Pora roku:

Pora roku: Początek Zimy.
Jeśli śnieg utrzymuje się dłużej niż kilka dni, możemy zacząć mówić o początku zimy. Temperatura powietrza jest coraz niższa, należy uważać na poranne przymrozki. Cienka warstwa śniegu przyjemnie skrzypi na każdym kroku lecz aura nie zachęca do wyjścia – cały czas jest pochmurnie i pada, czy to deszcz czy to śnieg. Życie w lesie zamarło na czas zimy – jedynie kilka gatunków zwierząt, nie udających się w cieplejsze rejony, zostały wśród gołych drzew, żyjąc jak gdyby nigdy nic. Nawet niektóre niebezpieczne stworzenia, nawet te z Djevelskogu, ograniczyły swoją aktywność, co nie znaczy, że należy tracić czujność. Nie zaleca się wycieczki w wysokie góry, nawet skrzydlatym wilkom, ze względu na ryzyko zejścia lawiny i silne, północne fronty powietrza niosące masę zimnego powietrza.

Menu pionowe i populacja (na samym dole)

Informacje
Oficjalna data otwarcia: 08.03.2021

POPULACJA: 9
W tym NPC: 3

Wadery (♀): 5
Basiory (♂): 4
Szczenięta: 0

LICZBA ZMARŁYCH WILKÓW: 0
LICZBA PAR: 0

Następne postarzenie: 21-23.02.22
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Morza Szept. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Morza Szept. Pokaż wszystkie posty

środa, 29 września 2021

Brak komentarzy

Od Yareena cd. Tsunamiego ,,Morza szept”

Znacie to uczucie w snach, że coś czai się w mroku, obserwuje was i czeka, aż się odwrócicie, aby zaatakować, ale kiedy znowu się odwracacie, tego nigdzie nie ma, a uczucie pozostaje? Niestety większość moich snów opierała się na tym odczuciu. Wszędzie ciemność, żadnego światła – skąd miało by się pojawić, skoro nawet nie wiem, jak ono ma wyglądać? 
A kojarzycie to uczucie, kiedy nie możesz biec? Chcesz uciec, goni cię jakiś stwór, ale coś cię ciągnie do tyłu, nie możesz się ruszyć, albo biegniesz w zwolnionym tempie i nie możesz przyspieszyć. Nigdy tak nie miałem. Zawsze mogę biec, najszybciej jak mogę, ale co z tego, kiedy nie widzę gdzie? O wszystko się potykam, nie mogę wyczuć co jest wokół mnie, a za każdym razem, kiedy myślę sobie „Spokojnie, nie ma się czego bać, nie musisz uciekać”, coś mnie nagle atakuje. Nie wiem co to, wydaje odgłos podobny do warczenia i śmierdzi siarką. Zawsze jest mi gorąco, jakby wszędzie palił się ogień, a tajemniczy stwór rzuca mną we wszystkie strony. Kiedy łamie mi kark, łapy, żebra, rozrywa na pół, albo miażdży, budzę się. Dopiero na samym końcu wracam do rzeczywistości i od razu rezygnuje z samotnego legowiska. Na pół przytomny wracam do śpiącej pod ścianą Pandory i wchodzę pod jej skrzydło. Wtedy przestaje się trząść i nie zasypiam przez długi czas. Ciągle rozmyślam o stworach, o ciemności, o bólu, który jest niewiarygodnie prawdziwy jak na sen. Zawsze się zastanawiam, czy nie śnie na jawie. Raz nawet zażartowaliśmy, że to Pandora mnie w nocy kopie i dusi – o dziwo ta myśl mnie lekko uspokoiła, przynajmniej nim się nie utopiłem w następnym śnie. 
- Dzisiaj potrzebuje Anafalisa, mozge, krucjatę, krwawnice, tasznika, wielosiła i mięte – wymieniła mi składniki, które miałem jej przynieść, część do maści leczniczych, część po prostu do magazynu. W tym czasie samica nałożyła mi torbę, którą zszyła po ostatnim pożarze w lesie i kontynuowała zamiatanie podłogi w jaskini, za pomocą ogona. – Wiesz gdzie szukać, prawda? – skinąłem głową. To było bardziej stwierdzenia niż pytanie, doskonale znałem te kilka roślinek. Ruszyłem na pobliską łąkę. Późna wiosna idealnie nadawała się na porę do zbierania potrzebnych nam składników. Pogoda również dopisywała: słońce, gdzieniegdzie białe cumulusy i delikatny wiatr. Nie zapowiadało się na deszcz, zamiast niego słońce dawało się we znaki. Niby to nie było lato, ale kiedy stałem w środku promieni słonecznych, futro się nagrzewało. Idąc na polanę, wiedziałem, że w pobliżu była plaża i morze. Zapominając na moment o obowiązkach, ruszyłem dalej, aby napić się wody. Nie bywałem tu często, ale Pandora pokazała mi dobre miejsce do picia wody. Lekkie, kamieniste wzniesienie, a pod nim głębokie dno. Wydawało mi się, że szedłem w dobrym kierunku. Miałem zrobić jeszcze dwa kroki, kiedy straciłem kontakt z podłożem. Nie miałem pojęcia, czy wzniesienie zostało zmyte z czasem, czy to ja pomyliłem miejsca, ale gdyby ktoś mnie nie wyciągnął z wody, nie wiem, czy bym sobie poradził.
- Po co ci to było? – usłyszałem spokojny, obcy głos. Westchnąłem i otrzepałem się z wody, kaszląc jednocześnie, aby pozbyć się resztek wody z płuc.
- Dziękuje za pomoc. Nie widziałem po prostu brzegu – wyjaśniłem i poprawiłem mokrą torbę, zastanawiając się, czy jest sens wsadzać do niej rośliny.
- Nie widziałeś? – pokręciłem głową. Przez moment panowała między nami cisza. Czułem, jak obcy wilk mi się przygląda. – Ah… - nie dałem mu dokończyć.
- Jesteś nowy? – zapytałem, nie znając jego „wodnego” zapachu i głosu. 
- Tak, nazywam się Tsunami.
- Yareen – przedstawiłem się. – Jeszcze raz dziękuje za ratunek. Powinienem wracać do obowiązków i zebrać zioła – po chwili kaszlnąłem. Najwyraźniej zimna woda średnio mi przysłużyła.



<Tsunami?>

sobota, 25 września 2021

1 komentarz

Od Tsunamiego Do Kogoś – „Morza szept”


− Wypłynąłem na przestwór suchego oceanu… − mruczałem skrobiąc pazurem w desce tratwy, na której dryfowałem − Nie! Chwila, to nie to… − zaskomlałem niezadowolony z zacytowania niewłaściwego tekstu – i dlaczego cytuję jakiś dwunogów?! – mewa która siedziała na moim grzbiecie zaskrzeczała z wyraźnym niezadowoleniem. Przykryłem uszy łapami, chcąc wygłuszyć nieco otoczenie. Wstałem i rozkładając płetwę na grzbiecie zrzuciłem z siebie niewdzięcznego ptaka. Mogę przysiąc, że słyszałem, jak na mnie fuknął obrażony. Skrzywiłem się słysząc ponownie niechciany hałas. Ach moje biedne uszy…
– Nie znasz się na sztuce, ani na łowieniu ryb. Powinieneś mi być wdzięczny i nie komentować. – Spojrzałem na stworzenie swymi jasnoróżowymi oczyma. Zbliżał się przypływ, a po nim nadejdzie odpływ. Ląd który dostrzegłem z oddali będzie bogatszy o nowe, ciekawe znaleziska. W sam raz do mojej kolekcji, którą o dziwo udało mi się zapakować do fragmentu starego, czarnego żagla. Ludzie nie dość że są groźni to jeszcze głupi. Kto to widział by wpływać na podwodne kratery? Nic dziwnego, że ich wymyślny wynalazek się rozsypał. Przynajmniej tyle, że mogłem zyskać ów cenny materiał, w którym trzymam swoje skarby. Uśmiechnąłem się zadowolony. Podkuliłem ogon, przysuwając bliżej siebie swój tobołek. Wzięło mnie na wspominki, a ze wzruszenia aż jedna łza spłynęła po moim policzku. Minęło kilkanaście dni, odkąd dryfowałem ku nowemu światu, od hibernacji, Gdzieś z tyłu głowy miałem zamiar poszukać sobie jakieś stada… Źle. Nie jakiegoś, tylko o konkretnych wytycznych. Ma to być stado żyjące na lądzie, ale posiadające tereny z dostępem do morza lub oceanu. Nie pogardziłbym jakąś spokojniejszą zatoczką, ale najzwyklejsze wybrzeże też nie będzie złe. Westchnąłem niezadowolony, gdy po tygodniu podróży nagle niebo ściemniało, zebrały się północne, ostatnie zimowe wiatry, a gdzieś w dali usłyszałem głośny huk grzmotu. Rozwinąłem linę, którą to miałem przymocowaną do swej tratwy, złapałem jej koniec w pysk, do tego swój tobołek i wskoczyłem do wody, która przy powierzchni była równie lodowata co powietrze, natomiast już na -8m była w miarę ciepła. Rozłożywszy płetwy ruszyłem w kierunku pobliskich skał, aby tam przeczekać burzę i zacząć szukać czegoś wartościowego dla Alfy, gdyż nie byłem przekonany co do flagi, którą zwinąłem z wraku jednego statku. *Tak… niebiesko żółte dziadostwo raczej nie przyda się Alfie, ani nie umili mu przebywania w jaskini.* ~pomyślałem po czym, zawiązałem koniec liny o podwodną skałę. Zakopałem obok niej swój tobołek w morskim piachu i ruszyłem na przeszukiwanie dna. Byłem jeszcze dość daleko od brzegu. Na oko, coś ponad 20km. Normalne granice stad, żyjących na lądzie nie zapuszczają się tak daleko w może, co pozwala mi tu na ewentualny połów. Cieszyło mnie też to, że nie znalazłem żadnych oznakowań morskich watach, co utwierdziło mnie w przekonaniu, że znajduję się na „wodach niczyich”.
Po ponad godzinie zwiedzania i upolowaniu sobie młodego, półmetrowego tuńczyka, znalazłem w drodze powrotnej do swoich szpargałów, błyszczące przedmioty. Było to kilka złotych dukatów. Przywiązanych do rzemyków. Zapewne należały do Piratów – ludzkich barbarzyńców polujących na innych ludzi. Pływali oni na swoich wymyślnych tratwach z wielkimi żaglami i malunkami czaszek na flagach. Czyżby pozbyli się swych cennych łupów? Wielce prawdopodobne. Przyjrzałem się znalezisku uważnie. Nie znalazłem żadnych śladów które mogły by sugerować, że są przeklęte, czy w jaki kolwiek sposób zaklęte. Były czyste, nieskażone żadnym rodzajem magii. *Idealna ofiara dla alfy* ~pomyślałem i zabrałem kilka egzemplarzy ze sobą. Wróciłem do swoich rzeczy, gdzie to ułożywszy się na miękkim morskim dnie zapadłem w sen.
Obudziłem się u schyłku nocy. Odmówiłem modlitwy do swych patronów, poczym zapolowałem na leniwą flądrę. Po posiłku zabrałem swoje rzeczy i ruszyłem w kierunku lądu, gdzie powinna się znajdować jakaś podwodna jama, albo większe ugrupowanie skał, mogących dać mi schronienie na następną zimę. Ku mojemu zaskoczeniu nie znalazłem niczego takiego w okolicy. Niechętnie wyszedłem na brzeg i zacząłem żmudny proces osuszania się. Biegałem w tę i z powrotem aby się nieco rozgrzać i wytrzepać z siebie resztki wody. Dostałem sporej zadyszki i ku mojemu wielkiemu niezadowoleniu zaczęły mnie piec drogi oddechowe. Na szczęście już po paru minutach mogłem przejść transformacje. Od razu zrobiło mi się nieco cieplej. Poza bólem gardła i lekkim pieczeniem w zatokach nic poważniejszego mi nie dolegało. W jakim byłem szoku, gdy z impetem wpadł na mnie pewien wilk. Na szczęście nie okazał się on agresywny. Osobnik ewidentnie się śpieszył, ale zabrał mnie na spotkanie z samym alfą. Jakże mi ulżyło, gdy Akos mnie wysłuchał. Złożyłem basiorowi przysięgę wierności i wręczyłem mu ofiarę w postaci złotego dukata na rzemyku. Oczywiście wcześniej opowiadając nieco o sobie. Mogłem dostrzec, że był nieźle zaskoczony widząc mnie. Równie zaskoczone były inne wilki z jego… przepraszam naszego klanu. Otrzymałem pozwolenie na przywłaszczenie sobie jedynej odkrytej do tej pory podwodnej jamy. O dziwo było tam niezwykle jasno, a to za sprawą luminescencji roślin i niezwykłych kryształów, które znajdowały się we wnętrzu sporej groty. Imienia wilka, który na mnie wpadł niestety nie poznałem. Był tak zabiegany, że o nim nie wspomniał i ulotnił się od razu, po zaprowadzeniu mnie do Alfy. *Zapewne się jeszcze spotkamy* ~pomyślałem, gdy kończyłem się urządzać. Po przespaniu kolejnej nocy i porannym posiłku pływałem sobie niczym krokodyl przy brzegu i zwiedzałem okolicę. Nad wodą wystawały jedynie uszy i oczy, które i tak co jakiś czas przykrywane były falami. Płetwę grzbietową złożyłem, alby nie straszyć ryb w okolicy. Po dłuższej chwili moim oczom ukazał się pewien nie rozsądny wilk, który postanowił wskoczyć w jakimś celu do wody. Ruszyłem w jego kierunku i całe szczęście bo nieszczęśnik, jak się okazało nie potrafił zbyt dobrze pływać pod morskimi falami. Złapałem pobratymca za futro na karku i wyciągnąłem go, lub ją z wody.
− Poco Ci to było? – spytałem zwyczajnym dla siebie, spokojnym głosem, na co wilk spojrzał na mnie jakbym co najmniej go zwyzywał. Zadrżałem z zimna i złożyłem ponownie płetwy, aby zapobiec uciekaniu przez nie ciepła, ale wtedy też postanowiłem się lepiej przyjrzeć szalonemu osobnikowi, który to wczesną wiosną postanowił się utopić. Okazało się że mówiłem do…

<Ktosiu?>