Pora roku:

Pora roku: Początek Zimy.
Jeśli śnieg utrzymuje się dłużej niż kilka dni, możemy zacząć mówić o początku zimy. Temperatura powietrza jest coraz niższa, należy uważać na poranne przymrozki. Cienka warstwa śniegu przyjemnie skrzypi na każdym kroku lecz aura nie zachęca do wyjścia – cały czas jest pochmurnie i pada, czy to deszcz czy to śnieg. Życie w lesie zamarło na czas zimy – jedynie kilka gatunków zwierząt, nie udających się w cieplejsze rejony, zostały wśród gołych drzew, żyjąc jak gdyby nigdy nic. Nawet niektóre niebezpieczne stworzenia, nawet te z Djevelskogu, ograniczyły swoją aktywność, co nie znaczy, że należy tracić czujność. Nie zaleca się wycieczki w wysokie góry, nawet skrzydlatym wilkom, ze względu na ryzyko zejścia lawiny i silne, północne fronty powietrza niosące masę zimnego powietrza.

Menu pionowe i populacja (na samym dole)

Informacje
Oficjalna data otwarcia: 08.03.2021

POPULACJA: 9
W tym NPC: 3

Wadery (♀): 5
Basiory (♂): 4
Szczenięta: 0

LICZBA ZMARŁYCH WILKÓW: 0
LICZBA PAR: 0

Następne postarzenie: 21-23.02.22
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Vegar. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Vegar. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 7 lutego 2022

Brak komentarzy

Od Vegar'a Do Yrsy ,,Naznaczony''

Była późna wiosna, drzewa obdarzone już liśćmi szumiały piękną melodię. Siedzieliśmy wszyscy w jaskini, która była w górach. Czekaliśmy aż rodzice wrócą, gdy to nastąpiło ja i Søren postanowiliśmy pójść na polowanie. Pozostałe rodzeństwo nie było wyszkolone w łowach tak dobre, jak my, chodź uczyliśmy się sami. Ruszyliśmy za tropem jelenia, gdy byliśmy bardzo blisko i mieliśmy zaatakować usłyszeliby trzęsienie ziemi, byłą to lawina. Schowaliśmy się pod kopułom skalna i czekaliśmy aż minie, gdy było już po wszystkim szybko pobiegliśmy do domu, by sprawdzić co z innymi. Po dotarciu na miejsce zauważyliśmy, że sufit jaskini nie wytrzymał nadmiaru śniegu i zawalił się. Rodzice przeżyli jakimś cudem, ja razem z bratem mieliśmy nadal nadzieje, że ktoś żyje, lecz gdy odkopaliśmy troche śniegu zauważyliśmy pod skałą łapę naszej siostry oraz plamę krwi. Wtedy było już jasne, że nikt nie przeżył. Søren zaczął się modlić do bogów, by dusze naszych braci i siostry były oczyszczone. Patrząc na rodziców nie mogłem znieść, że nie pomogli swoim dzieciom. Wtedy też zacząłem słyszeć jakiś głos, nie był to zwykły głos. Czyżby to był głos samego Freki, mówił mi, że to wina rodziców. Powtarzał w kółko, że to ich wina, że przez nich oni zginęli. Musiałem zemścić się za to wszystko. Rzuciłem się na rodziców i zadałem im poważne rany, mój brat użył mocy wiatru by odsunąć mnie na bezpieczna odległość od nich.- Przestań ! - krzyknął - To nasi rodzice - dodał po chwili
- Tak samo jak byli oni rodzicami naszego rodzeństwa, lecz nie pomogli im ! - warknąłem ze złością w oczach
Søren widział jak się staczam na złą droge. Gdy ruszyłem przed siebie by znów zaatakować rodziców usłyszałem huk, a później oberwałem światłem z nieba. Leżałem nieprzytomny na trawie, a mój brat próbował mnie ocucić. Nie czułem, bym był zraniony. Ocuciłem się i wstałem na równe nogi, mój brat odsunął się ode mnie, gdyż zauważył już znaki na moim futrze.
- To znak od bogów - odparł przestraszony
Nie wiedziałem o co mu chodzi, nie było w pobliżu nigdzie wody bym przejrzał się.
- Nie dostałem obrażeń, ten znak światła nic mi nie zrobił bracie - odparłem by uspokoić go
Basior wypiął klatke piersiową na przód i stanął godnie.
- Vegar nie możesz dłużej tu być znak na twoim ciele to na pewno znak wygnańca ! - odparł - Lub co gorsza zdrajcy - dodał
Od razu pomyślałem o Frekim, to on zdradził swoich wilczych braci podczas Ragnaröku. Chodź nie widziałem znaku, to wierzyłem na słowo swojemu bratu, lecz nie mogłem znieść myśli o tym co się stało. To zdarzenie zostawiło piętno na mojej duszy. Gdy odchodziłem pożegnałem się z bratem, a na rodziców spojrzałem wzrokiem pogardy. Musiałem ruszyć przed siebie, nie wiem gdzie mnie zaprowadzą łapy, lecz może to będzie miejsce dla mnie. Nadal w głosie słyszałem jeden głos, który kazał mi robić i czynić złe, rzeczy. Nie umiałem się oprzeć pokusie, więc robiłem co głos mi kazał. Nawet jeśli były to straszne rzeczy. Na początku nie podobało mi się to, lecz po czasie wciągałem się w to tak mocno, że nie mogłem przestać i robiłem już to ze swojej woli nie głosu. Mordowanie innych, nie tylko swoich pobratymców, lecz też inne zwierzęta było przyjemne i kojące. Zamieszkałem w wielkiej jaskini, w której korytarze ciągnęły się daleko w głąb. Miałem tam zamontowane kajdany dla moich ofiar by nie uciekały. Lecz przedtem musiałem ich najpierw odurzyć, by mi nie uciekły. Gdy spały znieczulałem je i wyrywałem im zęby oraz pazury, by nie miały jak mnie zranić. Choć były przypadki, że wilk nie dawał się odurzyć i zaczął mi uciekać, wtedy zaczynał się pościg i bójka. Nie używałem mocy, gdy to nie było konieczne, na przykład, gdy ofiara również używała na mnie, by mnie od siebie odgonić. Czas mi płynął spokojnie, lecz czułem pustkę. nie wiem czemu, próbowałem ją załagodzić raniąc siebie własnymi pazurami, a później okładając ziołami, lecz nawet przyjemny ból nie pomógł mi. Postanowiłem opuścić jaskinie i poszukać watahy, która przyjmie takiego wyrzutka. Szukałem przez dobry miesiąc, być może nie chcieli mnie przyjmować, gdyż widzieli naznaczenie. Zacząłem tracić nadzieje, po łowach, oddzieliłem serce od ciała zająca. Zapaliłem dwie małe kupki drewna po bokach serca i zacząłem składać ofiarę i modlić się do Frekiego. Poczułem znów uczucie mordu, lecz też drugie. Kierowało mnie ono na zachód, po zjedzeniu ruszyłem w tamtym kierunku. W końcu natrafiłem na tereny watahy, która miała dość ładne tereny. Znalazłem główne skupisko, gdzie przesiadywał pewnie Alfa. Wiedziałem, że przed dołączeniem muszę najpierw przynieś dar. Przechodziłem się po terenach szukając pasującej zdobyczy. Musiałem pokazać swoją siłę i odwagę. Znalazłem się na bagnach, mokre oraz zamulone tereny nie wyglądały na niebezpieczne, ale i tak byłem czujny. Było tu wiele uschniętych drzew, nie miałem już nadziei, że coś już znajdę. Nagle usłyszałem trzask gałęzi, położyłem się w wysokiej trawie by obce stworzenie mnie nie zauważyło. Przez chwile nie widziałem nic przez gęste trawy, lecz gdy powoli zacząłem się podnosić ujrzałem wielkiego dzika, lecz prawdziwa nazwa był Odyniec. Zapewne nazwę pozyskał po bogu Odynie, lecz nie mi się w to wtrącać skąd jego nazwa pochodzi. Musiałem wykombinować jak zabić tą wielką bestię, powoli czołgając się postanowiłem poszukć jakiś jadalnych grzybów. Nafaszerowałem je usypiającymi kwiatami. Wróciłem na bagna, by zobaczyć czy dalej jest w tym samym miejscu, na szczęście szukał pod pniem robaków więc był zajęty. Poturlałem do niego grzyba i czekałem na reakcje. Niestety nie był zainteresowany, musiałem poczekać. Zajęło to może około pół dnia, w końcu odkleił się od kłody i wyniuchał grzyba. Zaczął go jeść, potem poszedł się napić, cały czas śledziłem go z pewnej odległości.
Zaczął się poić i odpoczywać na słońcu, mijały kolejne godziny i kwiat zaczął działać, dzik usnął. Sprawidzić musiałem, czy na pewno zasnął snem głębokim, a nie zwykłym. Rzuciłem w niego kamieniem najpierw mniejszym, a potem większym. Odyniec ani drgnął, zacząłem podchodzić do niego dalej ostrożnie, po upewnieniu się, że na pewno śpi zacząłem odcinać mu głowe od ciała. Po robocie wziąłem ją do pyska i zacząłem ją ciągnąć pod jaskinie Alfy. Zawyłem przed nią, by zwrócić jego lub jej uwagę. Wyszedł z niej błękitno-żółto- biały samiec. Bacznie obserwował mnie swoimi złotymi oczami. Rzuciłem mu pod nogi dar i od razu się wyprostowałem.
- Chciałbym dołączyć, do Twojej Watahy. Oto dar dla Ciebie. Ofiarowuje Ci swoją siłę, mądrość oraz odwagę - odparłem
-Dobrze możesz zostać, wybiorę dla Ciebie później stanowisko - odparł bez uśmiechu
Ja za to nie mogłem się powstrzymać od uśmiechu Jokera. Postanowiłem rozejrzeć się jeszcze po terenach. Ruszyłem na południowy-zachód znajdował się tam las. Koło niego niedaleko zauważyłem jaskinie, więc ruszyłem zobaczyć czy ktoś tam mieszka. Wywęszyłem znajomy mi zapach, lecz nie pamiętałem skad go znałem, poszedłem za nim. Zobaczyłem, że przy jednej z jaskiń jest biało czarna samica. Znałem ją była to Yrsa, podszedłem do niej na spokojnie, nie wiedziałem, czy mnie pamięta.
- Witaj śliczna - zacząłem powolnym wzrokiem spojrzałem na nią od łap do pyska, po czym uśmiechnąłem się szelmowsko.
- Hej - odparła lekko zdziwiona - Jesteś tutaj nowy ? - zapytała
- Tak właśnie dołączyłem, a ty tutaj chyba dłużej jesteś czyż nie ? - uśmiech nie schodził mi z pyska
- Tak jeśli chcesz mogłabym Ciebie oprowadzić
- Byłbym w siódmym niebie - puściłem do niej oczko
Zachowywałem się jak nie ja, coś we mnie się znowu zmieniało. Głos w mej głowie był stłumiony przez szybko bijące serce.

Yrsa?

środa, 29 grudnia 2021

Brak komentarzy

Powitajmy Vegara!

,,Zabijanie dla pokoju jest jak puszcznie się dla cnoty.'

WŁAŚCICIEL: Hooty#2968 [DC] shiru.wilczek@gmail.com [gmail] Ross [HW]
IMIĘ: Vegar
WIEK: 5 lat
OPIS FIZYCZNY: Vegar, jest bardzo wysokim basiorem, mierzy zaledwie dwa i pół metra wysokości. Jego futro jest w odcieniach szarości, jest bardzo szorstkie w dotyku. Na łapach przednich i tylnych posiada Skarpetki czarne, za tylnych dodatkowo turkusowe. Jego ogon posiada czarne paski, jest dość krótki jak na wilczy ogon. Uszy są nienaturalnie długie jak u elfa. Na klatce piersiowej posiada turkusowego małego iksa. Samiec posiada piękne niebieskie oczy, które kontrastują ze znakami tęczowymi po lewej stronie twarzy oraz czerwonym znakiem pod okiem z lewej strony. Również posiada na plecach czerwonego iksa. Język oraz cała paszcza jest ciemnobłękitna jak oczy. Mimo wielkiego wzrostu nie waży zbyt dużo, dzięki małej wadze może szybciej biegać niż inne wilki.
OSOBOWOŚĆ: Vegar jest specyficznym wilkiem, po wielu przejściach starał się odizolować się od wilków. Niestety przyszedł czas by jednak do nich dołączyć. Lubi samotność, co widać na pierwszy rzut oka, nie jest typem wilka, który lubi rozmawiać. Szczerze to gardzi wilkami tak samo, jak ludźmi, nie ma do nich szacunku, jak i zaufania. Bardzo mężny, jak i odważny basior nie jest skory do pomocy nikomu, chyba że ma w tym jakiś swój cel. Przysługa za przysługę tak to się nazywa. Jest agresywny i wulgarny i nie obchodzi go innych zdanie. Bywa bezczelny, nawet jeśli chodzi o Alfy, nie ma oporu, by wygarnąć co myśli. Czasem jest impulsywny i mściwy, aż za bardzo. Stał się od wypadku bardzo nieczuły, wręcz zimny na wszystko. Jeśli ktoś musiałby wskazać sadystyczną osobę, to Samiec byłby idealny lubi zadawać ból swoim wrogą, oraz ich torturować, by umierali w męczarniach. Kiedyś miał jakie kolwiek uczucia teraz jest pusty i zastępuje tę pustkę agresją. Jest buntownikiem i nie lubisz przestrzegać zasad, ale umie się do nich dostosować. Nie został obdarzony strachem. Vegar lubi dominować nad innymi, czuje się zawsze od nich lepszy. Jest obrażony wielką mądrością, jak i sprytem. Bywa czasem gburowaty i bezczelny. Czasami bywa i romantyczny oraz nachalny wobec samic. Kiedy idzie na sercowe łowy. Jest szalony jak i nieobliczalny, z każdą chwilą może zmienić się z miłego wilka w sadystycznego potwora.
ŻYWIOŁ: Ogień
MOCE:
  • Kontrolowanie ognia i ciepła
  • Wchłanianie ognia i ciepła
  • Wyczuwanie źródeł ciepła
PARTNER: Brak
ZAUROCZENIE: Może któraś z wader będzie jego zdobyczą
RODZINA: 
Ojciec Kåre - nie ma z nim kontaktu
Matka Thea   - nie ma z nią kontaktu 
Bracia Fridtjof , Otto oraz Søren - pierwsi dwaj nie żyją, pozostał mu tylko jeden brat.
Jedyna siostra Åse - nie żyje 
STANOWISKO: Dowódca
PATRON: Freki
HISTORIA: Przed dołączeniem był z rodziną. Nie byli oni w żadnej Watasze, żyli skromnie na terenach nienależących do nikogo. Pewnego dnia, gdy Vegar i Søren poszli na polowanie, nastał mrok a z nieba stąpił dziwny kamień, uderzył on w miejsce, gdzie byłą cała rodzina Vegar'a prócz niego i brata z którym był na polowaniu. Ruszyli na pomoc rodzinie niestety było już za późno. Gdy Vegar się dowiedział, że matka i ojciec przeżyli i wyszli bez szwanku był wściekły, że nie mógł im pomóc. Jakiś głos w jego głowie obwiniał za wszystko rodziców. Nie zajmowali się oni dobrze żadnym z nich, kompletnie ich olewali, zajmowali się tylko sobą. Vegar wpadł w furie i zaatakował rodziców, brat próbował go powstrzymać lecz to na nic się zdało. Wtedy zadał on poważne rany swym rodzicom. Søren odepchnął brata od nich, po czym kazał mu odejść. Lecz Basior chciał dokończyć swe dzieło. Wtedy też z nie ma uderzył jasny grom w niego. Nie oberwał mocno, lecz został naznaczony już na zawsze. Zabrał kryształ ze skały, która przyleciała z niebios i ruszył w dal.
CIEKAWOSTKI:
  • Nie czuje bólu oraz jest od niego uzależniony, w zadawaniu sobie oraz innym. 
  • Jest oddany Frekiemu dozgonnie.

MANA: 0 many.
POSIADANE MODLITWY: 
POSIADANE PRZEDMIOTY DO UŻYCIA: 
POSIADANE PRZEDMIOTY OFIARNE: –
INNE ZDJĘCIA:














Z braćmi: