Pora roku:

Pora roku: Początek Zimy.
Jeśli śnieg utrzymuje się dłużej niż kilka dni, możemy zacząć mówić o początku zimy. Temperatura powietrza jest coraz niższa, należy uważać na poranne przymrozki. Cienka warstwa śniegu przyjemnie skrzypi na każdym kroku lecz aura nie zachęca do wyjścia – cały czas jest pochmurnie i pada, czy to deszcz czy to śnieg. Życie w lesie zamarło na czas zimy – jedynie kilka gatunków zwierząt, nie udających się w cieplejsze rejony, zostały wśród gołych drzew, żyjąc jak gdyby nigdy nic. Nawet niektóre niebezpieczne stworzenia, nawet te z Djevelskogu, ograniczyły swoją aktywność, co nie znaczy, że należy tracić czujność. Nie zaleca się wycieczki w wysokie góry, nawet skrzydlatym wilkom, ze względu na ryzyko zejścia lawiny i silne, północne fronty powietrza niosące masę zimnego powietrza.

Menu pionowe i populacja (na samym dole)

Informacje
Oficjalna data otwarcia: 08.03.2021

POPULACJA: 9
W tym NPC: 3

Wadery (♀): 5
Basiory (♂): 4
Szczenięta: 0

LICZBA ZMARŁYCH WILKÓW: 0
LICZBA PAR: 0

Następne postarzenie: 21-23.02.22

sobota, 8 stycznia 2022

Brak komentarzy

Od Akosa cd. Scarlett "Tajemnicza Wojna"

Patrzyłem z góry na czerwono–białą waderę. Nie ufałem jej, ale trzeba przyznać, że ma cięty język. Chodziła z gracją w niewielkiej, czystej sadzawce, cały czas obserwując moje ruchy. Była czujna oraz bardzo nieufna, cały czas analizując każdy mój oddech czy ruch. Przypomniała mi pewną wilczycę, która należy do mojego klanu. Lekko się uśmiechnąłem pod nosem. Miałem nadzieję, że umknie to czujnej uwadze wadery, która nadal była zanurzona po szyje w wodzie. 
– Czemu się śmiejesz? – zapytała, wpatrując się we mnie. Jej ogon delikatnie sunął tuż pod powierzchnią wody, o czym świadczyły subtelne ruchy jeziora. 
– Nie śmieje, a uśmiecham – sprostowałem. – Przypominasz mi kogoś… 
– Kogo? – zapytała, nieco zaciekawiona. 
– Może ją spotkasz… – odparłem tajemniczo. Spojrzałem na niebo. Niedługo nastanie dzień i warte przejmie moja siostra. Przymknąłem lekko oczy i skontaktowałem się z siostrą, szybko streszczając jej przebieg dzisiejszej nocy. Isobel jak zwykle wykorzystała moment na dogryzienie mi, używając moment, gdy zaatakowała mnie ta wilczyca i… 
Otworzyłem oczy, zrywając połączenie z Iso i natychmiast zauważyłem zniknięcie przybysza. 
Zakląłem pod nosem, po czym zacząłem poszukiwać jakichkolwiek śladów. Jest! Znalazłem zapach obcego wilka kilka metrów ode mnie. Trop prowadził mnie w stronę lasu i tam więc się udałem. Gęsty leśny busz nie pomagał mi w odnalezieniu nieznajomej, a jej wręcz przeciwnie – mogła ukryć się dosłownie wszędzie. Usłyszałem nagle jakiś szelest po swojej prawej. Położyłem uszy i przylęgłem do ziemi, skradając się do potencjalnego celu. Szelest powtórzył się, co utwierdziło mnie w przekonaniu, że to dobry moment na atak. Rzuciłem się na krzak, lecz zamiast poszukiwanej wadery znalazłam dużego, szarego zająca, który szybko czmychnął pomiędzy moimi nogami. 
Usłyszałem znajomy chichot i już wiedziałem, że moja siostra będzie miała ze mnie ubaw przez najbliższe kilka dni. Burknąłem powitanie do Isobel, która nadal miała ze mnie ubaw. 
– Jakbym nie zobaczyła na własne oczy, to bym nie uwierzyła… – pisnęła Iso między atakami śmiechu. Zauważyłem nawet, że uroniła łezkę. 
– Miło, że poprawiłem ci humor na dzień dobry – odparłem nieco oschle. Byłem zły na siebie, że dałem się zrobić jak naiwny szczeniak, oraz na siostrę, która zamiast pomóc mi szukać tej czerwono–białej wadery, stała na środku lasu i głośno się śmiała, dając jej znać gdzie się znajdujemy. 
– Nawet nie wiesz jak bardzo… – Na szczęście atak śmiechu powoli mijał i przeszła do konkretów. – Ty weź dolną partie lasu, ja będę jej szukać z powietrza. 
Kiwnąłem głową. Jako że już nastał wschód słońca, teraz moja siostra posiadała zdolność do lewitacji, podczas gdy ja musiałem chodzić twardo po ziemi dopóki nie nastanie noc. Iso wzbiła się w powietrze a ja zacząłem węszyć za intruzem. Z jednej strony wydawało się, że mówi prawdę, iż nie jest szpiegiem, lecz nie mogłem jej zaufać. Muszę bronić swoje wilki… – pomyślałem, na nowo łapiąc jej woń. 
Wtedy stało się coś niespodziewanego… 



Scar? Podpalisz las, ujawnisz się czy znalazłaś dar dla Akosa? :3

piątek, 7 stycznia 2022

Brak komentarzy

Od Yareena cd. Antilii "Śnieżny Onyx"

Gryzły. Czułem, jak wbijają we mnie te swoje małe, ostre ząbki i jak drapią, tymi swoimi długimi pazurkami. Czułem już nie tylko swąd tej dziury, w której się znajdowałem, ale również smród tych szczurów. Śmierdziały gorzej, niż cała ta przestrzeń. Ich zapach składał się nie tylko z tego, co leżało w tej jamie, ale także z obcej, zaschniętej krwi, zimnego potu, żywego mięsa oraz ‘strachu’. Tak, jakby zjadają wszystkie swe ofiary, wyżerały im uczucia, towarzyszące w tej agonii. Skreśliłem siebie za drugim ugryzieniem. Zwalanie, kopanie i gryzienie na ślepo nic nie dawało. Jeśli trafiłem, one wracały. Było ich więcej, a ja byłem sam. Nie widziałem niczego, czułem jedynie duszący smród i ból. Teraz wiedziałem jak to jest być ofiarą. Gdybym wcześniej nie zabijał mojego pożywienia, a zjadał je w całości na żywca, w tej chwili bardzo bym tego żałował. Śmierć w ten sposób jest nie tylko żałosna, ale także jest torturą. Kawałek po kawałku twojego ciała odrywa się od skóry, mięsa, a w końcu od kości. Już tylko podpalenie żywcem jest równie bolesne – z tą różnicą, że podpalenie jest krótsze, od bycia pożeranym przez szczury. Z drugiej strony, one też muszą coś jeść, prawda?
Nagle coś poczułem. To było inne uczucie, niż ta cała ciemność wokół mnie. To było miłe, a nawet ‘świeże’. W mgnieniu oka zrozumiałem, że był to powiew wiatru. Był bardzo nikły, trwał dosłownie chwilę, ale go odczułem i to napełniło mnie nową nadzieję - myślami, że jednak nie umrę i nie myliłem się. Kto by pomyślał, że w takim miejscu zjawi się Antilia. 
Najpierw był wiatr, a potem dźwięk. Głos samicy odbił się echem od pomieszczenia, zaraz jej zawtórowałem. Wadera uporała się z kilkoma szczurami, a gdy ja nabrałem na nowo nadziei, również odepchnąłem ich parę. Ruszyliśmy w kierunku wyjścia, Antilia mnie prowadziła. Słyszałem jej oddech, tupot łap i szybkie bicie serca. Za sobą również wiele słyszałem: miliony małych stópek, biegnących w naszą stronę, niczym szarża potężnych bawołów. Ich piski roznosiły się wszędzie, dobiegały do naszych uszu i gdyby nie adrenalina, ich wysokie decybele oszołomiły by nas. 
Gdy znowu byliśmy na zewnątrz, a ja poczułem, jak cała moc do mnie wraca, nie miałem praktycznie czasu, by się „rozejrzeć”. Mignęły mi jedynie jakieś duże obiekty, które ominęliśmy - od razu po wyjściu z tunelu, wzbiliśmy się w powietrze. Kulałem, przez co mój lot niczym nie różnił się od kalekiego ptaka, który na siłę próbuje wznieść się wysoko. Kto by pomyślał, że takie małe szczurki, mogą wyrządzić tyle ran – jeden może rzeczywiście by nie mógł, ale kiedy pojawiają się ich całe stada liczące po kilka setek, rzeczywistość blaknie.
- Pandora! – Antilia zawołała moją przyjaciółkę. Jej głos był przyjęty, nie wskazywał na nic dobrego. Kiedy wyczułem jej zapach, a następnie odnalazłem jej położenie, przestałem lecieć i runąłem na ziemię, zaraz obok niej. Skrzydlata pisnęła i mnie zwyzywała, mówiąc coś, abym w tej chwili się nie uśmiechał. 
- Mamy poważne kłopoty, wstawaj – nakazała. Antilia po chwili wylądowała obok nas.
- Dasz radę polecieć? – zapytała Pandorę, ale otrzymała negatywną odpowiedź. Kiedy do moich uszu dotarły kolejne dźwięki, tym razem ludzkie, zrozumiałem, czemu tak się bały. Próbowałem wstać. Wmawiałem sobie, że jeszcze trochę i będziemy bezpieczni. Przecież nie mogło to się inaczej skończyć, prawda?
- Antilia – odezwała się Pandora. – Zabierz go stąd – spojrzałem w kierunku głosu. Znowu spróbowałem wstać, ale z niezadowalającym skutkiem.
- A co z tobą? 
- Zaraz coś wymyśle, ale póki wiem, że coś mu grozi, to nie mogę myśleć.
- Ale…
- Już! – krzyknęła z wyraźnym zdenerwowaniem w głosie. Mówi się, że samice zostały wysłane przez diabły, aby kusiły samców. Jeśli to prawda, to Pandora czasami brzmiała jak król diabłów. Słyszeliście kiedyś jego głos? Niski, z wyraźnym drżeniem, mogącym wywołać trzęsienia, takim, któremu nie możesz się przeciwstawić, bo twoje ciało samo się buntuje. Jeśli nie, to dobrze. Ja słyszałem, niewiele razy, ale raz wystarczył, abym zapamiętał. I abym wiedział, że wtedy Pandorze nie wolno się przeciwstawiać.
Po chwili poczułem, jak Antilia chwyta mnie za kark i podnosi.


<Antilia?>

czwartek, 30 grudnia 2021

Brak komentarzy

Od Scarlett cd. Akosa "Tajemnicza wojna"

Źle oceniłam sytuację, ale nie było już odwrotu. Mogłam jedynie uciekać. Kto by się spodziewał, że akurat wtedy pomyliłam drogi i skręciłam w ślepy zaułek. Nie byłam w stanie pokonać skalnej ściany. Czułam krew pulsującą w żyłach, kolejny raz gorąco zalało moje ciało.
- Co tutaj robisz? Dlaczego mnie zaatakowałeś?! - warknął basior, przybierając przy tym postawę do ataku. - Jesteś jego szpiegiem, czy zabójcą?
Zaczął zmniejszać dystans między nami, a ja przytuliłam ciało do skały, chcąc się choć trochę ochłodzić.
- Odezwij się albo cię zabiję! - krzyknął, pokazując kły.
Serce waliło mi w piersi, a w głowie niemiłosiernie huczało.
- Ja... Nie jestem niczyim szpiegiem - wydyszałam spuszczając łeb ku ziemi. - Kierowałam się na południe...
- To dlaczego mnie zaatakowałaś? - zapytał spokojniejszym głosem. - Co tutaj robisz, hę?
- Chodzę. Po prostu chodzę. Przemierzałam tę drogę setki razy, nie zagrażam nikomu. Zresztą do tej pory nikogo nie spotkałam. Żadnego wilka - sprostowałam. - Mogę po prostu odejść? - westchnęłam.
- Nie, nie ufam ci w żadnym stopniu. Z resztą nie wyglądasz najlepiej. Twoja skóra promieniuje dziwnym światłem. Wyglądasz, jakbyś miała za chwilę...
- Spłonąć - wydyszałam za niego. - Błagam, pozwól mi iść do wody.
Nie byłam w stanie już ustać o własnych siłach. Osunęłam się na ziemię, a głowę oparłam na rogach. W powietrzu unosił się zapach przypalonej skóry.
- Nie jestem pewien, czy dasz radę dotrzeć do najbliższej rzeki. 
- Dam, po prostu mnie puść - rzekłam błagalnym tonem.
Basior przez dłuższą chwilę stał i po prostu się we mnie wpatrywał. Bił się z myślami, nie byłam zaskoczona. Nie przypominałam posturą typowej wadery. Miałam długie łapy, dobrze umięśnione ciało i przerastałam o dobre kilkanaście centymetrów pozostałe samice. 
- Biegnij, jestem tuż za tobą.
Nie wstałam od razu. Powoli rozprostowałam łapy i wyplułam krew zalegającą w moim pysku. Otrzepałam się i popatrzyłam wymownie na rosłego samca.
- Nie będę uciekać - powiedziałam.
- I tak nie masz szans - prychnął.
Ominęłam go chwiejnym krokiem i zaczęłam biec ile sił w łapach. Rozgrzane ciało działało na najwyższych obrotach, głowa mi pękałam, ale wciąż byłam świadoma tego, co się dzieje. Byłam wystraszona, jak nigdy wcześniej. Nie tylko tym, że spotkałam innego wilka, ale również stanem własnego zdrowia. Tak nie powinno być. Nic nie zrobiłam. 
Nie wiem, ile czasu spędziłam w wodzie, ale basior bez chwili wytchnienia stał na brzegu i świdrował mnie spojrzeniem. Zaczęło świtać, gdy postanowiłam opuścić wodę. Teraz mogłam mu się bardziej przyjrzeć. Miał piękną, wielobarwną sierść oraz złote oczy. Nader spokojne, choć może tylko mi się wydawało. Poczułam się nieswojo.
- Masz zamiar mnie teraz więzić, czy może zabić - bardziej stwierdziłam, niż zapytałam.
- Jeszcze nie wiem. Jak myślisz, na którą z tych rzeczy bardziej zasługujesz?
- Na żadną - parsknęłam - za wtargnięcie masz prawo co najwyżej złoić mi skórę.



Akos?
Brak komentarzy

Powitajmy Scarlett!

,,Nie możesz wiecznie uciekać przed przeszłością, skoro jesteś jej konsekwencją''

WŁAŚCICIEL: Harbi#9894 | oldsalive@gmail.com |
IMIĘ: Scarlett
WIEK: 4 lata
OPIS FIZYCZNY: Scarlett posturą nie przypomina typowej wadery. Jest wysoka, umięśniona i trochę przerasowiona, jeśli można tak powiedzieć. Ma lekko skątowany grzbiet, szeroką i głęboką klatkę piersiową oraz niesamowicie długi, bezwłosy ogon, zakończony płomienną kitą. Krótką szyję pokrywa dłuższe futro w różnych odcieniach bieli i czerwieni. Jej oczy są mętne, bezbarwne. Niekiedy stają się żółte, lecz przez większość czasu można jedynie doszukiwać się prawdziwego koloru. Na kończynach prawie nie ma sierści, przez co doskonale widać połyskujące żyły i znamiona. Kolejną niepożądaną cechą są rogi odziedziczone po matce. Na lewym łokciu ma znamię, które jest niechcianą pamiątką po przodkach.
OSOBOWOŚĆ: Scar jest mieszanką wybuchową, łączącą w sobie wady wszystkich wcześniejszych pokoleń. To oczywiście nie znaczy, że ma same złe cechy. Po prostu przeważają one w jej usposobieniu, nawet jeśli nie zdaje sobie sprawy z ich istnienia. W jej głowie panuje chaos, z którym ciągle walczy i stara się go uciszyć. Jest rozgoryczoną i zagubioną waderą, nieustannie ucieka od błędów przeszłości popełnionych przez jej martwych krewnych. Z powodu prześladowań jest nieufna, co nie znaczy, że w razie niebezpieczeństwa schowa się w mysiej norze. Mimo młodego wieku jest gotowa do walki, potrafi postawić na swoim. Nie grzeszy głupotą, umie świadomie ocenić sytuację i nie wstydzi się porażek. W towarzystwie bacznie wszystkich obserwuje, mało się odzywa, ocenia sytuację, później wkracza do akcji. Jest w stanie zamienić się w duszę towarzystwa w jednej chwili. Zdarza jej się wykorzystywać inne wilki dla własnych celów, ale nie robi im krzywdy. Po prostu lubi się wysługiwać. Na ogół jest stonowana i miła, nie lubi chamstwa. Uważa, że wszystkie przytyki należy zostawić dla siebie, zwłaszcza jeśli inny wilk nie jest ci nic winien, nic ci nie zrobił. Nie jesteśmy sami na tym świecie. W głębi duszy jest lekką romantyczką, czego szczerze nienawidzi. Gardzi swoimi uczuciami i zachciankami, zbyt wiele przez nie wycierpiała, z resztą nie tylko ona. Mimo ognistego powołania kocha wodę, czuje się w niej bardzo bezpiecznie i często spędza w niej czas wolny.
ŻYWIOŁ: Ogień
MOCE:
Jest młoda, więc jej moce nie są nad wyraz imponujące. Potrafi rozniecić ogień i utrzymać płomienie przy życiu przez kilkanaście minut, tyle wystarczy aby spalić co nieco. Poza tym uczy się formować z ognia różne kształty, może w przyszłości uda jej się tchnąć w nie trochę życia?
PARTNER: Brak
ZAUROCZENIE: Brak
RODZINA: 
Scarlett należy do wielkiej, niegdyś dobrze rokującej i znanej rodziny wilków z południa. Założycielem rodu był Harbinger Ghost wraz z drugą partnerką - Ingreed. In umarła kilka dni po porodzie szczeniąt, jednak jej krew nie zginęła. Losy Harbingera nie są znane, prawdopodobnie wciąż żyje, przeklęty i w obłędzie. Mawia się, że jego postać zwiastuje przybycie śmierci.
Harbinger oraz Ingreed doczekali się trójki szczeniąt: Seele, Inveth, Hesher, z czego jedno przeżyło.
Seele "chwilę" przed śmiercią spłodził swój pierwszy miot, którego owocem była jedynaczka Indy. Wadera nie wiodła zbyt prostego życia, jednak na jej drodze pojawił się Nicolay, tajemniczy basior z ciekawą historią. Inną sprawą było to, że samiec był pełnym bratem zmarłej Ingreed, babki młodej Indy. Samica urodziła trójkę szczeniąt: waderę Interstellar oraz basiory Nicodem'a i Inverness'a. Droga Inverness'a niezbyt utkwiła rodzinie w pamięci. Wiadomo tylko, że wolał basiorów, a mimo to pewnej wiosny na świat przyszła jego córka Carmen. Wyróżniała się spośród pozostałych szczeniąt, z jej głowy wyrastały dwa rogi. Do tego miała śnieżnobiałe futro i piekielnie czerwone oczy. Od trzeciego roku życia żyła samotnie, parę lat później napotkała niewielkie stado, była zima. Postanowiła się do nich przyłączyć i tam poznała ojca Scarlett. Był ujmującym basiorem z hipnotyzującym, toksycznie zielonym spojrzeniem. Nigdy nikomu nie zdradziła jego imienia. Opuściła watahę kilka miesięcy po urodzeniu szczeniąt. Ponownie przeżyło tylko jedno z nich - nasza bohaterka Scarlett.
STANOWISKO: Wojowniczka
PATRON: Framtid
HISTORIA: Harbinger oraz Ingreed pochodzili z gorącego południa, a mimo to Scarlett urodziła się na mroźnej północy. Po rozpadzie rodzimej watahy wilki rozeszły się we wszystkich kierunkach świata. Z reguły nikt, kto ma trochę oleju w głowie, nie zapędza się w chłodne rejony, ale Carmen musiała uciekać. Musiała oddzielić się od przeszłości. Stara wyrocznia zdradziła jej klątwę, która ciążyła nad jej rodziną, ale powiedziała również, jak ją złamać. Przepis na sukces okazał się zbyt trudny do wykonania, zwłaszcza, że po drodze zaślepiła ją miłość. Nie potrafiła się oprzeć, wyparła wszystkie wartości, w które wierzyła, po prostu dała się porwać złej sile. Na początku nic nie wskazywało na to, że jest przeklęta, dopiero po czasie wszystko wyszło na jaw. Urodziła piątkę szczeniąt, każde było inne. Mieli skrzydła, rogi, jedno urodziło się z sześcioma łapami. Przeżyła biało-czerwona wadera z niewielkimi rogami. Była pogodnym szczeniakiem, rodzice często wołali na nią Scar lub Lottie. Ojcu zdarzało się powiedzieć In, a na pytające spojrzenie córki tylko kręcił głową i posyłał ciepły uśmiech. Jednak wszystko się kiedyś kończy, w wieku ośmiu miesięcy Scarlett opuściła rodzime tereny i wyruszyła z matką w dalszą podróż. Carmen w tamtym okresie nie wyglądała najlepiej. Dużo chorowała, wymiotowała czarnym śluzem, jakby smołą. Bywały dnie, kiedy zaczynała się po prostu gotować. Jej skóra zaczynała płonąć, a samica nie mogła nic z tym zrobić. Podczas jednego z napadów zdradziła Scarlett rodzinną tajemnicę. Następnego ranka już jej nie było, spłonęła żywcem. Scarlett oszalała. Zewnętrznie nic na to nie wskazywało, ale czuła, że nie jest z nią dobrze. Zaczęła aktywnie polować, walczyła z każdym napotkanym stworzeniem. Wpadła w szał z bezsilności i strachu. Dziennie pokonywała dziesiątki kilometrów, niekiedy poruszała się na dobrze znanych jej trasach, nie mogła spać, więc chodziła. W końcu organizm nie wytrzymał, pewnego dnia po prostu upadła i zamknęła oczy. We śnie odwiedziła ją wyrocznia i ułagodziła stres oraz ból. Scarlett powoli wracała do siebie. Przez lata była jedynym widzianym wilkiem na danych terenach, aż pewnego dnia spotkała Akosa.
CIEKAWOSTKI:
  • Boi się swoich mocy, więc stara się ograniczyć ich używanie.

MANA: 50 many.
POSIADANE MODLITWY: 
POSIADANE PRZEDMIOTY DO UŻYCIA: 
POSIADANE PRZEDMIOTY OFIARNE: –
INNE ZDJĘCIA: 

środa, 29 grudnia 2021

Brak komentarzy

Powitajmy Vegara!

,,Zabijanie dla pokoju jest jak puszcznie się dla cnoty.'

WŁAŚCICIEL: Hooty#2968 [DC] shiru.wilczek@gmail.com [gmail] Ross [HW]
IMIĘ: Vegar
WIEK: 5 lat
OPIS FIZYCZNY: Vegar, jest bardzo wysokim basiorem, mierzy zaledwie dwa i pół metra wysokości. Jego futro jest w odcieniach szarości, jest bardzo szorstkie w dotyku. Na łapach przednich i tylnych posiada Skarpetki czarne, za tylnych dodatkowo turkusowe. Jego ogon posiada czarne paski, jest dość krótki jak na wilczy ogon. Uszy są nienaturalnie długie jak u elfa. Na klatce piersiowej posiada turkusowego małego iksa. Samiec posiada piękne niebieskie oczy, które kontrastują ze znakami tęczowymi po lewej stronie twarzy oraz czerwonym znakiem pod okiem z lewej strony. Również posiada na plecach czerwonego iksa. Język oraz cała paszcza jest ciemnobłękitna jak oczy. Mimo wielkiego wzrostu nie waży zbyt dużo, dzięki małej wadze może szybciej biegać niż inne wilki.
OSOBOWOŚĆ: Vegar jest specyficznym wilkiem, po wielu przejściach starał się odizolować się od wilków. Niestety przyszedł czas by jednak do nich dołączyć. Lubi samotność, co widać na pierwszy rzut oka, nie jest typem wilka, który lubi rozmawiać. Szczerze to gardzi wilkami tak samo, jak ludźmi, nie ma do nich szacunku, jak i zaufania. Bardzo mężny, jak i odważny basior nie jest skory do pomocy nikomu, chyba że ma w tym jakiś swój cel. Przysługa za przysługę tak to się nazywa. Jest agresywny i wulgarny i nie obchodzi go innych zdanie. Bywa bezczelny, nawet jeśli chodzi o Alfy, nie ma oporu, by wygarnąć co myśli. Czasem jest impulsywny i mściwy, aż za bardzo. Stał się od wypadku bardzo nieczuły, wręcz zimny na wszystko. Jeśli ktoś musiałby wskazać sadystyczną osobę, to Samiec byłby idealny lubi zadawać ból swoim wrogą, oraz ich torturować, by umierali w męczarniach. Kiedyś miał jakie kolwiek uczucia teraz jest pusty i zastępuje tę pustkę agresją. Jest buntownikiem i nie lubisz przestrzegać zasad, ale umie się do nich dostosować. Nie został obdarzony strachem. Vegar lubi dominować nad innymi, czuje się zawsze od nich lepszy. Jest obrażony wielką mądrością, jak i sprytem. Bywa czasem gburowaty i bezczelny. Czasami bywa i romantyczny oraz nachalny wobec samic. Kiedy idzie na sercowe łowy. Jest szalony jak i nieobliczalny, z każdą chwilą może zmienić się z miłego wilka w sadystycznego potwora.
ŻYWIOŁ: Ogień
MOCE:
  • Kontrolowanie ognia i ciepła
  • Wchłanianie ognia i ciepła
  • Wyczuwanie źródeł ciepła
PARTNER: Brak
ZAUROCZENIE: Może któraś z wader będzie jego zdobyczą
RODZINA: 
Ojciec Kåre - nie ma z nim kontaktu
Matka Thea   - nie ma z nią kontaktu 
Bracia Fridtjof , Otto oraz Søren - pierwsi dwaj nie żyją, pozostał mu tylko jeden brat.
Jedyna siostra Åse - nie żyje 
STANOWISKO: Dowódca
PATRON: Freki
HISTORIA: Przed dołączeniem był z rodziną. Nie byli oni w żadnej Watasze, żyli skromnie na terenach nienależących do nikogo. Pewnego dnia, gdy Vegar i Søren poszli na polowanie, nastał mrok a z nieba stąpił dziwny kamień, uderzył on w miejsce, gdzie byłą cała rodzina Vegar'a prócz niego i brata z którym był na polowaniu. Ruszyli na pomoc rodzinie niestety było już za późno. Gdy Vegar się dowiedział, że matka i ojciec przeżyli i wyszli bez szwanku był wściekły, że nie mógł im pomóc. Jakiś głos w jego głowie obwiniał za wszystko rodziców. Nie zajmowali się oni dobrze żadnym z nich, kompletnie ich olewali, zajmowali się tylko sobą. Vegar wpadł w furie i zaatakował rodziców, brat próbował go powstrzymać lecz to na nic się zdało. Wtedy zadał on poważne rany swym rodzicom. Søren odepchnął brata od nich, po czym kazał mu odejść. Lecz Basior chciał dokończyć swe dzieło. Wtedy też z nie ma uderzył jasny grom w niego. Nie oberwał mocno, lecz został naznaczony już na zawsze. Zabrał kryształ ze skały, która przyleciała z niebios i ruszył w dal.
CIEKAWOSTKI:
  • Nie czuje bólu oraz jest od niego uzależniony, w zadawaniu sobie oraz innym. 
  • Jest oddany Frekiemu dozgonnie.

MANA: 0 many.
POSIADANE MODLITWY: 
POSIADANE PRZEDMIOTY DO UŻYCIA: 
POSIADANE PRZEDMIOTY OFIARNE: –
INNE ZDJĘCIA:














Z braćmi:



piątek, 24 grudnia 2021

Brak komentarzy

Od Antilii - Quest #2 (Gwiazdka Yule)

Tej nocy snił mi się kolejny koszmar, ten sam co ostatniej nocy i jeszcze wcześniejszej. Byłam niewielką kulką niebieskawego światła, która lewitowała bez żadnego celu w czarnej niczym smoła pustce. Latałam w różne kierunki, lecz ciemność nie odpuszczała a poczucie nicości dalej trwało. Nie czułam niczego co pozytywne – żadnej radości, poczucia posiadania przynależności czy bezpieczeństwa. Czułam natomiast przytłaczającą samotność, żałosność oraz nienawiść do swojego życia. Moje światło powoli gasło a ja miałam świadomość, że umieram… Nagle poczułam czyjąś obecność. Znajomą obecność, której szukałam odkąd straciłam pamięć… 
Niedaleko mnie były trzy inne świetliki, których światło było niemal oślepiające. Szczęście oraz bliskość rodziny, jakie je wypełniało, nadawało mi taki blask. To była moja rodzina! Próbowałam do nich lecieć, nagle przekształcając się w wilka, którego ciało było wykonane z podobnego biało–niebieskiego ognia co niewielka kulka, którą wcześniej byłam. Biegłam do nich, nie leciałam. Nie czułam swoich skrzydeł, które dawały mi swego rodzaju wolność, a jedynie swoje łapy oraz serce, które rwało się do spotkania ze swoją rodziną. Nadzieja wypełniła mnie, dając siłę do biegu. Tamte kule również przybrały wilczą postać – dwóch dorosłych wilków oraz mniejszego, lecz niemal dorosłego. Chciałam zawołać, krzyknąć, cokolwiek… Mogłam tylko biec. 
Mamo! Tato!krzyczałam w myślach, lecz nawet nie szepnęłam. Biegłam dalej, lecz moi rodzice z nieznanym mi wilkiem oddalali się ode mnie, zupełnie, jakby przede mną uciekali… Nagle moje astralne ciało natrafiło na jakąś barierę. Niewidzialny mul zagrodził mi drogę do odnalezienia mojej rodziny. Biłam w niego, lecz moje wysiłki spadły na manowce. Rodzice coraz bardziej oddalali się, zupełnie jakby mnie nie widzieli… Jakby zapomnieli o mnie…
Czułam, jak moje światło gaśnie a ja umierałam. Pogodziłam się z tym, lecz poczucie pustki bolało niewyobrażalnie. 
W chwili, gdy niebieska kulka, którą byłam we śnie, umarła, budziłam się zlana zimnym potem. Uczucie beznadziei, jakie towarzyszyło podczas mojej śmierci we śnie, było również obecne po przebudzeniu. Czułam się beznadziejnie, zarówno psychicznie jak fizycznie. Odkąd męczy mnie ten koszmar, mam wysoką gorączkę oraz jestem apatyczna. Dusjer często mnie odwiedza, podrzucając jakieś jedzenie, jednak nie miałam ochoty nic jeść. Jakimś jednak cudem udało mu się namówić mnie na zjedzenie ofiarowanego posiłku. Zastanawiałam się jak on to robi... Odwiedzał mnie dość często, pod nieobecność moich przyjaciół i zielarzy jednocześnie. Pandora została wysłana z Yareenem na pewną wyprawę, szczegółów nie znam. I nie wiem czy są mi one potrzebne do szczęścia… 
Powoli wstałam na trzęsących się nogach z swojego legowiska. Zebrałam trochę jelenich skór i innych futer, aby nadać swojej podłodze nieco wygody oraz przytulności, żeby nie było samej litej skały. Wyszłam na zewnątrz, czując chłodny, wiosenny wiatr. Zadrżałam delikatnie, kierując się w stronę niewielkiego jeziora niedaleko domu. Mimo niewielkiej tafli na powierzchni jezioro było dosyć głębokie, by móc spokojnie nurkować. Ostrożnie dotknęłam chłodnej wody, naruszając tym gładkie wodne lustro. Była bezchmurna noc, podczas której gwiazdy migały wesoło a Księżyc, swoją srebrzystą tarczą, rozganiał mroki. Pełnia jest idealną porą… – pomyślałam. Weszłam do wody i od razu zanurzyłam się. 
Czułam, jak woda otula moje ciało, a moc wypełniła mnie, dodając siły. Chociaż wtedy czułam się zdrowa i silna, zupełnie jakbym nigdy nie chorowała… Zeszłam nieco głębiej, lecz dalej byłam w zasięgu tańczących płomieniach Księżyca. Odwróciłam się na plecy, by zobaczyć srebrnego strażnika. Czułam się taka lekka i wolna od wszystkiego… Unosiłam się w wodnej toni, wolna od trosk czy bólu. 
Trochę jak w moim koszmarze…
Nagle poczułam bardzo dziwne uczucie, którego nie jestem w stanie opisać znanymi mi słowami. Jakby taki dreszcz ale też i łaskotanie; jakby ktoś odebrał mi całą moc a zarazem wypełnił mnie ją. Wrażenie trwało a ja nadal byłam niesiona przez spokojna wodę.  
Niespodziewanie przede mną pojawiła się iskierka wielkości małego kamyczka, która świeciła równie mocno co Słońce. Mieniła się subtelnymi kolorami i, uwierzcie mi, wydawało się, że śpiewa pięknym, subtelnym głosem pieśń w nieznanym języku. Rozłożyłam skrzydła, zupełnie jakbym chciała ochronić to maleństwo przed światem zewnętrznym a następnie delikatnie ujęłam światło w łapy. Przyglądałam się przez chwilę temu, a następnie powoli wypłynęłam na powierzchnię, powoli rozumiejąc, że znalazłam gwiazdkę Yule… 

Szłam powoli, dalej osłaniając skrzydłami gwiazdkę, która lewitowała przede mną. Kierowałam się w stronę ołtarza Flotte Org, gdzie zamierzałam oddać gwiazdę jednemu z boskich bliźniaków. Nadal jednak zastanawiałam się komu ją ofiarować… Z jednej strony moja patronka i bogini przeznaczenia, Framtid, jest żoną Skolla, boga Słońca oraz dnia. Z drugiej – odnosiłam wrażenie, że to Księżyc ofiarował mi gwiazdkę, tak więc powinnam ją dać Managarmrinowi – bogu Księżyca i patrona wilków nocy. Miałam totalny mętlik w głowie… Ale musiałam podjąć decyzję. 
Gdy dotarłam na miejsce, ciemne niebo zaczęło przybierać cieplejsze kolory – od aksamitnego fioletu po ciepłej pomarańczy. Zbliża się wschód… – pomyślałam, spoglądając na wschodnią część horyzontu. Muszę podjąć decyzję. Westchnęłam. Powoli wspięłam się do pozostałości ogromnej niegdyś świątyni, która pomagała nam w komunikacji między nami a naszymi bogami. Gdy stanęłam przed kamieniem runicznym, powoli zaczęłam składać swoje zdrętwiałe skrzydła. Gwiazda przez całą drogę śpiewała piękną pieśń, nawet teraz to robiła, tyle że jej głos wydawał się inny… Nie wiem czy smutniejszy czy weselszy. Po prostu inny
Wpadłam na pewien pomysł. Powiedziałam na głos imiona obu braci, obserwując reakcję Gwiazdy. Nie wiem dlaczego, ale postanowiłam dać jej wybór. Mi ktoś nie zaoferował takiego luksusu i skończyłam z trwałą amnezją. Nie mówię, że jest mi tutaj źle, w Klanie, lecz czuję się niekompletna… 
Yule zareagowała na imię na boga nocy, błyskając mocniejszym światłem. 
– Postanowione… – powiedziałam na głos. Zaczęłam odmawiać modlitwę ku czci Managarmra, przekazując mu gwiazdę. Kula białego światła nieco przygasła, po czym rozpadła się na srebrzysty pył. Uśmiechnęłam się lekko pod nosem. Zdążyłam polubić to coś, czymkolwiek to było. 
Miałam nadzieję, że podjęłam dobrą decyzję. 

•❅──────✧❅✦❅✧──────❅•

Minęło kilka dni od tego nietypowego… wydarzenia. Nikomu nie powiedziałam o tym, bo po co? Gdy wróciłam do swojej jaskini, od razu zasnęłam. Tym razem mój koszmar stał się przyjemnym snem – udało mi się dotrzeć do swojej rodziny, która również mnie szukała i bardzo za mną tęskniła. Od tamtej pory nie mam żadnych snów. Na dodatek, gdy wróciłam od opatrywania Pandory po nieudanym lądowaniu, znalazłam srebrzysty pył na delikatnej króliczej skórze oraz piękne perły. Domyśliłam się, że to jest Księżycowy Pył niemal od razu. Dziękuję – pomyślałam, przywołując obraz gwiazdy Yule.

niedziela, 5 grudnia 2021

Brak komentarzy

Event Yule

 Jul, jul, strålande jul!

Święto Yule zawitało w nasze progi! To czas zimowego przesilenia, czas kiedy pijemy, walczymy i rywalizujemy w nadziei na obfite plony! 

 Legenda głosi, że w każde święto Yule Fenrir zsyła do naszego świata stado magicznych dzików, by wilki z Mid mogli zapolować i skosztować boskiego mięsa, by te mogły żyć długo i walecznie. Każdy wilk ma okazję złapać tego odyńca a następnie zjeść jego mięso, dzieląc się nim wśród rodziny i bliskich. Dodatkowo inni bogowie również zsyłają nam swoje dary lub nawet potrzebują naszej pomocy, by święto odbyło się bez zakłóceń. 

 Dołącz do zabawy i niech w te święta nie zabraknie Ci miodu ani rodzinnego ciepła!

Event będzie trwał od 06 grudnia do 31 stycznia.

Są dostępne następujące questy:

  • ~ Upolowanie odyńców Fenrira, które są nieuchwytne i cechują się sprytem, tak więc złapanie ich nie będzie polegało jedynie na pościgu i zagryzieniu. Przyjmujesz wyzwanie?

Opis przedmiotu: Podobno ich mięso są wyjątkowo zdrowe oraz dodaje wilkowi siły (na stałe zwiększa jego siłę o 20%). Można na przykład je dać choremu, by ten w jednej chwili wrócił do pełni sił lub wzmocnić najsilniejszego wojownika.

Wymagania: 500 słów.

Nagroda za quest: 250 many, Mięso z odyńca Fenrira (przedmiot do użycia), kamienie szlachetne (przedmiot do ofiary).


  • ~ Znalezienie gwiazdki Yule, którą Managarmr próbuje znaleźć przed swoim bratem, Skollem, który również bardzo ją pragnie. Komu ją przekażesz?

Wymagania: 350 słów.

Nagroda za quest: 200 many, nagroda wariantywna: Księżycowy Pył (przedmiot do użycia) oraz perły z Południowego Wybrzeża (przedmiot do ofiary) lub Promień Słońca (przedmiot do użycia) oraz Świetliki z Zakazanego Lasu Djevelskog (przedmiot do ofiary). 


  •  Odszukanie pięciu kamieni runicznych, które pomagają Gramowi utrzymać dusze zmarłych w zaświatach, które zgubił podczas corocznych odwiedzin świata Bogów podczas trwania święta Yule. Bóg zmarłych liczy na Twoją pomoc!

Wymagania: 650 słów.

Nagroda: Mana oraz ofiara potrzebna do odmówienia modlitwy Åndelig.


  • Przygotowanie rytuału dziękczynnego dla naszych bogów, którzy hojnie obdarowali nasze tereny zwierzyną oraz czuwają nad naszą pomyślnością. Niestety, ktoś wykrada Ci najcenniejszą i najważniejszą ofiarę. Czy uda Ci się odzyskać przedmiot, nim bogowie odwrócą się przeciw Tobie?

Wymagania: 400 słów.

Nagroda: Składniki oraz mana potrzebna do wybranych modlitw (dostępne: Åndedrett - oddech pod wodą, Tid - widzenie czasu, Sannhet - odczucie prawdy, Fjær - otrzymanie skrzydeł)


Dodatkowy bonus dla nowych członków: w czasie dołączenia do Klanu podczas trwania eventu Święta Yule, za napisanie opowiadania questu #1 otrzymuje się dwa razy większą ilość many oraz losowo wybrany przez Administrację przedmiot do ofiary!