Pora roku:

Pora roku: Początek Zimy.
Jeśli śnieg utrzymuje się dłużej niż kilka dni, możemy zacząć mówić o początku zimy. Temperatura powietrza jest coraz niższa, należy uważać na poranne przymrozki. Cienka warstwa śniegu przyjemnie skrzypi na każdym kroku lecz aura nie zachęca do wyjścia – cały czas jest pochmurnie i pada, czy to deszcz czy to śnieg. Życie w lesie zamarło na czas zimy – jedynie kilka gatunków zwierząt, nie udających się w cieplejsze rejony, zostały wśród gołych drzew, żyjąc jak gdyby nigdy nic. Nawet niektóre niebezpieczne stworzenia, nawet te z Djevelskogu, ograniczyły swoją aktywność, co nie znaczy, że należy tracić czujność. Nie zaleca się wycieczki w wysokie góry, nawet skrzydlatym wilkom, ze względu na ryzyko zejścia lawiny i silne, północne fronty powietrza niosące masę zimnego powietrza.

Menu pionowe i populacja (na samym dole)

Informacje
Oficjalna data otwarcia: 08.03.2021

POPULACJA: 9
W tym NPC: 3

Wadery (♀): 5
Basiory (♂): 4
Szczenięta: 0

LICZBA ZMARŁYCH WILKÓW: 0
LICZBA PAR: 0

Następne postarzenie: 21-23.02.22
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Na łasce bogów. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Na łasce bogów. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 15 listopada 2021

Brak komentarzy

Od Akosa i Yrsy "Na łasce bogów" (RP)

Wadera zgodziła się na przenocowanie basiora. Jednak nie doczekała się jego powrotu z jelenimi skórami, bo w końcu po prostu znużona zasnęła. 
Wszędzie wokół słychać było rozchodzące się echem szepty. 
Było ich tak wiele, że nie sposób było je zrozumieć. Każdy mówił coś innego i w innym tempie. Przemierzała czarną otaczająca nicość, podłoże po którym stąpała przypominało płytką wodę i stawiając po nim kroki wydawało taplające dźwięki, ale też było czarne jak smoła. W oddali widziała coś leżącego na ciemnym podłożu. Gdy zbliżyła się, by przyjrzeć się temu, przestraszyła się i odskoczyła. Było to ciało martwej wilczycy, leżało w kałuży własnej krwi, z jej boku wystawały zaostrzone kije, dziurawiące jej ciało. Nagle znikąd pojawiły się inne wilki i stwory zwane ludźmi, rozgorzała walka. Większość czworonożnych braci ginęła, nie mieli szans, ale walczyli do ostatku sił. Gdy tak się temu przyglądała, w pewnym momencie poczuła, że coś chwyta ją za łapę. To ta wilczyca, nagle ożyła. Popatrzyła w jej oczy i z żalem zapytała ,,Dlaczego nas nie ochroniłeś?’’.
Po wypowiedzeniu tych słów wszystko się rozmyło, zatopiło w czarnej wodzie. Obudziła się jak zwykle z krzykiem, rzucając we wszystkie strony.

– Yrsa! – zawołałem do czarno-białej wadery, szamotającej się we śnie. Leżała z zaciśniętymi powiekami, krzycząc niezrozumiałe dla mnie słowa. Podszedłem do niej, chcąc ocucić ją z tego koszmaru, lecz wtedy z jej łap wystrzeliła lodowa igła, która niebezpiecznie szybko zbliżyła się w kierunku mojego ciała, rosnąc w ogromny sopel na surowej skale. Tuż przed moim gardłem przezroczysty, lodowy szpikulec zatrzymał się a wilczyca się nieco uspokoiła, po czym zaczęła powoli otwierać oczy.

Wciąż jeszcze przez chwilę rzucała się przez sen i krzyczała, a gdy otworzyła oczy, były nieobecne, bez źrenic. Potrzebowała chwili by się uspokoić i zyskać świadomość. W końcu jej wzrok wrócił do normalności, nie był już pusty. Widok który zastała po przebudzeniu tylko bardziej ją zszokował, sople lodu od razu pękły i rozkruszyły się na proch. 
- P-Przepraszam! - wydusiła, patrząc na basiora zmieszanym, przepraszającym wzrokiem, pochyliła uszy i skuliła się.

Gdy lód rozkruszył się, mogłem w końcu przełknąć ślinę. Odsunąłem się ostrożnie, nie chcąc, aby wadera nie zauważyła tego. Była lekko roztrzęsiona a jej wzrok błądził. Okiem zwykłego wilka wyglądała na opętaną, lecz ja nie czułem wobec niej takiego odczucia. Odnosiłem wrażenie, że teraz obawia się własnej mocy, zwłaszcza, że żywioł Lodu jest nieokiełznany i lekko kapryśny. Yrsa miała siłę zawładnąć nad nim, lecz, w takich momentach jak te, żywioł przejął kontrolę nad nią, najpewniej chcąc ją chronić. 
– Wszystko w porządku? – zapytałem cicho i spokojnie, powoli zbliżając się w kierunku wadery. Jej ciało nadal lekko drżało. Spojrzała na mnie jak przerażony szczeniak na widok ludzi idących w jego stronę, niosąc żelazną broń, by go zgładzić. 
– NIE ZBLIŻAJ SIĘ DO MNIE! – krzyknęła, po czym szybko wybiegła z mojej jaskini wprost przed siebie. Nie myśląc wiele, pobiegłem za nią.

Będąc nadal w szoku wybiegła z jaskini gdy tylko zaczął się zbliżać. Czuła się w winna, że znów nie zapanowała nad swoim żywiołem, tylko wziął nad nią kontrolę i do tego mogła zrobić komuś krzywdę. Było ciemno, na niebie nie było księżyca ani gwiazd. Biegła na oślep niewiele myśląc, czuła tylko zimną glebę pod jej łapami, ocierające się o wilgną trawę. Dopiero zatrzymał ją głęboki dół, do którego prawie wpadła ześlizgując się, ale szybko zaczęła wdrapywać się na górę.

Nastała noc, więc mogłem wznieść się w powietrze, szukając Yrsy. Martwiłem się o nią, zwłaszcza, że ostatnio dużo się działo w lesie, w którym zniknęła. Ostatnio nawiedziły go wiwerny, które wyrządziły sporo szkód - zabiły one żyjącą tam zwierzynę oraz zniszczyły teren. Na szczęście były to młode osobniki, które szybko odleciały. Wróciłem do rzeczywistości, kierując się na wschód. Leciałem nad koronami drzew, lecz nigdzie nie widziałem znajomej, smukłej sylwetki. Nagle coś zauważyłem i zniżyłem lot, lądując niedaleko dużego dołu, które wypaliły gady. Yrsa zdążyła już wygramolić się z tarapatów, lecz poczułem swego rodzaju ukłucie winy... 
 Przepraszam...  powiedziałem na powitanie. Srebra wilczyca milczała, a ja cierpliwie czekałem. Chciałem, aby została w moim Klanie, ale siłą nie będę jej trzymać. Czułem coś do niej, lecz nie chciałem, aby okazało się to szczenięcym zauroczeniem a co gorsza - nieodwzajemniona.

Ryzyko upadku otrzeźwiło nieco jej umysł. Gdy ponownie wdrapała się na szczyt, starała się na nowo złapać równowagę. Nagle zauważyła jak z nieba, spomiędzy mroku szybuje do niej alfa. 
- Przepraszasz? - Po chwili milczenia spytała i pochyliła łeb na bok w głębokim zdziwieniu. - Przecież to ja prawie zrobiłam Ci krzywdę. Cofnęła się, chciała zrobić parę kroków jednak szybko musiała zawrócić, ponieważ znów zaczęła tracić grunt pod łapami, nadal stojąc naprzeciw przepaści. Bała się kolejnej konfrontacji, że znów nie zapanuje nad sobą, a jej sen wciąż hulał jej w głowie, wciąż jeszcze słyszała te szepty.

Zastanawiałem się co zrobić z Yrsą. Z jednej strony chciałem, aby spędziła noc w mojej jaskini, a nie na zewnątrz, lecz z drugiej strony bardzo się bała, że ten... incydent się powtórzy. 
 Co się stało?  zapytałem subtelnie, lecz wprost. 
 Co?  zapytała wadera, lekko zbita z tropu. 
 Wtedy, u mnie w jaskini... Śnił Ci się koszmar...? 
Lodowa wilczyca chwilę myślała nad odpowiedzią. Wyraźnie biła się z myślami. 
 Widziałam... wojnę... ludzi... i... i... 
Nic nie mówiłem, pozwalając waderze samej mówić, lecz poczułem ucisk w sercu. 
– ...i jakąś martwą waderę. Zadała mi pytanie... 
Ucisk zmienił się w tysiące maleńkich igieł, sprawiając, że moje serce o mało nie zamarło. 
 Mówiła coś? 
 Tak... Zapytała dlaczego nas nie ochroniłeś? 
Nie chciałem zamykać oczu, aby nie przywołać widoku martwego ciała Iossy. Wziąłem głęboki wdech. 
 Widzisz linie czasu? 
Chwila trwała wieczność a jego pustkę wypełniała głucha cisza.
 Tak. 
Myślałem co odpowiedzieć. Yrsa unikała mojego spojrzenia, najpewniej zawstydzona swoim darem widzenia. Przydałby mi się ktoś taki... Lecz odłożyłem swoje przemyślenia na temat przyszłości, biorąc kolejny, głębszy wdech, szykując się na coś, co wymaga dużej odwagi... Mam nadzieję, że nie odwróci się ode mnie... 
 To była moja najmłodsza siostra...

Yrsa? Teraz Twój ruch, Akos się niecierpliwi xd

poniedziałek, 12 lipca 2021

Brak komentarzy

Od Akosa cd. Yrsy – "Na łasce bogów"


Popatrzyłem na dar – pięknie rzeźbiony kawałek lodu w kształcie księzyca w pierwszej kwarcie. Na jego powierzchni dostrzegłem delikatne żłobienia wewnątrz półprzeźroczystej bryły odcieniu śnieżnej bieli – tworzyły one subtelny wzór złożony z różnego rodzaju zawijasów, co wyglądało przepięknie. Wziąłem owy podarunek do łap, sprawdzając jego wagę oraz temperaturę. Lód był przyjemnie chłodny w dotyku a ważył tyle co nic. 
Spojrzałem na urodziwą waderę, która nadal kłoniła się przed nim, zupełnie jakby był bogiem.
– Powstań – nakazałem władczym tonem. Piękna wadera wstała chwiejnie na swoich nogach, lecz dumnie utrzymała swoją posturę.
– Niniejszym przyjmuję Twój dar i tym samym ogłaszam, że od tej pory jesteś członkinią Klanu Wilczej Paszczy!
– Dziękuję ci, panie…
– Mów mi Akos. – I sprzedałem jej swój najlepszy uśmiech, mając nadzieję, że nie wyglądam jak głupi wilk szczerzący się do urodziwej wadery. – Chodźmy, poszukamy Ci Twojej nowej jaskini.

•❅──────✧❅✦❅✧──────❅•


– Co myślisz o tej? – zapytałem, wchodząc do pierwszej lepszej wolnej jaskini. Nie wyglądała na zamieszkałą, tak więc dokładnie sprawdziłem, wąchając większość powierzchni jaskini. Żadnego zapachu, zupełnie, jakby wszyscy zapomnieli o jej istnieniu. Yrsa ledwie trzymała się na nogach, lecz szła równo ze mną, zupełnie jakby nie chciała dać po sobie poznać, że kilka dni temu uniknęła śmieci, rozbijając się o skały przy wodospacjie Fjellkrystal czy z wychłodzenia. Uzdrowicielka przestrzegła mnie, abym miał na nią oko. Wziąłem sobię tą cenną radę do serca, choć Antilia nie musiała mnie o to prosić – i tak miałem ją na oku. Wadera ostrożnie weszła do środka, rozglądając się ostrożnie. Widać było, że jest niepewna i nie dziwię. Dopiero co znalazłem ją na brzegu i oprócz mnie i Antilii nie znała nikogo więcej. I z tego co wiem, rozmawiała jedynie ze mną…
Yrsa podeszła do każdego z kątów i obejrzała je, widząc swego rodzaju poczucie bezpieczeństwa w jej oczach, ale również niepewność. Coś, co przypominało strach.
– Ta jaskinia będzie idealna – powiedziała, delikatnie unosząc wargi do góry na znak uśmiechu.
– Dobrze, pójdę po jakieś jelenie skóry żebyśmy nie spali na surowej ziemi. – Już miałem wyjść z jaskini, kiedy wadera zawołała mnie po imieniu. Odwróciłem się i zaczekałem na pytanie, którego się spodziewałem.
– Dlaczego powiedziałeś “spali”, w liczbie mnogiej?
– Bo nie chcę, żebyś znowu trafiła do uzdrowiciela. Dlatego, za Twoim pozwoleniem, chcę przenocować z Tobą w Twojej nowej jaskini. – Uśmiechnąłem się szeroko.


Yrsa? Tak, wiem, czterech liter nie urywa x3


niedziela, 4 lipca 2021

Brak komentarzy

Od Yrsy cd. Akosa ,,Na Łasce Bogów''

Obudziła się mocno wzdrygając. Jak zwykle w snach niepokoiły ją tajemnicze, szepczące mary. W jej zaspanych oczach zniknął strach, by zawitać na nowo jak tylko się rozejrzała. Nie rozpoznawała zapachów ani miejsca w którym się znajdowała, było jej zupełnie obce. W pewnej chwili dostrzegła, że zbliża się do niej wadera, której futro było w kolorach bezchmurnego nieboskłonu, a z jej grzbietu wyrastały skrzydła. Yrsa nadal na leżąco, przybrała pozycje obronną, w której chowała brzuch, by nie mogła jej ciężko zranić. Ta jednak spokojnie podeszła, bez złych zamiarów, by opatrzyć ranną przy czym wypowiadając pierwsze słowa.

- Witaj, nazywam się Antilia. - przedstawiła się. - Słyszałam, że spadłaś z wodospadu Fjellkrystal, to cud, że przeżyłaś. - podjęła z nutą zaskoczenia w głosie. Nie było w tym ani grama podziwu, zdawała sobie sprawe z tego jakie to było niebezpieczne. - Jak Cię zwą? Skąd pochodzisz? - Skończyła na pytaniach, nienachalnie.

Yrsa nie odpowiadała. Bacznie obserwowała i analizowała każdy ruch nieznajomej wadery. Trudno się jej dziwić, była ranna, w kompletnie obcym jej miejscu, wśród obcych. Była wystraszona i nie ufała nikomu. Pozwoliła się opatrzeć, ale nie chciała z nikim rozmawiać, przynajmniej póki nie dojdzie do siebie.

- Rozumiem, nie chcesz rozmawiać. - Pokiwała głową. - No nic, ja skończyłam na dziś. Gdy tylko będziesz wystarczająco silna, będziesz mogła porozmawiać z naszym przywódcą. Na razie jeszcze odpoczywaj. - Uśmiechnęła się życzliwie po czym odwróciła się i odeszła.

,,Przywódcą?'' - pomyślała Yrsa. ,,Chyba wkroczyłam na tereny jakiejś watahy. Opatrzyli mnie, dali mi schronienie nad głową... ale jeśli tylko dadzą mi jeden powód do ucieczki, to się nie zawacham.''

Yrsa miała sporo czasu na rozmyślania, szczególnie, że nie chciała z nikim innym rozmawiać, ale nikt też nie chciał jej niepokoić. Wszyscy przechodzący wiedzieli, że czeka na rozmowę z przywdódcą stada.

Mijał dzień, zbliżał się wieczór. Powoli wstała, chcąc rozprostować zastane kości. Jeszcze nie miała za miaru nigdzie się wybierać, ale miała swój przydzielony mały kącik po którym zaczęła się przechadzać w koło. W pewnym momecnie jednak poczuła zmysłami, że ktoś jeszcze wszedł do jaskini. Minęło kilka chwil, a ujrzała zbliżającego się do niej dość dużego, postawnego basiora. Jego futro miało ciemny kolor, podobny do ciemnych szafirów. Był przystojny, to trzeba przyznać, jednak nie o tym w tej chwili myślała Yrsa. Jego postawa raczej nie wskazywała na złe zamiary, a najbardziej jej uwagę skupiło to, co trzymał w paszczy. Jej nozdrza wypełnił smakowity zapach upolowanej świerzej dziczyzny. Z jej żołądka automatycznie wydobył się dźwięk, co przypomniało jej jak bardzo jest głodna. Nie była nawet świadoma tego, że patrzy na mięso z lekko rozdziawionym pyskiem, brakowało tylko tego, by ciekła jej ślinka.

- Dzień Dobry - przywitał się, zaraz po odłożeniu kawałka mięsa na skaliste podłoże i siadając na przeciwko wadery. - Na imię mam Akos i jestem alfą Klanu Wilczej Paszczy, na terenie której się znajdujesz. Czy mogę poznać Twoje imię?

- Yrsa. Mam na imię Yrsa. - Odpowiedziała, cały czas wpatrując się w dziczyzne. Po tylu dniach bez jedzenia odpowiedziałaby na prawie każde pytanie, byle tylko móc zjeść.

- Yrsa.. Ach no tak, przepraszam, śmiało, jedz. - Zauważył jej spojrzenie i od razu podsunął kawałek pod jej łapy.

Ta tylko spojrzała na niego, po czym od razu rzuciła się na mięso i zaczęła je łapczywie pochłaniac, jakby nie jadła od wieków, a właścicie to tak było.

- A więc Yrso... ładne imię. - Uśmiechnąl się na chwilę pod nosem. - Powiedz mi, skąd pochodzisz?

- Pochodzę z Dalekiej Północy, byłam córką alf w Klanie Wilczego Pazura. - Mówiła w przerwach między kłapnięciami i przełknięciami. - Odeszłam stamtąd, a wkrótce w celu znalezienia pożywienia zapuściłam się na ludzkie tereny. Uciekając wpadłam do silnego nurtu rzeki, który porwał mnie aż do wodospadu. I tak się tu znalazłam. - Kończąc opowieść, tak samo skończyła jeść. Nie powiedziała całej prawdy, ale wyznanie, że została wygnana mogłoby tylko ją pogrążyć w tej chwili.

- Na ludzkie tereny? Musiałaś być naprawdę głodna... - Odparł nieukrywając swojego zaskoczenia. - Jeśli tego potrzebujesz możesz z nami zostać. Nie masz teraz swojego domu, nie wnikam w to dlaczego odeszłaś ze swojego Klanu, jeśli będziesz chciała, to sama mi kiedyś o tym powiesz.

Dopiero gdy skończyła się posilać dokładniej przyjrzała się basiorowi. Nagle osłupiała, jej oczy zrobiły się całkiem puste. Doznała wizji. Widziała w niej wojowników idących na polowanie, gaworzące ze sobą wadery i brykające szczenięta przy skale, a u jej szczytu postawnego basiora, a jego futro miało ciemny kolor, podobny do ciemnych szafirów. A u jego boku była Yrsa.

Nagle ocknęła się i wtedy już wiedziała. Stanęła przed nim na czterech łapach i ukłoniła się.

- Panie, uratowałeś mi życie. W podzięcie i w imię przysięgi składam Ci oto ten dar. - przesunęła łapę a spod niej ukazał się naszyjnik, amulet. Był on z lodu, w kształcie księżyca. Niewiadome jest skąd wiedziała, że powinien przybrać taki kształt, ale ona po prostu to wiedziała, tak już miała. Lód ten już nigdy się nie roztopi. - który ma być symbolem mojej lojalności. - czekała na znak, przed tym aż się wyprostuje.

Akos? 
Brak komentarzy

Od Akosa cd. Yrsy - "Na łasce bogów".

 Dlaczego nas nie ochroniłeś?

Obudziłem się z krzykiem, budząc się z tego samego koszmaru co zawsze. Przetarłem oczy, chcąc się pozbyć widoku zakrwawionych zwłok mojej młodszej siostry. Mineło tyle czasu a nadal miewam te koszmary. Westchnąłem. Były one uporczywe i często nie dawały mi spać. Postanowiłem wyjść na spacer, aby ukoić skołatane nocną zjawą nerwy. Może znajdę te zioła o których ostatnio mówił mi Yareen? Albo znajdę jego samego…?

Wyszedłem na zewnątrz, wciągając w płuca zimne powietrze. Mimo, że było już późna wiosna, noce bywały chłodne. Mi to jednak nie przeszkadzało. Uwielbiam takie dni, a raczej noce, w których chłodny wiatr targa moją ciemną sierść a niektóre pasma lśnią srebrnym blaskiem księżyca, który chylił się ku zachodowi. Niedługo noc, nad którą sprawuję pieczę, zostanie zastąpiona przez dzień, który należy do mojej siostry, Isobel. Spojrzałem w górę, wpatrując się w księżycową tarczę, która lśniła sreprzystym blaskiem. Czułem, jak moja moc powoli rośnie w siłę, zasilając moje zasoby. Żywioł nocy ma swoje plusy i minusy, pomyślałem, idąc przed siebie. Przede wszystkim mogę korzystać ze swoich nocy jedynie w nocy, rozmyślałem, ale za to mam większą moc od innych wilków, ponieważ jestem w stanie kontrolować inne żywioły kontrolujące noc. Minąłem wiekowe drzewa, rzucajace ciemny cień na białawą trawę. Omijałem wysokie krzewy owoców leśnych oraz inne paprocie. Natura szykowała się do wydania owoców na lato i jesień. Uśmiechnąłem się pod nosem, w myślach dziękując bogini Innhild za taki dar. Sądzę, że tegoroczne łowy będą bardzo udane. Czemu nie pousić się o modliwtę do Najwyższej Łowczyni, aby powiększyć ilość zdobytego mięsa? 

Tak się zamyśliłem, że wpadłem na jakiegoś wilka.

– Przepraszam! – wypaliłem, z hukiem wracając do rzeczywistości. Naprzeciw mnie była Antilia, podnosząca się z ziemi. Gdy wstała, otrzepała się z kurzu oraz suchej ziemi, jaka osiadła na jej białym futrze. Ostatnimi czasy nie było tutaj żadnych opadów, tak więc ziemia w niektórych miejscach jest tak sucha, że jej pył unosi się przy każdym kroku. Delikatnie uniosła swoje skrzydła i poruszała piórami, chcąc pozbyć się brudu z nich. Gdy skończyła, spojrzała na mnie i uśmiechnęła się ciepło.

– Nic się nie stało… – powiedziała. – Coś się stało?

Zastanawiałem się, czy powiedzieć jej prawdę. W końcu jest uzdrowicielką, więc może dałaby radę pomóc mi z tymi koszmarami…

– Wszystko gra. – Czułem się głupio, okłamując tak miłą waderę. Jednak wolę zachować kilka tajemnic dla siebie. – A u ciebie?

– Jest okej. Musiałam poszukać pewnego zioła a nie miałam serca budzić Yareena czy Pandory… Mam kłopoty ze snem, więc zebrałam trochę kozłka lekarskiego.

Cholera! Mógłbym poprosić ją o garść tego zioła… Teraz byłoby głupio się tłumaczyć…

– Nie będę zawracać Ci głowy. Miłej nocy!
– Nawzajem. I coś czuję, że niedługo znów się spotkamy!

– Obym znowu na ciebie nie wpadł – odpowiedziałem a po cichym lesie echem rozniósł się szczery śmiech wadery. Ruszyłem przed siebie, spacerując sobie. Dotarłem do jednej z odnóg rzeki Isfjell. Woda cicho szumiała, a płynąć dalej, niosła ze sobą energię żywiołu kontrolując równowagę w naszym świecie. Zamknąłem oczy i wziąłem głęboki wdech. Słyszałem jedynie szum strumyka oraz delikatny wiatr poruszający zielonymi liśćmi. Skupiłem się na swojej mocy, pozwalając, by światło księżyca zwiększało ilość energii, która znajdowała się we mnie. Czułem moc wody, która przepływała obok mnie; siłę wiatru, który targał moją sierścią; wolę ziemi, po której stąpie.
Lecz nagle wyczułem coś obcego, nieznanego.

Wilk.

Szybko wstałem i uniosłem głowę do góry, zaczynając węszyć. Jednak fizyczny zmysł niczego nie wykrył. A ja jestem pewny, że wyczułem obcego…

Ponownie zamknąłem oczy, skupiając się na swoim żywiole. Czułem siłę, która niemalże rozpierała mnie od środka. Poskromiłem jednak tą szalejącą moc i przywołałem stan, w którym wcześniej się znajdowałem. Znowu poczułem tego wilka, jednak wydawało mi się, że jego ciało słabnie z każdą chwilą. Skupiłem się, chcąc odnaleźć go. Gdy widzę kogoś potrzebującego i jestem w stanie mu pomóc, robię to bez wahania. Isobel czasami marudzi, że mam za miękkie serce. 

Nagle zobaczyłam wodospad Fjellkrystal. To tam musi być ten wilk.

Skoczyłem do góry i po chwili zacząłem lewitować w powietrzu, kierując się na wschód, w stronę majestatycznych kaskad. Podczas lewitacji wyglądam jakbym biegł w powietrzu, co też robiłem. Umiem unieść swoje ciało bez żadnego ruchu, lecz takie bieganie przyspiesza lot. Dzięki temu szybko znalazłem się na miejscu.

Rozejrzałem się po brzegu w poszukaniu czegokolwiek, co miało sygnalizować obecność jakiegokolwiek wilka. Niespodziewanie coś dostrzegłem. Błysk jakiegoś metalu na drugim brzegu. Przeskoczyłem brzeg, używając lewitacji do tego, i ostrożnie podszedłem do nieznajomego.

A raczej nieznajomej.

Była drobna i bardzo chuda a jej futro miało czarno-białe kolory, przyozdobione błyskotkami, które delikatnie lśniły w srebrzystym świetle zachodzącego księżyca. Zaraz nastanie dzień, muszę się pośpieszyć. Jednak nim zabrałem ją ze sobą do jaskini uzdrowicielki, sprawdziłem, czy na pewno potrzebuje pomocy i nie udaje rannej. Miała kilka ran ciętych oraz siniaki niemalże wszędzie. Upewniwszy się, że jest nieprzytomna, wziąłem ją na grzbiet i poleciałem na zachód.


•❅──────✧❅✦❅✧──────❅•

– Naprawdę nie sądziłam, że tak szybko się spotkamy – powiedziała Antilia na powitanie. Gdy tylko zobaczyła moją pasażerkę, mina z radosnej zmieniła się na poważną.

– Co się stało? – zapytała, biorą ode mnie nadal nieprzytomną wilczycę.

– Znalazłem ją przy wodospadzie Fjellkrystal – odpowiedziałem.

– Nie wygląda najlepiej… – Położyła waderę niedaleko źródełka, z którego biła źródlana woda. Strumyczek, który wypływał z jej jaskini biegł głęboko pod ziemi. Uzdrowicielka położyła czarno-białego wilka na prawym boku, po czym zaczęła dokładnie oglądać rany. Po kilku chwilach wydała werdykt.

– Powinna przeżyć, o ile bogowie jej na to pozwolą. Mam wystarczającą ilość ziół, które powinny pomóc jej wrócić do zdrowia.

– Dobrze. Informuj mnie, gdy coś się będzie z nią działo.

Biała wilczyca kiwnęła głową i zajęła się swoją pacjentką. Ja natomiast wyszłem, chcąc omówić ze swoją siostrą przebieg dzisiejszego dnia. 


•❅──────✧❅✦❅✧──────❅•


Po kilku dniach nieznajoma wadera obudziła się. Była mocno wystraszona i lękliwa w stosunku do wszystkich. Nie mówiła nic, tylko bacznie obserwowała, gotowa do ucieczki. Spokojnie dała się opatrzeć Antilii, lecz czujnie badała i analizowała każdy jej ruch. Kiedy skrzydlata wadera zdecydowała, że jest już wystarczająco silna, aby ze mną porozmawiać, poprosiła, abym przyszedł. Na prezent wziąłem kawałek świeżej dziczyzny – mojego ulubionego mięsa. Jedzeniem nikt nie pogardzi. 

Wszedłem do środka jaskini, mijając Antilię, która kiwnęła głową. Zostawiła nas samych, uznając, że lepiej będzie, gdy porozmawiam z nią w cztery oczy.
– Dzień dobry – przywitałem się, siadając na przeciwko wadery lecz nie blokując całkowicie wyjścia z jaskini. – Na imię mam Akos i jestem alfą Klanu Wilczej Paszczy, na terenie której się znajdujesz. Czy mogę poznać Twoje imię?


Yrsa?


niedziela, 7 marca 2021

Brak komentarzy

Od Yrsy Do Akosa ,,Na łasce bogów''

 Pochodzi ona z Dalekiej Północy, gdzie panuje wieczna zima. Urodziła się jako córka alf tamtejszego Klanu Zimnego Pazura, niestety jako najsłabsza z miotu. Wychowanie w klanie było okrutnie surowe, miało ono przygotować młode wilki do życia w trudnym, zimnym, górzystym terenie. Już od urodzenia o ich losie decydowała rada starszych. Słabe, kalekie szczenięta porzucano. Jednak Yrsa była wyższego pochodzenia, córką alf, więc nie ośmielono się skazać jej na śmierć. Nie znaczy to, że miała łatwiej. Była nieakceptowana przez własnych rodziców, a nawet rodzeństwo. Nie tylko ze względu na swoje zdrowie, ale i zdolności. Pewnego razu, gdy już wyrosła i była dwu letnią waderą, przewidziała śmierć własnej matki. Ojciec na początku nie uwierzył jej, ale gdy przeznaczenie w końcu się dokonało, znienawidził córkę, uznał ją za współwinną i skazał na wieczne wygnanie. W tamtych terenach, dla tak słabej wilczycy było to jak skazanie na śmierć. Błąkała się tak kilka dni, w końcu głód dawał się we znaki. Na jej szczęście, a może jednak nie, znalazła niewielką ludzką osadę. Była zdziwiona, gdyż na tych terytoriach spotkanie człowieka było niezwykłą rzadkością. Bała się, jednak jej głód był tak wielki, że postanowiła podjąć się ryzyka i nocą podkraść jedzenie. 

Po kilku godzinach słońce zaczęło zachodzić, a ona wyszła z kryjówki i zakradnęła się do stodoły. W pomieszczeniu znajdowało się stado wołów, które jak tylko zobaczyło wilka, spłoszyło się, robiąc wielki hałas. Największy samiec stawił jej czoła, jednak w pojedynkę nie miała z nim szans. Zaczęła odwrót, ale mieszkańcy już zbudzili się przez hałas dobiegający ze stodoły i pędzili w jej stronę. Uciekała w stronę rzeki, słysząc za sobą świsty pierwszych strzał. Była osłabiona, doganiali ją. Nie miała wyboru więc skoczyła prosto do rzeki, a jej silny nurt ją porwał. Długa linia rzeki Isfjell prowadziła na koniec do wodospadu Fjellkrystall. Yrsa próbowała się ratować, jednak nurt był zbyt silny. Runęła w dół z krzykiem i cudem nie rozbiła się o skały. W końcu woda wyrzuciła nieprzytomną, wycieńczoną i zmarzniętą waderę na brzeg. Jej życie zależało teraz od kapryśnych decyzji bogów. Albo ktoś ją znajdzie i uratuje, albo umrze z wycieńczenia. 

Akos? Taki krótki wstęp do naszej historii.