiał własny oddech, który noc ponosiła w górę z cichym, delikatnym szumem. Wiedział że żyje, czuł że żyje, bo czasem nachodziły go co do tego wątpliwości. Nowy klan, wataha czy jakkolwiek by tego nie nazwał nie stałą się mu bliska sercu od razu. Wszakże nic nie dzieje się natychmiast. Drzewa potrzebują lat, aby być potężne, szczenięta miesięcy aby dorosnąć, a rany zakłute w sercu nie są inne. Ciężko było, więc ślepemu wilkowi dostosować się do nowych warunków, podczas kiedy minęły już lata odkąd należał do sfory i zgranej rodziny. Ciężko mu było także zapomnieć zdrady i boleści własnej przeszłości, która zacierała się mu gdzieś w umyśle wraz ze łzami i cierpieniem jakie przyszło mu znosić. Noc więc była dla niego lekkim ukojeniem. Nie bez powodu też obrał stanowisko nocnego stróża. Z łatwością nawigował zmysłami między pokrytym mrokiem lądem.

Zaczynając więc historię, nie tak odległą, ale zarazem niekoniecznie nową. Był to już czas kiedy Vinys należał do klanu, świeżo i nieudolnie ale należał. Noc była wyjątkowo chłodna jak na późną wiosnę, która ogarniała świat coraz większymi upałami. Vinys nie był pewien jak wykonywać swoje obowiązki. Nieco zaspany i osowiały stał na brzegu piaszczystej plaży i wsłuchiwał się w szmery fal. Pozorny spokój i ulga zalewały jego ciało, jednak umysł spaczony latami podróży czuwał nieustannie. Uszy co chwilę przesuwały się i drgały spuszczone wzdłuż karku nasłuchując czegokolwiek niepokojącego. Jednak noc zdawała się cichnąć z każdą sekundą, wraz z całym otoczeniem. Nie było niebezpieczeństwa i Vinys przypuszczał, że długo nie będzie. Bo kto chciałby plątać się po terenach małego klanu, niezdolnego zaoferować więcej niż odrobiny czułości i domu. Wyłącznie tyran gotów by był na próbę przejęcia władzy, a tyranów nie było słychać. Ciche westchnięcie wydarło się z jego pyska. Zaskakujące, jednak nieuniknione w swojej ciężkości . Vinys powoli uniósł się z piachu otrzepując się. Nieprzyjemne uczucie zgryzoty dokuczało mu już chwilę, a spacer nie pomagał. Drzewa zdawały się jakby łączyć z nim w jego milczeniu, gdyż nawet wiatr zatrzymał swoje swawole. Zapadła cisza. Przez chwilę marszu młody wilk nie zauważał jej w ogóle, jednak po czasie wydała mu się aż nader uporczywa i męcząca. Niepokojąca wręcz. Vinys zastrzygł uchem. Nic poza skrobaniem pod ziemią i dalekim trzepotem skrzydeł. Cisza wisiała w powietrzu niczym duszące opary, które powolnym tempem zatrzymują twoje serce przed kolejnymi uderzeniami. Biały basior przestraszył się lekko. Noc nigdy dotąd nie zdała mu się tak przerażająca. Wszakże towarzyszyła mu wiele lat i darzył ją wielką miłością. Dlatego więc teraz zdało mu się, że mógłby stracić jedyną przyjaciółkę w swojej samotności, która koiła odrobinę jego ból. Ten stan zwątpienia jednak szybko odrzucić gdyż pojawiło się zagrożenie. Obce futro otarło sie o jego bok, a miękki ogon przetarł jego pyszczek. Odskoczył na bok wyraźnie gotowy do ataku, pociągnął nosem i... zastygł. Intruz nie pachniał. Jedyne co dało się wyczuć to ruch wiatru wokół jego sylwetki. Dlatego też Vinys musiał zdać się na swoje moce, które powoli nakreśliły mu zagrożenie jako coś absurdalnie niemożliwego. Gdyż go nie było. Jednak w tym samym czasie wilk był pewien, że dotyk był prawdziwy i unikatowy. Znany a zarazem dalece zapomniany.

Dalsza część nocy pozostała spokojna. Nienaruszona do czasu kiedy słońce wstało i zamknęło jego oczy posyłając umysł ku wspomnieniom. I śniła mu się rodzina, poszerzając tęsknotę.

<CDN>

niedziela, 20 czerwca 2021

1 komentarz

Od Vinysa Do Kogoś "Ciemne Serce''

Śnieg, ciemność, zimno. Tak wiele czuł, a tak niewiele wiedział. Metaliczny zapach krwi unosił się w powietrzu, a ból łapy nie pozwalał podnieść się z mroźnego podłoża. Jego ciężki oddech odbijał się w powietrzu i echem w jego żyłach. Jego uszy nie słyszały już nic poza szybkimi uderzeniami serca, a usta smakowały wyłączenie własnej krwi. Ciało trzęsło się w spazmach bliskie oddania się w łapy bogów i poprowadzenie do zaświatów, gdzie godnie zasiadłby pośród rodziny, tracąc życie w walce. Jednak nie tak łatwo pozwalał się złamać. Ostatki sił i oddechu poniosły go ku najbliższemu dźwięku, który nie stanowił symfonii zgonu i cierpienia. Kły zatopiły się w ciele. Teraz już nie tylko jego krew wypełniała jego pysk. Zawzięcie przegryzał się coraz głębiej nie słysząc już nic. Osuwał się w ciemność, aby podnosić się znowu. Słuchać i słyszeć. Mówić i głosić. Chodzić z uniesioną głową, gdyż przeżył. Przeżył zagładę własnej rodziny z ręki najbliższych przyjaciół. I chociaż nie mógł już widzieć wiedział, że ciała tworzą zgrabne stosy pośród przesiąkniętych krwią zasp. Tej zimy stracił wszystko co kochał i cząstkę siebie, a chłodne noce kształtowały się wraz z nim, tworząc zimne stopy w jego sercu i wieczny strach o najbliższych. Strach o kolejną stratę. 

Plątające się w futro gałęzie nie były najprzyjemniejszą rzeczą pod słońcem. Usuwanie ich z kłębków tym bardziej. Dlatego Vinys pluł sobie w brodę za wybranie właśnie takiej trasy. Jednak zmysły wyraźnie kierowały go tutaj, gdzie ślad po śledzonym zapachu urywał się i mieszał z tysiącem innych. Pozorne ofiary kręciły się w okolicy kusząc mocno. Co więcej mały wilk czuł, że był blisko jednej z nich. Jego czujne ucho wręcz słyszało jak krew tętni w ciepłym ciele. Jego brzuch skręcił się z głodu a sierść nastroszyła. Zastrzygł uchem jeszcze raz i przywarł do ziemi węsząc uważnie. Pożywienie znajdowało się kilka kroków od niego. Dwa krzaczki, powiew wiatru, jeden skok. Mogłaby być jego gdyby nie kroki. Jego ciało zadziałało z automatu zatrzymując się w kompletnym bezruchu i wyostrzając zmysły do absurdalnych wysokości, zwiększając tym samym czujność do 120%. Jedyne co się w nim poruszało to klatka piersiowa będąca zaświadczeniem o byciu żyjącym stworzeniem. Uderzyła w niego woń kurzu pomieszana z nutą stęchlizny i lasu. Wilk. Zaniepokojony nie odważył się ruszyć z miejsca chcąc jak najmocniej stopić się z otoczeniem, co w jego umyśle nie wydawało się głupim pomysłem. Jednak był pewien szczegół, którego nie przewidział. Odgłos jaki wydarł się z jego żołądka sprawiał że idący niedaleko czworonóg zatrzymał się rozglądając. Teraz już nawet oddech nie uchodził z płuc Vinysa. Zbyt wiele ryzykowałby wydając swoją kryjówkę, swoje istnienie i ogólnie ponownie tego dnia mógł napluć sobie w brodę za ufanie swoim głupim instynktom. Słyszał zbliżające się kroki. Naliczył trzy uderzenia serca zanim zbliżyły się na tyle aby stać się dla niego zagrożeniem. Nastroszył sierść na karku i wyszczerzył kły. Uszy powróciły do swojego rytmu słuchania, aby nie przegapić najmniejszego posunięcia teoretycznego wroga.
- Oh! - czyjś głos rozbrzmiał wśród drzew. 
- kim jesteś? - kroki cofnęły się o dwa w tył. Vinys powtórzył ruch nieznanego przesuwając łapy za siebie.
- Czy to ważne kim jestem?- głos uszedł z jego pyska zanim zdążył pomyśleć co dokładnie chce powiedzieć. Jego pytanie jednak wyraźnie zbiło z tropu osobę, naprzeciw której stał. Chwila ciszy zapadła i trwała wieki. Godziny upływały w mikrokosmosie tego świata, liczone w uderzeniach serca i krwi płynącej przez żyły.
- Tak? - ton nie był zbyt pewny. Brzmiał jak pytanie rzucone w eter. Bez właściciela. Bez adresata i odbiorcy. Porzucone podczas nocy szczenię bez zalążka wiedzy o samym sobie.
- Me imię jest Vinys. - obcy wilk pachniał wieloma innymi, co tylko bardziej stroszyło jego sierść, a jednocześnie poruszało instynkty żądające bezpieczeństwa, które nie dane mu było przez lata. Nieufnie wyprostował łapy słysząc spokojny oddech obcego, tym samym unosząc się z pozycji, którą uznawał za bojową. Jego żołądek ponownie odezwał się głośno. Potrzeby wzywały, jednak użerająca obecność drugiej istoty utrudniała mu zaspokojenie jej. Dlatego ryzykując wiele, a jednocześnie pokazując dozę zaufania obrócił się plecami do przeciwnika powoli odchodząc. Niedaleko jednak zaszedł gdyż kroki podążyły za nim. Nie wiedział czy ciągnięte ciekawością czy wrogością. Jego mięśnie spinały się nieustannie a uczy słuchały. Przeciwnik był większy, dwa jeśli nie trzy razy. Jego atak mógłby być śmiertelny.
- Dlaczego za mną idziesz? - spytał się w końcu Vinys przystając wśród trawy delikatnie muskającej poduszki jego łap.
- Zaciekawiło mnie po prostu co tu robi nieznany mi wilk. - odpowiedź była dla niego zadowalająca. Wszakże był zagrożeniem. Nieznanym gościem na obcych terenach, prawdopodobnie należących do małego stada.
- Szuka domu i pożywienia. - Spławił obcego, a jednocześnie nie ukrywał się ze swoim celem. Przeżyć - mówiły mu instynkty, a samotność doskwierała mu coraz mocniej próbując wygryźć się przez skamieniałe serce. Cisza zapadła na dłuższą chwilę.

Nie wiedział co ma powiedzieć ani jak zagregować. Oferta dała mu do myślenia i zastanawiał się czy nie wrócić tam gdzie została mu podana. Mógł mieć w końcu wszystko o czym marzył. Dom, rodzinę, bezpieczeństwo. Jednak wątpliwości zalewały jego ciało. Uczucia kłóciły się w ciężkiej potyczce z instynktem. Wrócić, czy nie? Decyzja zapadła kiedy oddalił się o dwa dni. Coś pękło w jego stwardniałym umyśle zamkniętym na takie absurdy. Jego łapy zawróciły przechodząc z chodu w marsz. Z marszu w trucht. Z truchtu w bieg. Wiatr szumiał mu w uszach i wielokrotnie potykał się o kamienie i gałęzie. Czuł, że musi spróbować. Chciał tego całym swoim serduchem.
Dobiegł, jednak ślady dawno zatarł przelotny deszczyk, który pozostawił po sobie jedynie świeżość i las. Cisza gryzła jego uszy, gdyż była przywoływaczem wspomnień, których nie miał ochoty pamiętać. Jakby przez chwilę wszystko zamarło, aby dotrzeć do jego zmysłów ze zdwojoną siłą. Nie ciężko było mu złapać trop. Jeden, drugi, trzeci. Wilki! Powoli i cicho poruszał się w ich kierunku tym razem uważając już na swoje otoczenie, chociaż kamienie wielokrotnie próbowały odebrać mu godność i posłać na spotkanie z matką ziemią. W zębach kurczowo trzymał swój "dar", nie będąc nawet pewnym czy przedmiot jest tym czym jest. Jednak starannie wybierał go spośród tysięcy innych i musiał być idealny. W końcu dotarł na znany zapach i nieuważnie wpadł w jego właściciela...

-Zatem. Przedstaw swój dar i złóż nam przysięgę, a z przyjemnością powitamy cię wśród szeregów naszego klanu.- Vinys z ukrywaną radością przyjął te słowa. W końcu wypuścił z pyska średniej wielkości otoczaka, jeszcze wilgotnego z wody. Przysiągł lojalność zraz potem. Jednocześnie nie był w stanie stwierdzić jak czuł się alfa, dlatego od razu postanowił wytłumaczyć swoje intencje.
- Otoczak. Bardzo niezwykła rzecz. Ten jest całkowicie bez skaz. Niesamowite, że ten brutalny świat pełen defektów, potrafi stworzyć coś idealnego, pomimo że niepozornego.- przejechał pazurem po powłoce nie pozostawiając na nim śladu. - Nieskazitelny jak łza. Ciężki do znalezienia i wydobycia z dna rzeki, a jednocześnie taki nic nieznaczący. Prawie jak metafora życia.- westchnął lekko nachylając się i nosem przesuwając go bliżej łap alfy. - I może to niewiele, ale przetrwa znacznie więcej i dłużej niż ofiara z pożywienia czy rośliny, która zwiędnie oderwana od korzeni. Oprócz tego jedyne co mogę ci jeszcze oddać to ja sam...
Cisza zapadła. Vinys słyszał jak alfa oddycha chwilę niespokojnie jakby w zaskoczeniu i zastanowieniu. No tak. Któż spodziewałby się otoczaka w ramach ofiary. Czegoś tak nieznaczącego, a za razem trwałego i idealnego.
-Witaj więc wśród nas Vinysie... - nieco skonsternowany alfa podszedł bliżej. - i dziękuję za.. otoczaka.
- Otoczak to niezwykła część natury. Symbioza ziemi i wody, skutkująca idealnym tworem gotowym żyć dłużej niż my oboje razem wzięci. - szepnął chrapliwym głosem podnosząc się z ziemi i obracając głowę w kierunku wilczego oddechu. - Dziękuję alfo. Do zobaczenia wkrótce. -
-Czuj się jak u siebie. 

Vinys wyszedł z jaskini. Powietrze zdawało się być wyjątkowo lekkie. Tak jak on. I pomimo, że jego lodowa powaga pozostawała na pysku wewnątrz szalał z radości, a i nawet mały uśmieszek wkradł się na jego pyszczek rozjaśniając go nieco. Postąpił krok do przodu i odetchnął. Miał nowy dom i gotów był go poznać. Ruszył przed siebie i uszedł już spory kawał bez problemów. Jednak bogowie zdawali się czasem lubić płatać mu figle i położyli na jego trasie kamień. Kamień, który podwinął jego łapę i niefortunnie stoczył się razem z nim w dół niewielkiego wzniesienia. Vinys przejechał po ziemi mały kawałek aby szybko wstać i się otrzepać. W całym tym zamieszaniu jednak nie usłyszał kroków, dopóki...
-Hej!- głos zjeżył sierść na jego karku, a on sam odwrócił się energicznie zaskoczony.

<Ktoś?>
1 komentarz

Powitajmy Vinys'a!

,,Życie jest ulotne i przeleci Ci przez palce niczym piach, jeśli go nie zatrzymasz. A co z nim zrobisz? Twoja sprawa.''

WŁAŚCICIEL: TheFoksik#6758 | kochana422@gmail.com
IMIĘ: Vinys
WIEK: 7 lat
OPIS FIZYCZNY: Vinys to drobnej budowy, niewysoki basior. Wiecznie szczupły i mały nie ma najmniejszych problemów ze wspinaczką i przeciskaniem się przez najmniejsze szpary niczym kot. Urodzony na zimnych pustkowiach nosi kolor zlewający się z tamtejszym krajobrazem, który z wiekiem przyozdobił się także szarością na pysku, łapach i przydługim ogonie, który jest idealnym sterem do wodnych podróży. Jego futro jest z natury puchate, miękkie i dość grube, aby wiosną i latem zmniejszyć swoją objętość i zbieleć. Jego uszy są nienaturalnie duże, z racji potrzeby wentylacji podczas życia na lodowych pustyniach, gdyż jego futro grzeje niesamowicie mocno. Jego cechą charakterystyczną są jego rany, pamiątka po przeszłości. Blizny ma na ogonie i najważniejsze na pysku. Jego oczy zostały oślepione w trakcie walki, gdzie pozostały tego najwyraźniejsze ślady. Poza tym małe blizny ma na nosie i ustach, nic znaczącego.
OSOBOWOŚĆ: Vinys wydaje się być z pozoru ciężkim do wstrzymania, zgrzybiałym basiorem, który bezuczuciowo podchodzi do każdej sytuacji. Wiecznie poważny i spokojny, stonowany. Taki zupełnie oderwany od swojego żywiołu. To wszystko w teorii jest prawdziwe, jednak stanowi tylko kamienną maskę broniącą delikatne serce przed kolejnymi atakami bezlitosnego świata. Trochę ciężko jest przebić się do niego przez brak zaufania i śmiertelny strach przed zbliżeniami, jednak są momenty, kiedy ta przeprawa jest tego warta. Pod maską chłodu kryje się, bowiem odzwierciedlenie stereotypu wilka powietrza. Bywa kapryśny i marudny. Wściekły rzuca się do wszystkiego wokół i ciężko jest się mu uspokoić. Jednak cecha spokoju jest jedyną, która pozostaje z nim po zdjęciu maski. Rzadko kiedy miewa epizody pełne złości lub nieprzebranego smutku i łez. Przeważnie pozostaje pogodnym i ruchliwym wilkiem. Nieco nieśmiałym i życzliwym. Wyciągnie pomocną łapę kiedy może, a bliskich będzie chronił własnym życiem. Często bywa też że budzi się w nim szczenięca radość i kiedy myśli że nikt nie patrzy, bawi się w kałużach, ściga się z wiatrem, skacze nad falami, tarza się w trawie czy turla z pagórków. Bardzo też lubi od czasu do czasu poleżeć i zwyczajnie słuchać natury. Jednak nikt nie jest idealny, a maska nie jest jego jedyną wadą. Jest szczery, jednak to w połączeniu ze źle ukierunkowaną empatią, której nikt nie miał szansy go w życiu nauczyć, często doprowadza do wypowiadania przez niego nieprzyjemnych uwag. Co więcej nie radzi sobie też z własnymi uczuciami i jest bardzo wrażliwy. Nakrzyczysz na niego, łzy. Nie odezwiesz się, łzy. Koszmar, łzy. Niepowodzenie, łzy. Nie zawsze będzie płakał na twoich oczach jednak jego serce łatwo się kruszy, a łzy są odzwierciedleniem jego rozbicia. Wtedy jedyne co może mu pomóc to samotność, albo pomocna łapa innego wilka. Vinys posiada jednak jeszcze jedną wadę. Niewielką, ale upierdliwą. Bywa ciekawy. I możesz powiedzieć "ale przecież to nie jest wada!". Tak długo jak nie przerwie ci w pół zdania aby spytać się o coś oderwanego od tematu, bo odpłynął w myślach, a jeśli mu nie odpowiesz pójdzie sobie... płakać pod drzewko. Całe szczęście, że częściej jednak instynkty zamykają mu pysk zanim zdąży coś wyszczekać.
ŻYWIOŁ: Powietrze
MOCE:
  • Vinys wykazuje niezdrową tendencję do unoszenia się nad ziemią nawet do 5 metrów. Można by to nazwać lewitacją, chociaż w większości przypadków jest ona niekontrolowana i zaskakuje go w najmniej spodziewanych momentach (a nawet podczas snu).
  • Vinys czasem nieco nieświadomie unosi przedmioty do góry. Nie są to jakieś niesamowite wysokości i często nie wychodzi mu kontrola tego, ale zdarzyło mu się unieść innego wilka.
  • Jego mała postura oznacza niewiele siły, dlatego bogowie postanowili obdarzyć go nietypową bronią. Przy ataku wystarczy jeden jego skok na minimum 3 łapy aby wywołać mocną falę powietrza, ostrą lub odpychającą w zależności od intencji Vinysa. Jednym słowem, odetnie ci głowę lub pośle w krzaki.
  • Przydatną dla niego mocą jest swoistego rodzaju echolokacja, pozwalająca mu na wyłapywanie drgań powietrza na duże odległości. Zważając na to że widzi uszami i węchem moc ta jest niezwykle dla niego poręczna i przydatna.
PARTNER: Brak
ZAUROCZENIE: Brak
RODZINA: Brak
STANOWISKO: Strażnik nocny
PATRON: Arnora
HISTORIA: Historia Vinysa zaczyna się przed 6 laty kiedy przyszedł na świat pośród lodu, chłodu i miłości. Jego wataha składała się z 3 rodzin walczących o przetrwanie na nieprzebaczających sutych śniegiem równinach. 4 starców, 4 samców, 2 samice i 6 szczeniąt pośród których Vinys był najmniejszy i najsłabszy. Nie oddany w opiekę bogów w obawie o rychłą śmierć mało nie został porzucony na pastwę losu, gdyby nie starszyzna, która adekwatnie zabroniła porzucenia bezbronnego szczenięcia pośród ciężkiej zimy. Z racji, że klan był z natury nomadami przemieszczali się po lodowych terenach, a Vinys powłóczył się za nimi, a jako radosny szczeniak korzystał z każdej szansy na zabawę. Szybko okazało się też jak bardzo nie pasuje do swojej rodziny ze swoim żywiołem, gdzie wśród wszystkich pokoleń posiadał żywioł powietrza, a nie lodu. W dodatku geny zrobiły mu psikusa rzucając mu błękitne oczy, podczas gdy w rodzinie nikt owych nie posiadał. Zmiany w jego życiu nastąpiły dopiero kiedy osiągnął w miarę, samodzielność. Potrafił już polować i zadbać o własną skórę, często lepiej niż jego rówieśnicy, pomimo różnicy we wzroście. Jednak nadszedł też dzień, który śmie do tej pory nazywać "Zemstą bogów" gdyż jego rodzice popełnili wielki błąd podczas jednej z modlitw życząc sobie śmierci jednego ze starszych, który uprzykrzał życie wszystkim wokoło, dość nieświadomie, ze względu na pochłaniające go choroby umysłu, o których nikt nie zdawał sobie wtedy i tam sprawy. Gniew spadł na klan. Przyjaciel zdradził przyjaciela i w tan sposób Vinys został jedynym żywym po bratobójczej walce, tracąc przy tym jeden ze zmysłów i został zmuszony do podróży gdyż nie miał już nic co trzymałoby go w domu.
CIEKAWOSTKI:
  • Bardzo lubi ścigać się z ptakami. Nie ważne czy to kaczki, wróble czy niecierpiące go z jakiegoś powodu łabędzie.
  • Czerpie przyjemność z towarzystwa innych wilków choć tego nie okazuje
  • Lubi dawać bezużyteczne prezenty swoim bliskim tak po prostu, bez okazji. Chociaż zdarza się że nie są aż tak bezwartościowe. kiedyś przyniósł swojej mamie magiczny kamień, a innego razu nieświadomie skradł waderze serce dając jej rzadki kwiat (już wtedy był całkowicie ślepy) 

MANA: 350 many.
INNE ZDJĘCIA: